Rozsypana

Ten zachód słońca krwawił, jak cichy towarzysz niedoli. Hipnotyzował mieszaniną barw, których nie dało się porównać z niczym. Poza bólem, którego stał się koronnym świadkiem

Gdy słońce zgasło rzeczywistość zaczęła nabierać ponurych odcieni. Kolory ulatniały się powoli, zwalniając miejsca następnej porze codzienności, która wdzierając po cichu nie mogła się doczekać na swoją kolej

Przypatrywała się temu zjawisku nie rozumiejąc do końca jak to możliwe, że tak bardzo odzwierciedla emocje wewnątrz, że tak bardzo odbija

Złowrogość utraty dopiero co doświadczanych kolorów, dopuszczająca do głosu brudną ciemność, która była zupełnie niepotrzebna w tym wachlarzu niechcianych uczuć, powodowała, że jeszcze mniej chciało się Jej walczyć ze stanem, w który została wepchnięta ponownie, bez pytania o zgodę

Poddała się jak zwykle, bo na dłuższą metę nigdy nie udaje się w tej grze wygrać. To zawsze kiedyś dogania. Jak wszystko. Nie da się uciec

Próbowała przywołać do porządku zagubione myśli, które kołatały biednym sercem na wszystkie cztery strony świata, z marnym skutkiem

W całym tym smutku poznawała siebie lepiej, patrząc z perspektywy duszy, której tak bardzo brakowało odwagi do stanięcia naprzeciw prawdy

Cisza wdzierała się w najgłębsze warstwy skóry, nieznośnie mieszając w emocjach. To był znów jak na próbę przygaszony sens, w przypływie zbyt wielkich uczuć w niezbyt sprzyjających warunkach

Na podłodze obok łóżka ułożyła resztki sił. Niespecjalnie były w stanie w jakikolwiek sposób sprostać rzuconemu wyzwaniu, więc na próżno było szukać w nich nadziei, skoro umarła już przecież ostatnia

Znów nadłożyła drogi w tej niewygodnej historii, której końca usilnie nikt nie próbował napisać. Nieformalnie kontynuowała jej przebieg w taki sam sposób jak dotychczas, pozbawiona resztek wiary, że cokolwiek wniesie

Dla odmiany położyła winę po stronie trzeciej, przygryzając wargi w obronnym geście. Łudząco te emocje przypominały koniec czyjegoś świata, który usilnie próbował jak na złość trwać nieskończenie

Wykrzyczała jeszcze raz w samotność to wszystko, czego serce nie miało serca dłużej dźwigać, nie podważając braku nadziei na przyszłość

Nie było się gdzie schować. To jedyne miejsce, w które mogła, które dałoby ukojenie, zostało zabrane równie brutalnie jak każde inne, w które tak perfekcyjnie była dopasowana

Nie wiedziała jak, ale chciała i próbowała mieszać szyki temu co nieuchronnie starało się dopaść na tyle dotkliwie, że znów zabrałoby tlen, a płuca krzyczałyby rozpaczliwie, o możliwość choć na chwilę zaczerpnięcia

Oddychała tą ciszą coraz głośniej, kiedy żal sukcesywnie przebijał przez struny głosowe. Starała się zatamować bezsilnie przepływ bólu na zewnątrz, aby nie niepokoić żadnego ze światów wokół

Przywarła mokrym policzkiem do tej jednej strony, w której tym razem nie mogła się doszukać tego, za czym tak bardzo tęskniła. Potrzebowała poczuć jeden raz, tak jak wtedy, kiedy nic nie wskazywało na to, że nie będzie na porządku dziennym jeszcze przez chwilę

W przykrótkim śnie, przydługiej nocy, zmieścił się tylko jeden sen. I przypomniał najgorszy czas, w którym zabrakło słów, aby zwyczajnie dotrzymać słowa.

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 2 komentarzy

Dodaj komentarz