Prana Shakthi

 

I see You, Every time I look into Buddha’s eyes. I give myself to You. Every time I alter one of Your 1,000s names. Honestly & fully I love You. Through Christ and Maria, Shiva and Shakti, Krishna and Radha, With every day that passes and every breath I take. I enter gratitude for receiving Your Love. Obeying Your Laws of Truthfulness and Ahimsa, Weaving Prana With hearts and souls of Gaia. Through mysticism, shamanism, sufism, and ecstatic meditations. I yearn to touch You, to feel You, to be You. Within this amazing Journey of Awareness of Your Consciousness.

 

~ Nataša Nuit Pantović, Tree of Life

 

***

 

Piszę dziś dla Ciebie setny raz. Celebrując ten moment postanowiłam wyjść już całkowicie poza to, co o mnie wiadomo, czy to czym zwykle się dzielę. Przestałam się bać. Stąd dzisiejszy wpis.

Pracę z Energią zaczęłam ponad dwa lata temu spotykając na swojej ścieżce zupełnie spontanicznie Reiki, które otworzyło do mnie ramiona i cieplutko przyjęło w przestrzeni oferującej naukę pomocy innym poprzez swoje niekonwencjonalne (z punktu widzenia większości dzisiejszego świata) metody. O Reiki na pewno niedługo napiszę więcej, bo to też ja.

Jednak dziś tę przestrzeń oddaję CZEMUŚ, co ma ogromną MOC. I przyznaję, że w najśmielszych marzeniach jeszcze całkiem niedawno, nie miałam odwagi choćby próbować wierzyć, że będzie kiedykolwiek dostępne dla mnie. Że kiedykolwiek za pośrednictwem takiej MOCY będę miała szansę pomagać innym. Co więcej, nie miałam pojęcia, że ta MOC od zawsze była we mnie, a wystarczyło Ją po prostu obudzić.

Dlaczego Prana Shakthi, a nie Kundalini? Dlaczego nie Aktywacja Energii Kundalini? To określenie stało się ostatnio bardzo modne i niekiedy jest mocno nadużywane. Chyba po prostu chcę inaczej. I przede wszystkim to, co robię wykracza mocno poza procesy nazywane dziś Aktywacją Energii Kundalini.

Prana Shakthi w filozofii Jogi jest pierwotną energią kosmiczną, która rządzi wszystkimi funkcjami fizycznymi. Brzmi pięknie prawda? Wzniośle, kosmicznie, czarodziejsko, magicznie. Tak lubię żyć. Tak chciałabym, aby każdy doświadczał życia. Dlatego.

Kundalini jest naszą życiową Energią. Cały proces Aktywacji jest bardziej skomplikowany niż może się nam wydawać. Szczerze powiedziawszy po ponad roku obcowania z różnymi procesami oraz wiedzą na ten temat, tak naprawdę dopiero dziś mogę z ręką na sercu powiedzieć, że zaczynam rozumieć (podkreślam zaczynam) czym to wszystko jest.

Nie gwarantuję, że aktywuję Twoją Energię Kundalini jakimkolwiek procesem. Nikt tego nie zagwarantuje. Sam* nie możesz mieć pewności, że Ona kiedykolwiek w tym życiu się w Tobie aktywuje. Wszystko zależy od tego po co Twoja Dusza przyszła na ten świat. Ale każdy tego typu proces, może być kroczkiem w tym kierunku. A już na pewno, każdy taki proces, jeśli w niego wejdziesz z otwartym sercem i umysłem, poddaniem się i zaufaniem, będzie kolejnym ogromnym krokiem do zmiany w Twoim życiu na lepsze. Bo najzwyczajniej w świecie oczyszczasz się energetycznie podczas każdego z nich. A to rzutuje na wszystko.

 

Czym wobec tego się zajmuję? Z czym pracuję? I o co w tym wszystkim cho?

 

Zacznę od tego, że jestem i nigdy nie przestanę być Uczennicą. Nie przestanę zgłębiać swojej wiedzy na temat tego czym się zajmuję. Urozmaicać czy wzbogacać swoich praktyk. Nie jestem wszechwiedząca, nie pozjadałam wszystkich rozumów. Noszę w kieszeniach tony pokory do procesów przez które przechodzę i przez które można przechodzić ze mną. Ale mam ogromną, niezachwianą wiarę w to, że niosę Dobro i Światło.

