[…] z nieszczęścia na szczęście, z zanieczyszczeń na czystość, z niewoli na wyzwolenie, z niewiedzy na oświecenie
~ S.N. Goenka
***
Kto „poświęca” 10 dni urlopu na to, aby żyć trochę jak mnich/ mniszka? No ja ![]()
Kiedy „przypadkiem” dowiedziałam się od Znajomego o Vipassanie, kompletnie nie wiedziałam o czym rozmawiamy. Od dłuższego czasu interesowałam się medytacją, praktykowałam ją i miałam świadomość jak zbawienny wpływ ma ona na całe nasze życie. I to w zasadzie medytacja była bodźcem do tamtej rozmowy między nami. Nie wiedziałam czym jest Vipassana. Ba, ja nawet nie znałam tego słowa, nie wspominając o jego znaczeniu. W pierwszej chwili dowiedziałam się, że jest to technika medytacji. Że w Polsce mamy Ośrodek, w którym odbywają się kursy nauki Vipassany. I nie znając jeszcze szczegółów całe moje ciało w tamtej chwili już wiedziało, że prędzej czy później na pewno na taki kurs pojadę.
A później weszłam na stronę internetową Ośrodka Dhamma Pallava w którym odbywają się kursy medytacji Vipassana, nauczanej przez S.N. Goenkę https://www.dhamma.org/pl/schedules/schpallava i zaczęłam czytać.
Czym jest Vipassana? Jest jedną z najstarszych technik medytacyjnych. Vipassana oznacza „widzieć rzeczy takimi, jakie one rzeczywiście są”. Jest to proces samooczyszczania polegający na obserwowaniu samego siebie. Sama nazwa pochodzi od języka palijskiego, którym najprawdopodobniej posługiwał się Budda. Jest uważana za esencję Jego nauk, za drogę do doświadczania prawdy. Ścieżka (Dhamma) jest uniwersalną nauką. Jakiekolwiek można mieć odczucia zagłębiając się w ten temat, nie ma ona nic wspólnego z żadną zorganizowaną religią czy sektą. Może więc być swobodnie praktykowana przez każdego człowieka. Niezależnie od tego jakiej jest on rasy, z jakiego pochodzi środowiska, jakiego jest wyznania, czy gdziekolwiek na świecie się znajduje.
To, że technika Vipassany została rozwinięta przez Buddę nie oznacza, że praktykować ją mogą jedynie buddyści. Nie ma tutaj mowy o jakimkolwiek nawracaniu na inną wiarę. Wszystkich nas trapią te same nawracające problemy. Jednych bardziej innych mniej. A technika ta daje możliwość, aby je usuwać. Ma uniwersalne zastosowanie. Wyznawcy najróżniejszych religii doświadczyli i nadal doświadczają korzyści płynących z jej stosowania w życiu codziennym nie popadając jednocześnie w konflikt z zasadami wynikającymi z wyznawania swojej wiary.
Dhamma to prawo natury. Tak swoje nauki określał Budda. A celem praktykowania ich było wyzwolenie od cierpienia. S.N.Goenka był tym, który propagował Vipassanę na całym świecie. Założył On ośrodki, w których każdy, za darmo może ją praktykować. Kiedy zapytano Go o to, czy uczy buddyzmu, odpowiedział: Nie zajmuję się „izmami”. Uczę Dhammy, czyli tego, czego uczył Budda. On nigdy nie uczył żadnego „izmu” ani doktryny. Uczył czegoś, z czego skorzystać może każdy bez wyjątku człowiek – sztuki życia. Pozostawanie w stanie ignorancji jest szkodliwe dla każdego; rozwijanie mądrości jest pożyteczne dla każdego. A więc każdy może stosować tę technikę i odnieść z niej korzyści.
Vipassana zatem nie ma nic wspólnego z rytuałami czy obrządkami, które oparte są na ślepej wierze. Nie jest to również filozoficzna czy intelektualna rozrywka, zabawa towarzyska, kuracja uzdrawiająca, wypoczynek, czy chwilowa ucieczka od problemów, trosk i trudów życia codziennego.
