To wystarczy

 

If you think you are too small to make a difference, try sleeping with a mosquito

~ Dalajlama

 

***

 

Pozwolę sobie nie przytoczyć zdania, które w ostatnim czasie usłyszane dwukrotnie przyprawiło mnie o ścierpnięcie całego ciała, ból głowy i rozprostowanie na krótką chwilę fałd w mózgu. Nie piszę tego po to, aby kogokolwiek wytykać palcami. Nie w tym rzecz. Chodzi bardziej o temat, który wywołał do tablicy przemyślenia w pewnej kwestii, która coraz mocniej zaczyna mnie boleć.

I do szpiku kości przeszywają mnie pewne słowa, które coraz częściej słyszę, ale też bardzo ciężka energia w nich zawarta, brak jakiejkolwiek refleksji i zupełnie bezpodstawne oskarżenia rzucane pod adresem kogoś, kto jestem święcie przekonana na żaden z zarzutów nie zasłużył.

O tolerancję się rozchodzi. Lub bardziej o jej brak. I czasem trudno mi się wierzy w to, że świat tak bardzo poszedł do przodu, a tak wielu z nas zostało w pewnych kwestiach w tyle. I o ile do niedawna niektóre dowcipy, żenujące teksty, czy żarty mnie wkurwiały, o tyle dziś najzwyczajniej w świecie mnie bolą. I czasem czuję jakby pewne zarzuty rzucane były bezpośrednio we mnie. Bo dotyczą ludzi. A ja jestem człowiekiem.

Większość z nas, szczęśliwców posiada dwie ręce, dwie nogi, parę oczu i uszu… Można by wymieniać w nieskończoność. Kurwa, dlaczego miałby mi z jakiegokolwiek powodu przeszkadzać czyjś kolor skóry, czy to z jakiego kraju pochodzi?! Ja tego nie rozumiem. I nie ma dla mnie wytłumaczenia. Nie godzę się na brak tolerancji i brak szacunku do drugiego człowieka.

I nie będę wchodzić w skrajności. Bo one naprawdę zdarzają się wszędzie. I jeśli ma nas coś złego z czyjejś strony spotkać to spotka. I kolor skóry nie ma z tym nic wspólnego. Oczywiście, że nie słyszy się tak wiele złego o Polakach za granicą czy innych ludziach o „białym” (to mnie wkurwia) kolorze skóry. Bo po pierwsze nie szukamy i nie czytamy zbyt często takich informacji – algorytmy – warto się zainteresować tematem. A po drugie kogo jest łatwiej wykluczyć?

Nie ufam mediom. I polecam z całego serca przestać. Nie oglądam wiadomości. Nie mam w domu pakietu telewizyjnego. Nie czytam w internetach komercyjnych stron. Wyczyściłam Instagram. Staram się nie rozmawiać na tematy wypadków, gwałtów, zabójstw… Jednym uchem mi wlatuje, drugim wylatuje. Bo ja nie chcę takiej energii w swoim życiu. Jej obecność nie wnosi do niego nic dobrego. I mam świadomość, że większość z tych treści jest najzwyczajniej w świecie zmyślona. Ja po prostu temu nie ufam. A jak nie wierzysz to polecam zaglądnąć w poniższe linki, może otworzą Ci się oczy:

https://x.com/LaurieSegall/status/1766278068002299975

https://www.youtube.com/watch?v=6xDA_7U95rs

I nie chodzi o jakieś teorie spiskowe wyssane z palca. Chodzi o świadomość i otwarcie wreszcie oczu. Nasza wolność jest nam odbierana sukcesywnie, kroczek po kroczku. Powolutku, tak prawie niedostrzegalnie, że dopiero dziś, kiedy siadamy (jeśli zdecydujemy się poszerzyć perspektywę), dostrzegamy i zadajemy sobie pytanie co tu się odjebało i kiedy?! No właśnie.

