Byłeś

 

Nad miastem chmur pobladłe cienie

Martwe ulice

Powracasz do mnie, myśli lśnieniem

Furkotem skrzydeł

[…]

Gdziekolwiek jesteś wiedz

W moich żyłach wrze Twoja krew

Z pestki pragnień zakwita sad

Za to co mam w sobie, dziękuję Tobie

~ Ptasiek – Anita Lipnicka

 

***

 

Czwarty i nieostatni raz. Na każdym etapie podróży. W pociągu na czas i nie na czas. W ludziach, którzy sądzą, że ich strefa ciszy nie dotyczy. W za małej ilości kawy w za dużym kubku. W jedzeniu herbatników w bliskiej odległości powodujących mikro, a później makro palpitacje serca, gdy na jednym opakowaniu się nie skończyło.  W pierogach na które warto było dłużej zaczekać. W odurzającym zapachu truskawek. W najpiękniejszych szparagach. W tych samych wertepach, na tej samej drodze do celu.

Wśród spalin, nadmiaru ludzi i samochodów. W ulubionej dzielnicy. Na 11 piętrze. Z widokiem na morze. Wśród niespotykanej kultury. W Przystanku z najlepszą kawą i lodami. W sklepie, w którym jest wszystko czego dusza pragnie. W poczuciu, że jesteśmy u siebie.

W punktach zaczepienia, smakach, zapachach, obrazach, kształtach, nadziejach, wspomnieniach, marzeniach. W pogodzie, której miało nie być, a jednak była o niebo lepsza. W trzech kroplach deszczu, dla żartu. Po tajsku, indyjsku i niechcący po bliskowschodniemu. W miskach szczęścia. Dla odmiany lemoniadach i mocktailach.

W odpowiedniej wielkości koca. Na skrzypiącym łóżku. W nieoczywistej pościeli. Upartej umywalce. Dziwnym prysznicu. Nowym serialu. Najpiękniejszym parku. Drodze na plażę. W 58mym, a nie 60tym wyjściu przecież. W utartych już ścieżkach. Ale też nowych odkrytych. W pędzie. W biegu. W spokojnych spacerach.

W poszukiwaniach zgodnie z wymaganiem. Bez Mariana z Synami. Uroczej „starości” na rolkach. W nieprzyjemnym uczuciu skarpetek na po piaskowych stopach. Z odważną Nimfią wodną. Skwierczeniu na plaży. Wcale nie takim zimnym morzu. Niewłączonym nagrywaniu. Weryfikacji osób palących. W kolejce. Tramwaju. Na kolejnym koncercie. Z niespodziewanym Gościem. Wśród dźwięków, kolorów i niezapomnianych przeżyć.

W niedopracowanym planie. W przejściu, które powinno być, a wcale go nie było. Mocno opóźnionym posiłku. Niepotrzebnym gratisie. Zdążeniu na nowy czas. Małych fochach. Fuksie taksówkarskim. Pani, co śpi na kasie. Łażeniu po plaży. I mewach po wodzie. Niedoszłym molo. Bez bransoletki.

I w ten jeden inny poranek. Gdzie tylko Ty i ja. W blasku porannego słońca, zapowiadającym iście tropikalny dzień. W ostrożnych falach, obmywających stopy. Wśród miłości, radości i uśmiechów nielicznych obecnych. Wśród biegających, pływających, kontemplujących i medytujących. Na mięciutkim wilgotnym piasku. Z leciutkim wiaterkiem nie plączącym włosów. Nieplanowanie przydługo. I planowanie odpowiednio. W poczuciu, że zawsze i wszędzie jesteś obok. Że przytulasz. Dbasz. Chronisz. Że kochasz.

W naszym Gdańsku.

Byłeś z nami Tato ❤️

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 4 komentarzy

Dodaj komentarz