The Dark Side of the Moon

Open my heart

Find my way back home

Walk through the shadows

My truth is all I’ve ever known

 

~ https://www.instagram.com/bluofearth/

 

Spotkałam się ze sobą na końcu rozdziału tego Pamiętnika, bez happy endu. Nie zgłosiłam nieprzygotowania. Zderzenie w pierwszej chwili zmroziło. Do kości. Odtwarzałam tę scenę w kółko kilkukrotnie w poszukiwaniu czegokolwiek, co zaprzeczy pierwszemu ukłuciu. Zaprzeczy faktom. Nic nie zaprzeczyło. I choć to nie musi o niczym świadczyć, dla mnie świadczy. I choć to nie powinno tak boleć, boli. Moje wszystko wie. Moje wszystko czuje. Najsilniejszy cios. Bardzo precyzyjny i celny. Rozpadłam się.

Na tym etapie – ostrzegali – może się dziać. Dzieje się. Ale to? Zadziało się najgorzej. Ledwo mogłam wrócić do domu. W mocno naruszonym stanie. Z ogromną gulą w gardle. Z krzykiem, który w nim uwiązł. Pojawiły się drobne spazmy. Łzy napłynęły z taką prędkością, że oczy nie nadążały mrugać. Nogi jeśli byłoby to fizycznie możliwe poszłyby każda w inną stronę. Nie ucieknę. Nie mogę. Nie potrafię. Nie mam dokąd.

Roztrzaskałam się. Roztrzaskało mnie. Kolejny raz. Choć dotkliwiej niż do tej pory. Rozpadłam się. Na milion tak drobnych kawałków, że nie wiem, którędy złożyć się do kupy.  Nie wiem, ile razy może pęknąć serce. W tym samym miejscu. I trudno przyznać przed sobą samą, tak w pełni w zgodzie, że już najwyższy czas. I wcale nie jest powiedziane, że tym razem mi się uda. Ale już wiem, jak bardzo oszukiwałam samą siebie. Sabotowałam sytuacje, myśli, rzeczywistość… Pisałam usprawiedliwienia.

Znalazłam cień. Ogromny. I cholernie boli świadomość. Bo pracując z tym kluczem, który odkryłam wiem, że jeśli nie przestanę się oszukiwać nic się nie zmieni. Nie podskoczę oczko wyżej. Nie dotrę tam, gdzie próbuję dotrzeć. Do daru, który ten klucz ze sobą niesie. Nigdy nie przestanę uciekać. Musiało się tak stać. Nie mogłam dłużej żyć na wdechu.

Nic na siłę. A już na pewno nie to. Coś musi się skończyć, żeby coś mogło się zacząć. I jeśli nic nie zmienię to nic się nie zmieni. I odwracam w spazmach, to zdanie, które nosiło jedno z większych znaczeń. Przestało. I ja przestałam. Choć to wymaga nie lada odwagi. Ale już dłużej nie chcę. Bo to blokuje. Zatrzymuje. Odcina dopływ powietrza. Odcina dopływ wszystkiego. Bo jest murem. A ja ten mur chcę zburzyć. I burzę. Bo mam dość. Trzęsę się. I nie mogę ustać na nogach. Spalam świeczki. Spalam ostatni zapach. Upadam nisko. I mówię głośno. Już NIE WIERZĘ. I już nigdy nie chcę uwierzyć.

Nieważne co się wydarzyło. Znaczenie ma to, że jeśli wszystko próbuje Cię zderzyć z cieniem musisz to zrobić. Musisz pozwolić sobie rozpaść się, na tak wiele części, ile potrzeba. Musisz pozwolić sobie czuć. Pozwolić płynąć łzom. Wyć jak mocno zranione zwierzę. W najciemniejszym cieniu znajdziesz najjaśniejsze światło.

 

Teraz spróbuję to tylko przeżyć… Być może niedługo poczuję, że jednak wygrałam…

 

Zderzyłam się ze swoim cieniem i to był pierwszy w tym roku, nowy początek Księżyca…

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Paparazzi

    🫂💙

  2. Malwina

    Z przeznaczenia w oczach Twych
    Wiary że tak miało być
    Z wielkiej namiętności stworzę nas
    Z dreszczu już na samą myśl
    że właśnie się spełniają sny..

    Kocham jesteś moim Skarbem Pauliniu

    1. P.

      Dziękuję Serce 🥺❤️

Dodaj komentarz