Jakimś, nazwijmy to „cudownym” sposobem (bo temat „cudów” również planuję rozwinąć w niedalekiej przyszłości) okazało się, że moje pragnienie z dzieciństwa o tym, aby pomagać innym okazało się być dostępne na wyciągnięcie ręki. W zupełnie innym charakterze niż pierwotnie mi się marzyło, ale jednak.  Potrafię wspierać procesy uzdrawiania organizmu Energią. Odnalazłam cel w życiu. To jest pomoc, którą niosę.

Zaczynając niewinnie od wsparcia siebie samej, po wszystkich krokach przez które przeszłam, trafiłam na Anioła w ludzkiej skórze. Dziś nazywam Go swoim osobistym Aniołem. Abhi o którym już nie raz tu wspominałam, na swój sposób spadł mi z nieba, jako odpowiedź na wołanie o konkretne wsparcie. Zupełnie nie spodziewałam się, że ten Chłopak pojawiając się w moim życiu będzie miał do zaoferowania więcej niż potrzebowałam czy śmiałam oczekiwać. Że wywiąże się pomiędzy nami tak niespotykanie piękna więź, jaką trudno nawet nazwać słowami.

Jego chyba naprawdę nieograniczona wiedza przekracza wciąż jakiekolwiek moje oczekiwania. Czasem mam wrażenie, że nigdy nie zadam pytania, na które On nie będzie znał odpowiedzi. Że to zwyczajnie niemożliwe.

To właśnie On dostrzegł we mnie to coś, co pozwala mi dziś być tym kim jestem i robić to, co robię.  To On popycha do działania, pomaga przełamywać bariery, wyciąga na zewnątrz cienie, pomaga je przytulać, a później transformować.

To On ma przestrzeń na moje cierpienie, ból, łzy, niechęć, niepewność, złość, irytację, brak wiary i strach, ale też na śmiech i radość, na cały wachlarz moich emocji. Zawsze. Na wszystko z czym przychodzę na nasze lekcje/ zajęcia/ spotkania.

To On trzyma przestrzeń dla Męskiej Energii, która jest niezbędna w procesie transformacji, ale też w codziennym życiu, jednocześnie pomagając wyciągać ze mnie tą Kobiecą, którą przez większość życia niektórymi praktykami, czy nawet kolorami zwyczajnie w sobie chowałam gdzieś głęboko. To On pomaga zachować idealny balans pomiędzy Ich tańcem.

On zaufał i uwierzył we mnie tak mocno, że dzieli się wiedzą tak głęboką, tak ważną, tak pra starą, która wcale nie jest łatwo dostępna. To On popycha mnie do działania, czasem łatwiej czasem trudniej, czasem wprost, a czasem stosując swoje sztuczki, na które się łapię, bo ufam, a później okazuje się, że jak zawsze miał rację.

 

To On wydobył ze mnie MOC, która drzemie w każdym z nas, a wystarczy jedynie uwierzyć i Ją obudzić.

To On pomógł mi najprawdziwiej w siebie uwierzyć.

 

Sesje, które prowadzę mogą odbywać się zarówno na żywo, jak i online (tak, wiem, brzmi kontrowersyjnie, ale Energia nie ma czasu ani przestrzeni). To, co dzieje się podczas procesu można śmiało porównać do sesji Aktywacji Energii Kundalini z których sama korzystam, a które dziś są bardzo łatwo dostępne dla każdego.

Wiem, jak odbierane są tego typu praktyki. Wiem, jakie są na ten temat opinie. Wiem, że nazywane są demonicznymi. Że uruchamiają tych krzyczących i straszących najgłośniej. Wiem, akceptuję i wysyłam zawsze miłość do każdej z tych Osób, bo nie jest łatwo poszerzyć własnej świadomości na tyle, aby poczuć się bezpiecznie z rzeczami, których wcale nie da się tak łatwo zrozumieć.

Procesy tego typu, choć na pierwszy rzut oka wyglądają demonicznie, w rzeczywistości takimi nie są. Tylko energia strachu może wyzwolić takie emocje i poczucie z nimi związane. Nikt prowadząc taki proces nie „wprowadza” w Ciebie nic demonicznego. To, co dzieje się z Twoim ciałem czy emocjami podczas nich jest energią, którą każdy z nas w sobie ma. Jest Twoją osobistą energią, którą ktoś taki jak ja, może po prostu pobudzić do działania.