I teraz, czy to na pewno ludzi o innym kolorze skóry, czy przyjeżdżających tu z innych krajów powinniśmy się bać? Nie sądzę. Sztuczna inteligencja może z nami już zrobić bardzo wiele. A zmierza ku temu, by móc jeszcze więcej. I większość historii, które Ci nie służą, a w które zaczytujesz się każdego dnia jest stworzona na potrzeby zastraszenia. To sztuczna inteligencja jest tym, co może wyrządzić nam największą krzywdę.

No i my sami. A przede wszystkim ci z nas, którzy pozwalają sobą w tak bezmyślny sposób manipulować i prać sobie mózg, a oni są na wyciągnięcie ręki i co najśmieszniejsze, a jest to śmiech przez łzy, mają dokładnie taki sam kolor skóry jak Ty. Mówią w tym samym języku i pochodzą z tego samego kraju. I chyba to w tym wszystkim przeraża mnie najbardziej.

To Ty kreujesz swoją rzeczywistość. I miej świadomość, że jesteś tym co czytasz, co oglądasz i o czym rozmawiasz. Im więcej i częściej wybierasz nie służące Ci treści, tym bardziej zakopujesz się w strachu, bo większość Twoich myśli zaczyna krążyć wokół potencjalnego zagrożenia, które w rzeczywistości nie istnieje. Stajemy się marionetkami. A marionetki łatwo się kontroluje. I idealnym przykładem na to jest pandemia, podczas której poziom absurdu sięgnął zenitu. I nie, nie twierdzę, że wirusa nie było. Ale wiem, że izolowanie nas od kontaktu z naturą i skazywanie na skrajną samotność miało jeden cel. A nim nie było na pewno nasze dobro.

Jest taka fajna strona https://newsme.pl/. Sama z tego korzystam i polecam spróbować. Telewizja i w kółko te same bzdurne wiadomości przestaną być potrzebne. Dostajesz w dni robocze 5 najważniejszych newsów z Polski i świata i to wystarcza. Obudź się.

Wszyscy jesteśmy ludźmi, tak naprawdę z tego samego miejsca pochodzimy i w to samo miejsce ostatecznie trafimy. Wcale nie twierdzę, że mamy przestać być ostrożni. Ale przestańmy bezpodstawnie obrzucać kogoś oskarżeniami o coś czego jako jednostka nie zrobił. I pomijając już kolor skóry czy pochodzenie. Szanujmy po prostu siebie wzajemnie.

Skrajności z łatwością można znaleźć na własnym podwórku. Nie potrzebujemy do tego zaczepiać się o obcokrajowców. I naprawdę nie piszę o sytuacjach, które są godne potępienia. Nie rozumiem, dlaczego miałby mi przeszkadzać człowiek, który pojawił się nagle w moim mieście w poszukiwaniu lepszego życia? Dlaczego oceniając to nie popatrzymy szerzej? A co, jeśli taka sytuacja dotyczyłaby nas?

Patrząc na to co dzieje się z naszym światem nie możemy mieć pewności, że za jakiś czas sami nie będziemy musieli gdzieś uciekać. I choć wydaje się to wręcz kompletnie nieprawdopodobne, nie zapominajmy o tym, że całkiem niedawno w życiu byśmy nie przypuszczali, że możliwy jest wybuch takiego terroru jaki rozgrywa się pod naszym nosem. O którym już chyba powoli się zapomina, a prawda jest taka, że do cholery nieprzerwanie trwa od ponad dwóch lat. To serio nie ma znaczenia?

I jeszcze raz. Nie piszę o skrajnościach. Zmień sposób myślenia. Ten człowiek, który przyjechał jest prawie na pewno przerażony. Bo dla nikogo takie zmiany nie są łatwe. I wierz mi na słowo, że nie trzeba znać danego języka, żeby czuć się wykluczonym, ocenianym i niechcianym.

Przez jakiś czas pracowałam sezonowo w Holandii. I na własnej skórze doświadczyłam jak fałszywy potrafi być teoretycznie szczery uśmiech i miłe słowa. Doskonale wiem, jak to jest wmawiać sobie, że jest się dobrze przyjętym i jednocześnie mieć jakieś dziwne wewnętrzne przeczucia, a później otrzymać potwierdzenie, że były słuszne.

Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jedna z dziewczyn uczy się holenderskiego. I sporo rozumie. Tyle, że nikt o tym nie wiedział, bo chyba przezornie się nie pochwaliła. I czy na podstawie przykrych informacji, które usłyszałam oceniam Holandię, czy wszystkich Holendrów jako złych? Nie, bo co lepsze oceniani byliśmy również przez innych obcokrajowców, którzy na pewnym etapie wybrali właśnie Holandię na miejsce do życia. Czy można doświadczyć czystszego przykładu hipokryzji?

I nie, nie oceniam. To nie moja rola. Współczuję. Bo taka niechęć, czy niekiedy nienawiść musi strasznie boleć wewnętrznie, a co gorsza przez nieświadomość nie uda się odnaleźć przyczyny tego bólu. Człowiekowi świadomemu byłoby wstyd. Wróć. Pewne słowa i zdania nie przyszłyby mu do głowy. Nie wspominając o artykułowaniu ich na głos.

Nikt z nas nie zrobił nikomu krzywdy, a przynajmniej nic mi na ten temat nie wiadomo. Nie zasłużyliśmy na żadne z tamtych słów. Przyjechaliśmy tam do pracy. Najnormalniej i najlegalniej w świecie. Dlatego, że ta praca była. Nikomu jej nie odebraliśmy. I ta złość nie była przelana na pracodawcę, który udostępnił nam możliwość zarobku, tylko na nas, bo mieliśmy czelność z niej skorzystać. Czy zasłużyliśmy? Nie.

To nie kraj, naród czy kolor skóry jest winny. To człowiek. Jako jednostka. Dokładnie taki sam jak ja kwantowy komputer składający się z takiej ilości atomów, że nawet nie znałam takiej liczby. Jego umysł. Ilość współczucia, empatii, wyrozumiałości i miłości jaką ma do drugiego takiego samego przecież człowieka jak on. Odłóżmy na bok poglądy, bo one w dłuższej perspektywie i tak nie mają żadnego znaczenia. To my decydujemy o tym w co wierzymy. Jak myślimy. I jakie słowa wydobywają się z naszych ust. Najwyższa pora mocniej się temu przyjrzeć. Sama byłam oceniana. I to nie było miłe, a kolor skóry mieliśmy taki sam. Po prostu się nie godzę. I można mnie za to spalić na stosie. Jak zajdzie potrzeba sama podam ogień.

Naprawę wierzę, że możemy zmienić ten świat. Wspólnie. Nie jestem głupią marzycielką. Czy oderwaną od rzeczywistości kosmitką. Chociaż? Wiem, że nie zrobię nic sama. Co nie oznacza, że przestanę próbować. Dlatego zaczęłam od siebie. Bo zawsze powinno się zacząć od siebie. I ja dążę do tego, żeby być zmianą, którą chcę zobaczyć.

Wystarczy, że każdy z nas otworzy odrobinę oczy. Wprowadzi choć jedną drobną, dobrą zmianę w swoim życiu, w postrzeganiu i ocenianiu rzeczywistości. W swoim zachowaniu. Podejściu do drugiego człowieka. Myśleniu. To będzie kolejna cegiełka, która będzie miała znaczenie.

Nie robimy tego dla siebie. Zbyt wiele wydarzyło się do tej pory, żeby udało się to teraz odwrócić za naszej obecnej „kadencji”. Zrobimy to dla przyszłych pokoleń. Altruizm. Takie ładne słowo. I ważne. To takie proste. I da się wypracować wspólny kompromis. Jeśli się chce. Zawsze. To wymaga trochę wypierdolenia tego świata do góry nogami, ale ja chętnie przyłożę do tego rękę. Bo chcę lepszego świata. I wierzę, że to jest możliwe. Zmiana w Tobie odzwierciedli się na zewnątrz. Spróbuj i się przekonaj. Jak zaczniesz popłynie fala. Tak to działa.

Wcale nie trzeba wiele. Bądźmy po prostu ludźmi dla ludzi. To wystarczy.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Malina

    Tylko Szacunek (taki jakim każdy chciałby być obdarzony) może nas uratować!

Dodaj komentarz