Introspekcja

Ponownie rozglądam się uważnie po miejscu, które widziało tak wiele przypuszczalnie niewiarygodnego.

Układam się na nowo w energii, która nie przestaje unosić się nawet na chwilę w powietrzu. Zamykam oczy i pozwalam tamtym emocjom znów obudzić się gdzieś głęboko w środku. Uśmiecham się na samą myśl, bo wiem, że uda mi się to poczuć jeszcze raz.

Brakłoby palców kilku dłoni, u kilku osób na wyliczenie poziomów szczęścia jakie udało się tutaj osiągnąć. Ciekawe, że jedno zdanie, zupełnie spontanicznie zapisane, potrafi przyciągnąć chwile jakich nie sposób ogarnąć racjonalnym umysłem.

Kiedy zmrużę wystarczająco mocno oczy, kiedy wyjątkowo wnikliwie wpatrzę się w poszczególne miejsca, udaje mi się dostrzec obrazy namalowane tą energią, która wybuchła tu z niewyobrażalną siłą. Widzę znów wyraźnie, gdzie wszystko się zaczęło, jak się toczyło, gdzie i jak zmierzało. Widzę te uśmiechy, których nic nie było w stanie w tamtych chwilach powstrzymać. Widzę krystalicznie czyste dobro, szczęście i chwile zapierające dech w piersi. Gesty, które zaskakują i otulają. Słyszę słowa, o które nie trzeba prosić.

Przerosło to wszystko najśmielsze oczekiwania każdej ze stron. Wyciągając na wierzch rzeczy i uczucia, które tak długo skrywane były w środkach, że nie dawały żadnych sygnałów o własnym istnieniu.

To takie dziwne. Wciąż nie udało mi się rozgryźć jak wiele dobra może się zmieścić w niewielkim przedziale czasowym. Powodując, że niepohamowana radość i motyle w brzuchu łączą się jednocześnie z przyjemnym niedowierzaniem odnośnie niesamowitych synchroniczności, które nastąpiły. Gdzie retoryczne pytania padały wielokrotnie, chyba tylko po to, aby utwierdzić w przekonaniu, że to co się działo naprawdę się działo, a nie było jedynie wytworem bardzo rozbudowanej i kreatywnej wyobraźni, czy najpiękniejszego i jedynego w swoim rodzaju snu.

Gdzie cały świat wokół naprawdę nie istniał, bo nie liczyło się nic więcej poza najpiękniejszym tu i teraz jakie tylko mogło przyjść do głowy. A jego energia skumulowała się w tym jednym miejscu, budując most pomiędzy totalnie różnymi światami. Nauczyła latać. I dodała odwagi do śmiałego sięgania po to, co było moje.

Wtulona w tamte nadzieje i plany przeżywam wszystko raz jeszcze, bo trudno jest sobie na to nie pozwalać. I czuję niezachwianą pewność, że w tym udało się wznieść wyżej niż w poprzednim. Że to się już kiedyś działo, choć gdzie indziej, inaczej. Wiem, to, bo rozpoznaję te emocje, tą energię.

Szkoda, że pomimo wielkokrotnych zatrzymań czasu, nie udało się całkiem zablokować jego upływu.

Wyszedłeś

I nikt nas nie ostrzegł, że ostatni raz

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Malina

    Prawdziwe i tak bardzo piękne ❤️

Dodaj komentarz