Jest za to techniką, która pomaga usunąć cierpienie. To metoda oczyszczania umysłu, która pozwala w spokojny i zrównoważony sposób stawiać czoło problemom i napięciom z którymi zmagamy się każdego dnia. Ale jest też sztuką życia która daje możliwość pozytywnego wkładu w życie społeczne.
I tu zaczynają się schody. Kurs Vipassany to nie są wakajki od codziennego życia. Obowiązują reguły i zasady, których trzeba się trzymać. Medytacja i samodyscyplina na pierwszym miejscu. Sam proces oczyszczania przez introspekcję nie jest łatwy. Wymaga ogromu wkładanej ciężkiej pracy i silnej determinacji. Tylko w taki sposób praktykując technikę można osiągnąć wymagane rezultaty. To jest bardzo poważna decyzja. Podejmując ją musimy liczyć się z tym, że trzeba będzie przestrzegać obowiązujących zasad dyscypliny, które w pierwszej chwili mogą brzmieć jak abstrakcja. Są jednak integralną częścią praktyki, której celem jest zapewnienie medytującym korzyści z niej płynących, oraz zapewnienie bezpieczeństwa.
Zacznę od tego, że sam Kurs trwa 10 pełnych dni. Jet to 10 dni w kompletnym odosobnieniu. Czas, w którym jest się odciętym od świata zewnętrznego. Jest to nieodzowny warunek osiągnięcia rezultatów z nauki. Trzeba mieć świadomość, że wiąże się to z tym, że na czas trwania kursu oddajemy telefon do depozytu, a odzyskujemy go dopiero po jego zakończeniu. Nie można kontaktować się ze światem w żaden sposób. Ani telefonicznie, ani listownie. Dla najbliższych udostępniony jest numer telefonu, pod którym można się kontaktować z Ośrodkiem w razie pilnych sytuacji.
Zaczynało brzmieć coraz bardziej poważnie. Kolejny akapit na stronie brzmiał tak: Uczniowie muszą uczestniczyć w kursie od początku do końca. Wszystkie pozostałe reguły powinny być również bardzo uważnie przeczytane i przeanalizowane. Tylko te osoby, które uważają, że są w stanie uczciwie i skrupulatnie przestrzegać zasad dyscypliny, powinny złożyć aplikację z prośbą o przyjęcie na kurs. Ci, którzy nie są gotowi do podjęcia takiego wysiłku, zmarnują swój czas, a ponadto będą przeszkadzali innym osobom zdecydowanym poważnie pracować. Przyszli uczestnicy powinni także rozumieć, że opuszczenie kursu przed jego zakończeniem dlatego, że przestrzeganie reguł okazało się zbyt trudne, byłoby bardzo niekorzystne i niewskazane. Również niepomyślna byłaby sytuacja, w której uczeń musiałby być poproszony o opuszczenie kursu po wielokrotnym, bezskutecznym zwracaniu mu uwagi za nieprzestrzeganie zasad dyscypliny.
Fundamentem praktyki Vipassana jest sīla – postępowanie moralne. Sīla jest podstawą dla rozwoju samādhi – koncentracji umysłu. Oczyszczenie umysłu osiągane jest poprzez paññā – mądrość dzięki wglądowi.
Każda osoba biorąca udział w kursie musi przez cały okres jego trwania przestrzegać pięciu zasad: nie zabijać jakichkolwiek istot, nie kraść, wstrzymać się od wszelkiej aktywności seksualnej, nie kłamać, nie przyjmować środków odurzających. Starszych uczniów (mnie za rok
) obowiązują trzy dodatkowe zasady (starszym uczniem jest ten, kto ukończył przynajmniej jeden kurs prowadzony przez S.N.Goenkę lub któregoś z jego nauczycieli-asystentów): wstrzymać się od jedzenia po godzinie 12:00 (nowi uczniowie o godzinie 17:00 mogą się napić herbaty i jeść owoce, starsi uczniowie w tym czasie piją jedynie herbatę, lub sok owocowy, pomijając tych, którzy ze względów zdrowotnych tej zasady przestrzegać nie mogą), wstrzymać się od przyjemności zmysłowych i ozdabiania ciała, wstrzymać się od spania na luksusowych łóżkach.
