Patrzysz na mnie. Tak bardzo wydaje Ci się, że wiesz wszystko. Że mnie znasz.

Przyglądasz się, słuchasz, tworzysz obraz kogoś z kim w rzeczywistości mam niewiele wspólnego. W każdą rozmowę zręcznie wplatam jak największą ilość ozdobników, które pokażą mnie w tak pięknym świetle, w jakim chcę być przez Ciebie widziana. Nie ma fizycznej możliwości, żeby ktokolwiek zorientował się, że w środku jest coś nie tak.

Nauczyłam się kłamać z niesamowitą precyzją. Na zawołanie. Latami zmuszana do robienia dobrej miny do złej gry, założyłam jedną z masek, które uparcie tworzyłam na potrzeby chwil podobnych do tej. Powtarzałam w głowie te sceny tak długo, że swój sztuczny uśmiech znałam już na pamięć. Dopracowałam go tak, że nie było możliwości, aby w niego nie uwierzyć. Potrafię wprawiać się w nieprawdziwy nastrój ot tak. Pstryk i jestem taka jaką chcę być w Twoich oczach.

Czas nauczył mnie grać w grze zwanej życiem. Czas przygotował mnie do odgrywania najtrudniejszej pierwszoplanowej roli. Napisałam scenariusz do tej, w którą wcielałam się każdego dnia. Prowadząc podwójne życie. Zasłużyłam na Oscara. Ty tego nie wiesz, prawie nikt tego nie wie. A ja chciałam być kimś kim nie byłam. Chciałam być tak widziana. Chciałam, żeby moje życie takie właśnie było. Żeby to, co odkrywało boleśnie każdego dnia nie powtarzało się w kółko.

Niezależnie od tego, że film, w którym grałam się skończył, w głowie każda scena jest żywa. Kiedy wracają wspomnienia. Kiedy spotykam kogoś, kto je budzi. Kiedy mierzę się z przeszłością. Kiedy potykam się o nią. Kiedy patrzę w oczy pełne pogardy i nienawiści, tak jawnie przeczące słowom napisanym kilkanaście dni wcześniej. Kiedy muszę stanąć naprzeciwko i być ponad to. Kiedy nie mogę spać. Kiedy nie wiem dlaczego, ale wciąż wypowiadam tamto imię. Kiedy muszę być silna dla N I E G O. Kiedy próbuję leczyć siebie. Kiedy sklejam połamane skrzydła. Kiedy staram się nie pamiętać. Kiedy wmawiam sobie, że już po wszystkim. Kiedy jestem prawie pewna, że już się go nie boję. Kiedy to wszystko, czym mnie katował przysłania gęsta mgła. Kiedy ciało już nie cierpi. Już nie doświadcza. Nie czuje. Kiedy przestało czekać na cios. Rysa wewnątrz jest zbyt głęboka. Świat tego nie widzi. Świat o tym nie wie. Świata to nie obchodzi. Świat ma inne lepsze światy, którymi warto się zainteresować. Kim jestem ja, żeby choćby chcieć się liczyć?

O wielu wyssanych z palca faktach na swój temat miałam okazję się dowiedzieć. O wielu fałszywych opiniach, które nijak mają się do rzeczywistości.  Niektóre są naprawdę niesamowicie krzywdzące. Z czego wynika taka nienawiść do drugiego człowieka? Nie mam pojęcia. Okazuje się, że nie trzeba wcale nikomu zaleźć za skórę, żeby dowiedzieć się po czasie o sobie takich rzeczy, że włos jeży się na głowie. Nie robiłam z tym nic, bo to wciąż było lepsze niż świadomość, że ktokolwiek mógłby poznać prawdę. 

Patrzysz, ale nie widzisz. Oceniasz, nie mając pojęcia. Prawdopodobieństwo poczucia ogromnego wstydu za każde niesprawiedliwie wypowiedziane na mój temat słowo, odbijałoby Ci się prawdopodobnie czkawką do końca życia. Bo nie jesteś sobie nawet w stanie wyobrazić przez co przeszłam.