Stąd czucie przepływu energii, wizje, niekiedy skrajne emocje, ruchy ciała i wiele innych rzeczy jakie mogą się zadziać podczas. A niekiedy prawie nic. Co też jest w porządku. W odpowiednich „rękach” zawsze jesteś bezpieczn*. Zawsze jesteś zaopiekowan*. Nic Ci nie grozi. Ktoś, kto prowadzi takie sesje z miłością i szczerością zadba o to, aby przestrzeń, w której się znajdujesz była przygotowana, abyś tak właśnie się czuł*.

To nie jest dla każdego. Nigdy nikogo nie namawiam. Nie każdemu też o tym mówię. Bo naprawdę nie każdy jest gotowy choćby o tym usłyszeć, nie wspominając o spróbowaniu. Wierz mi, że jak poczujesz, to po prostu będziesz wiedzieć, że to jest dla Ciebie. A może się okazać też tak, że nigdy w tym życiu nie poczujesz. I to też jest ok.

Po co więc? Aby coś wreszcie zmienić. Wyjść z niewygodnej wygody. Aby poszerzyć świadomość. Otworzyć oczy. Odpuścić to, co nie służy. Procesy tego typu uwalniają z nas to o czym nawet niekiedy nie mieliśmy pojęcia. Różnica pomiędzy standardową terapią, a tego typu sesjami jest taka, że my w tym nie grzebiemy, jeśli nie czujesz takiej potrzeby. Niekiedy nawet nie wiesz czym jest to, co uwalniasz. Bo nie musisz wiedzieć. Nie musisz roztrząsać.

Kiedyś sądziłam, że w szukaniu kwintesencji problemu, rozgrzebywaniu go, analizowaniu i roztrząsaniu mieści się cały sens. Że tylko tak można ruszyć do przodu. Dziś wiem, że metod i możliwości jest mnóstwo. W zależności od potrzeb i okoliczności. Od Człowieka, który po daną sięga. Wiem też, że to nie koniec. Że będzie ich więcej i dopóki ludzkość będzie istnieć powstawać będą nowe, bo w takim kierunku zaczynamy zmierzać.

Nie umniejszam żadnej z dostępnych metod. Żadna nie jest dla mnie lepsza od pozostałych. Natomiast zauważyłam po sobie samej, że proces „zdrowienia” zdecydowanie przyspiesza u mnie, kiedy w przeciągu godziny potrafię przejść od bardzo trudnych i bolesnych emocji wyzwalających morze łez bez powodu, po niewypowiedzianą radość ze łzami wzruszenia i głośnym rzadko spotykanym śmiechem, który mam wrażenie, słychać w promieniu kilkuset metrów. A każdą taką sesję kończę w poczuciu lekkości jakby ściągnięto ze mnie jeden z większych ciężarów, o którym nie miałam pojęcia. I nawet nie muszę wiedzieć czym ten ciężar był.  

Nie mam potrzeby tak jak dawniej kąpać się w ciężkich emocjach przez kolejny tydzień. I to nie jest tak, że sobie na takie „kąpiele” nie pozwalam, bo czasem i taką potrzebę czuję, nie zagłuszam jej wtedy, ale w zdecydowanej większości przypadków „stara szkoła” przestała na mnie działać. Choć jak teraz o tym myślę, muszę przyznać, że nie pamiętam, kiedy taką potrzebę miałam ostatni raz.

Mam poczucie, że życie jest za krótkie, żeby marnować kilka dni na roztrząsanie, bo ono wcale mnie tak łatwo nie wznosi. Mam wrażenie, że im dłużej jestem na dole, tym trudniej wzlecieć mi do góry, a to tam czuję się najlepiej. To tam mam więcej energii, tam chce mi się działać, tam mam najbardziej kreatywne pomysły. To tam czuję się najprawdziwiej sobą.  Tam dzieją się najpiękniejsze synchroniczności, a życie płynie jakoś tak z większą lekkością.

Zresztą zauważyłam, że wyrzucanie z siebie tego złego, nie służącego i układanie się na nowo przez dłuższy czas w nostalgicznym nastroju wcale nie wyzwala ze mnie na zawsze wszystkiego, czego już w sobie nie chcę nosić.