I dalej. Trzeba zrezygnować z wszelkiego rodzaju form modlitwy, rytuałów, postów, palenia kadzidełek, odmawiania różańca, recytowania mantr, śpiewów i tańców religijnych. Nie wolno też praktykować wszelkich innych technik medytacyjnych, uzdrawiających i duchowych.
Od rozpoczęcia kursu aż do przedpołudnia dnia dziesiątego, który jest ostatnim pełnym dniem kursu, obowiązuje tak zwane Szlachetne Milczenie. Oznacza to milczenie ciała, mowy i umysłu. Niezależnie od tego czy jesteśmy na kursie sami, czy jest z nami ktoś z rodziny, czy przyjaciół, zabronione jest kontaktowanie się ze sobą w każdy możliwy sposób. Czyli zarówno za pomocą mowy, ale również gestów, spojrzeń, języka migowego, czy choćby porozumiewania się pisemnie. W razie potrzeby uczniowie mogą kontaktować się z nauczycielem w czasie na to przeznaczonym, oraz z kierownikami kursu w sprawach, które dotyczą zdrowia, zakwaterowania, czy choćby jedzenia. Te kontakty jednak powinny być ograniczone do minimum. Celem jest utrzymanie w sobie poczucia pracy nad sobą w zupełnej izolacji od otoczenia. Na kursie obowiązuje całkowita separacja kobiet i mężczyzn. Jakikolwiek kontakt fizyczny jest zabroniony.
Nie można uprawiać sportu. Istnieją aktywności przyjazne Vipassanie takie na przykład jak hatha joga, natomiast na terenie ośrodka nie ma przeznaczonych do takich celów odpowiednich miejsc, tak aby można było praktykować w odosobnieniu. W czasie wydzielonym na odpoczynek można spacerować w miejscach, które do tych celów zostały przeznaczone, osobno dla kobiet i dla mężczyzn.
Nie należy przywozić ze sobą żadnych przedmiotów kultu, różańców, kryształów czy talizmanów. Dla mnie raczej logiczne, ale wspominają o tym – nie wolno pić alkoholu, palić papierosów, przyjmować narkotyków, środków odurzających, w tym leków nasennych. A jeśli przyjmuje się jakiekolwiek leki powinno się o tym powiadomić nauczyciela.
Ubranie powinno być skromne, wygodne i proste. Nie należy nosić strojów obcisłych, skąpych, przezroczystych, czy jakkolwiek zwracających uwagę typu szorty, krótkie spódniczki, legginsy, bluzki odsłaniające ramiona, dekolt. Nie wolno się opalać w trakcie kursu.
Nie wolno grać na instrumentach, słuchać muzyki, radia, nie wolno przywozić ze sobą żadnych materiałów do czytania czy pisania. Wszystko to, aby zachować czystość techniki. Aby nie rozpraszać się niczym dodatkowo, nie zaburzać procesu lub go nie spowolnić.
Zgodnie z tradycją Vipassany kursy finansowane są w oparciu o dobrowolne darowizny przyjmowane tylko od starszych uczniów, to znaczy tych, którzy ukończyli przynajmniej jeden kurs prowadzony przez S.N. Goenkę lub jego asystenta. Nawet osoby służące w trakcie kursu (pomagające przygotować i podawać posiłki, czy pełniące jakiekolwiek inne funkcje wspierające ośrodek) nie otrzymują wynagrodzenia, a ich wkład jest formą wolontariatu. Osoba uczestnicząca w kursie po raz pierwszy może złożyć darowiznę zaraz po zakończeniu kursu lub później. Nie ma określonych kwot. W zależności od możliwości finansowych ofiarowuje się tyle ile można i ile się chce. Niezależnie od tego czy darowizna jest duża czy mała, powinna ona być ofiarowana z intencją pomocy i służenia innym: „Kurs, w którym brałem udział, odbył się dzięki hojności osób wcześniej uczestniczących w takich kursach. Teraz ja chciałbym coś ofiarować po to, aby mógł odbyć się kolejny kurs, dzięki któremu inne osoby będą mogły skorzystać z dobrodziejstw tej techniki”.