A ja mimo wszystko zagryzam wargi, tak teraz, jak to robiłam przez te wszystkie lata, udając kogoś kim chciałam być. Czasem się udawało. Kiedy trafiałam na dobrych ludzi. Którzy wierzyli. Czasem nie, kiedy ktoś ewidentnie chciał mnie skrzywdzić, rozgłaszając niesprawiedliwe opinie na mój temat. Grałam w swoją grę. Uciekałam od siebie jak najdalej. Nie lubiłam tamtej siebie. Nie chciałam czuć prawdy. Nie lubiłam tego na co pozwalałam. Nie potrafiłam inaczej. Nie wiedziałam co zrobić, żeby cokolwiek zmienić. Bałam się. Wmawiałam sobie, że nie jest tak źle. Że zawsze może być gorzej. Przyjmowałam, że na więcej nie zasłużyłam. Że nic lepszego nie może mnie spotkać.

Chciałam nie cierpieć. Nie musieć tam zostawać. Chciałam, żeby nie wychodzili. Żeby mnie nie zostawiali. Żeby noce nie przychodziły. Żeby szał nie wybuchał. Chciałam się liczyć, choćby jako człowiek. Być coś warta. Być słyszana. Słuchana. Kochana. Ważna. Chciałam się nie poddawać. Nie pozwalać. Chciałam, żebyś zniknął. Bo wydawało mi się, że tylko tak mogę być wolna. Taka byłam. Słaba, bo na taką mnie szkoliłeś.

Nie wiem skąd wzięłam na to wszystko siły. Nie wiem, jak udało mi się uciec. Przecież to nie pierwszy raz. Widocznie pękło na tyle dotkliwie w środku, że dłużej nie mogłam już pozwalać. Bo to nie tak powinno wyglądać życie. Nie w taki sposób traktuje się drugiego człowieka. Kimkolwiek by nie był. Nie tak tworzy się związek, rodzinę. Nie tak wychowuje się dzieci. Pozbawiłeś mnie wszystkiego, co w normalnych okolicznościach mało kto posiadając docenia. Odebrałeś mi wolność, radość, nietykalność, szczęście, poczucie własnej wartości, a nawet szacunek do samej siebie.

Robiąc to wszystko nie wziąłeś jednak pod uwagę, że z każdym twoim triumfem i moim upadkiem, ja ostrożnie, powolutku rosłam w siłę. Cegiełka po cegiełce budowałam swoją moc, która pewnego, pięknego dnia wybuchła tak głośno, tak mocno, że już nie pozwoliła obrócić się za siebie. Zabrałam ze sobą Najważniejsze i nie pozwolę już nikogo z Nas więcej skrzywdzić. I możesz być pewien, że jeśli spróbujesz jeszcze choć jeden raz, którekolwiek z Nas, to pożałujesz tego do końca życia.

O jednym nie pomyślałeś. Skoro to wszystko przetrwałam, jestem silniejsza niż komukolwiek, kiedykolwiek się wydawało.

Jesteś W O L N A ❤️

 

A Ty nie oceniaj Książki po Okładce…

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

 

Ten post ma 6 komentarzy

  1. Isia

    Życie uczy Nas tworzyć swoją własną twardą okładkę.
    Wzruszający i łapiący za serce opis jej tworzenia.

  2. R

    Wyjątkowym jest ten, kto nie poddaje się, kto pomimo przeciwności losu walczy do samego końca. Jesteśmy wyjątkowi !

  3. W.

    Ach, jaka szkoda, że nie można tak rosnąć w siłę bez złych doświadczeń. Z drugiej strony bez przegranych nie ma późniejszych zwycięstw. Z niecierpliwością czekam kolejnych Twoich wpisów.

    1. P.

      Szkoda, ale bez zła nie rozumielibyśmy czym jest dobro. Dziękuję 🤍

Dodaj komentarz