Po kilku latach wewnętrznej pracy zauważyłam, że niezależnie od tego jak bardzo wydaje mi się, że coś uwolniłam tym „starym sposobem” nigdy nie było to stałe uwolnienie, tylko z czasem i każdym kolejnym „uwalnianiem” dochodziłam do momentów, w których nadal gniotło gdzieś w środku, tyle, że nie mogłam już się dogrzebać do tego, co gniecie. Ani tego nazwać, bo teoretycznie przecież już tyle uwolniłam, to dlaczego wraca?

Natomiast po procesach przez które przechodzę czuję, jakbym na nowo zaczęła żyć. Jakbym urodziła się jeszcze raz. Widzę świat zupełnie inaczej. Jeszcze mocniej kocham i doceniam. Dostrzegam więcej i więcej. Choć naprawdę zawsze zaskakuje mnie, że można jeszcze bardziej, że ostatni raz nie był tym, w którym już bardziej i więcej, i mocniej się nie da. Natomiast okazuje się, że to nie jest niczym ograniczone i nigdy nie będzie, jeśli sama na to nie pozwolę.

Tym jest uzdrawianie Energią, którym się zajmuję. Staram się łączyć wszystkie techniki jakich zostałam nauczona w najlepszy sposób jaki potrafię. Tak naprawdę najwięcej dzieje się intuicyjnie, bo po prostu potrafię wyczuć czego potrzebujesz.

Czy daję gwarancję, że po takiej sesji coś w Twoim życiu się zmieni? Nie. Bo wystarczy, że nie wejdziesz w proces z wystarczającą otwartością. Albo zwyczajnie nie jesteś gotow* na zmianę, a tego nie wiesz ani Ty ani ja. Nie moją ani nie Twoją decyzją jest co z procesu wyniesiesz. Ale to Ty stawiasz pierwszy krok.

Tak jak ja postawiłam pierwszy ponad 5 lat temu kupując warsztat, na który nie było mnie stać. Dziś jestem tu, gdzie jestem, bo przez te ponad 5 lat nigdy się nie zatrzymałam na dłużej. Bo łapałam się co rusz nowych praktyk, sesji, chłonęłam wiedzę na wszystkie możliwe sposoby, nie odpuszczałam, poświęcałam na to wszystko mnóstwo czasu.

Bo nigdy nie przestałam wierzyć. Nigdy się nie poddałam. Bo pomimo trudnych chwil, które próbowały wymusić na mnie zwątpienie, pomimo cierpienia, problemów zdrowotnych spowodowanych oczyszczaniem organizmu, odciągających od procesów ludzi i słów, niezrozumienia, pomimo oczyszczania mojego pola z ludzi, bez których sądziłam, że nie potrafię żyć, a których odejścia były cholernie bolesne, nie odpuściłam.

Pomimo każdej z burz jaka przeszła przez moje życie. A wiesz, dlaczego? Bo zrozumiałam, że niesamowicie kocham burze. A w bezpiecznej przestrzeni w ogóle się ich nie boję. I nie było jeszcze ani jednej w dziejach ludzkości, po której nie wyszłoby słońce. Dlatego wszystko było warte tego, aby dziś być tym Światłem, które niosę dla Ciebie.

 

Abhi, thank you my Angel,  from the bottom of my heart ✨

https://www.instagram.com/abhishek.kanaparthi?igsh=MW9kdHJyYXRpb3d5cw==

https://para-apara-vishwam.setmore.com

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Bartosz

    Rozwijaj się i doskonal na swojej ścieżce. Jestem wdzięczny za to, że mogę Ci towarzyszyć w życiu i czuć Twoją dobrą Energię. Kocham Cię Paulina♥️

    1. P.

      Dziękuję, że jesteś 😘 kocham Cię Bartosz ❤️

  2. Malwina

    Ja dzięki Tobie bardzo dużo dobrego doświadczyłam, zrozumiałam i to było Piękne Paula🥰 dziękuję, że było mi dane tego doświadczyć 🫶 kocham 😘
    P.s. już tęskniłam za wpisem

    1. P.

      Kocham i dziękuję, że jesteś ❤️

Dodaj komentarz