A teraz wisienka na torcie i rozkład dnia:
4:00 – Pobudka
4:30-6:30 – Medytacja w sali medytacyjnej lub pokojach
6:30-8:00 – Przerwa na śniadanie
8:00-9:00 – Medytacja grupowa w sali medytacyjnej
9:00-11:00 – Medytacja w sali lub pokojach w zależności od instrukcji przekazanej przez nauczyciela
11:00-12:00 – Przerwa na obiad
12.00-13.00 – Odpoczynek i indywidualne rozmowy z nauczycielem
13.00-14.30 – Medytacja w sali medytacyjnej lub pokojach
14.30-15.30 – Medytacja grupowa w sali medytacyjnej
15.30-17.00 – Medytacja w sali lub pokojach w zależności od instrukcji przekazanej przez nauczyciela
17.00-18.00 – Przerwa na herbatę
18.00-19.00 – Medytacja grupowa w sali medytacyjnej
19.00-20.15 – Wieczorny wykład
20.15-21.00 – Medytacja grupowa w sali medytacyjnej
21.00-21.30 – Czas na pytania w sali medytacyjnej
21.30 – Gaszenie świateł. Czas na odpoczynek w pokojach.
Główny nacisk podczas kursu położony jest na pracę. Złotą zasadą jest medytowanie tak, jakby się było zupełnie samemu, z umysłem zwróconym do wewnątrz, całkowicie ignorując wszelkie niewygody. I dalej – należy mieć świadomość tego, że postępy w Vipassanie zależą wyłącznie od indywidualnych zalet i rozwoju osobistego każdego z uczestników oraz od szczerego wysiłku, wiary w siebie i w technikę, uczciwości, zdrowia i mądrości.
Straszne co? Cóż, mnie chyba w takich sprawach trudno przestraszyć. To znaczy w pierwszej chwili te wszystkie zasady brzmiały abstrakcyjnie. Każdy komu wspomniałam o Vipassanie i nakreśliłam z czym to się je twierdził, że to sekta. Czy miałam takie odczucia? Ani razu. Im dłużej o tym myślałam, im bardziej analizowałam w głowie po swojemu, tym większy widziałam w tym sens, mimo wszystko. W pierwszej chwili przeraziły mnie te posiłki. Ostatni to owoc, czyli dla mojej prawie wiecznej dziury w brzuchu jak ziarko dla boćka. Ale na przestrzeni roku, w którym przemyśliwałam zapisanie się na kurs zmieniłam totalnie sposób odżywiania. Zaczęłam jadać dwa posiłki, w tym pierwszy dopiero o 12:00, więc w teorii wyszłoby tak, jakbym tam miała funkcjonować w prawie tej samej formie, tylko po prostu na odwrót. Zamiast o 12:00 i 19:00 jadłabym o 6:30 i 11:00. Wątpiłam, że nawet ten owoc o 17:00 będzie mi potrzebny.
Dlatego to mnie nie przerażało. Kolejnym przemyśleniem był fakt 10 dni samego kursu + kawałek dnia przed na przyjazd + kawałek dnia po na zakończenie i powrót. Ale dość szybko do mnie dotarło, że to nie jest aż 10 dni, tylko jedynie 10 dni. 2024 ma jeden więcej, czyli do dyspozycji zostaje mi 356. To całkiem sporo. Najbardziej obawiałam się tych prawie 11 godzin dziennie medytacji. Moje 20 minut rano i 20 minut wieczorem to było przecież w porównaniu z tym nic. Tak jakbym nie medytowała w ogóle. Z drugiej strony miałam świadomość, że to będzie konkretna technika medytacji, więc też zupełnie coś innego niż uprawiam sama, bez żadnego prowadzenia.
Prawda jest taka, że moje wszystkie przemyślenia nie były po to, aby zastanowić się czy to jest dla mnie i czy w ogóle chcę pojechać. Byłam zdecydowana. Te analizy były chyba tylko po to, żeby moja zodiakalna Panna mogła sobie to wszystko jakoś w głowie ułożyć i nadać temu swoje ramy. Bo byłam zdecydowana. Rozplanowałam cały urlop pod wyjazd. Wybrałam termin. I czekałam jak na szpilkach, bo wiedziałam, że wcale nie jest się łatwo dostać. I jak zapisy ruszają o 17:00, czy 18:00, to miejsca bardzo szybko uciekają. Raz zrobiłam sobie próbę przy innym terminie. Równo o 18:00 kliknęłam w Zgłoś się. Jako tako strona się nie zawieszała, przechodziło się płynnie przez zakładki. Nie wysłałam wtedy zgłoszenia, nie planowałam tego w ogóle robić, ale coś odciągnęło moją uwagę chyba dosłownie na 5 minut. Odświeżyłam stronę i było po wszystkim.
Dlatego wybierając swój termin ustawiłam przypomnienie w telefonie tydzień przed dniem, w którym ruszały zapisy. Co było totalnie niepotrzebne, bo im bliżej było daty zapisów, tym bardziej chciałam jechać i odliczałam dni. Zapisy ruszały ok 3 miesiące przed rozpoczęciem kursu. To był czas zimowy, więc o 17:00. Przybiegłam nawet na zajęcia Pole Dance już rozgrzana w domu, bo nie mogłam tego przegapić. Klikłam i wszystko ułożyło się tak, że w wybranym przeze mnie terminie dostałam się na listę rezerwową. Rejestracja na bank nie zajęła mi więcej niż 7 minut i mimo wszystko się nie udało.
Z początku wizualizowałam i zakładałam, że się dostanę. Im bliżej jednak było daty rozpoczęcia moja wiara powoli mnie opuszczała. Wydarzyło się kilka rzeczy, które niosły dla mnie pewną naukę w tej sytuacji, zdołałam to przepracować. A później trafiłam na Proces Aktywacji Kundalini, o którym pisałam ostatnio. To sprawiło, że Vipassanę autentycznie odpuściłam, co raczej rzadko mi się zdarza, kiedy mi na czymś bardzo zależy, a na tym zależało bardzo, bo cały rok na to czekałam. Odpuściłam jednak. I pierwszy raz większą wiarę w sukces miała moja Najbliższa niż ja sama. Ale pomyślałam, że dwa tak wielkie procesy w tak krótkim odstępie czasu to widocznie za dużo i po prostu na Vipassanę spróbuję się dostać za rok.
Pojechałam na Aktywację Kundalini, a po dwóch dniach dowiedziałam się, że dostałam się na Vipassanę. Czyli mam równo trzy tygodnie na przygotowania. Nie byłam na to gotowa. I kłuło ego, że może jednak lepiej będzie odpuścić i spróbować za rok. Posłuchałam jednak Intuicji, bo ona wie lepiej. Poza tym prawda jest taka, że dyskusja z ego była tylko po to, żeby ją uciąć, to nie było rozdarcie pomiędzy jechać, a nie jechać. Ja wiedziałam, że pojadę, musiałam tylko ten cichy głosik uciszyć, bo mnie już troszkę wkurwiał 😉
Ukończyłam swój pierwszy w życiu kurs Vipassana. Przeżyłam. A o tym jak mi się żyło opowiem już następnym razem ![]()
P.S. Dziękuję, że jesteś
P.
Ten post ma 6 komentarzy
O wow brzmi niesamowicie ❤️
❤️
Gratuluję 👏💙
Dziękuję ☺️🫶🏼
😘😘😘
😘😘😘