Life will give you the same exam over and over again until you pass it
~ Wayne Dyer
***
Nasze życie to nieustannie przeplatające się cykle śmierci i odrodzenia. Końce i początki. Nas. I w nas. Choć rzadko zdajemy sobie z tego sprawę ciągle coś w nas umiera, a w tym miejscu rodzi się coś nowego. Świeżego. Uczucia. Emocje. Reakcje. Zachowania.
Im bardziej jesteśmy nieświadomi swoich działań, tym trudniej dostrzec nam, że wszystko czego szukamy na zewnątrz tak naprawdę jest w nas. Że wszystko czego nie chcemy, a co odbija nam jak lustro otaczająca rzeczywistość nosimy w sobie.
Im bardziej utykamy w jednym cyklu tym dłużej on trwa. Im mniej mamy świadomość, że jest to nasz cykl odtwarzany w kółko, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek uda się go przerwać. Dochodzą nowe sytuacje, nowi ludzie, inne wrażenia, często silniejsze emocje. Ale kołowrotek, w którym się kręcimy jest ten sam. Tyle, że ustawiony w trochę inny sposób, przez co często trudny do rozpoznania.
Czasem odnosimy wrażenie, że niezależnie co byśmy robili nic się nie zmienia. Choć tak naprawdę każdego dnia zmienia się wszystko. W kółko. Na nowo. W nowej porze dnia i nocy. W nowej porze roku. W nowym zapachu, smaku, dotyku, uczuciu, emocji. Obok innego człowieka.
Tyle, że jeśli nie zaczniemy dostrzegać schematu i próbować pomimo kolejnego zatoczonego kółka zrobić czegoś inaczej zmiana nie przyniesie ze sobą nic pozytywnego. Nie pomoże wyciągnąć wniosków z kolejnej lekcji. A historia za jakiś czas znów zatoczy koło.
Oddajemy własną moc na zewnątrz. Ludziom, wydarzeniom, doświadczeniom, totemom, osiągnięciom. Przeszłości i przyszłości. Im więcej mamy, tym więcej chcemy mieć. Im więcej chcemy mieć tym większa rośnie w nas frustracja, jeśli nie uda się więcej osiągnąć. Biegniemy w jakimś szale do celu nie zwracając uwagi na to, co dzieje się po drodze. Mijamy się ze szczęściem o włos. Bo w natłoku pożądania nie dostrzegamy, że było naprawdę blisko. Albo niekiedy zauważamy gdzie było, tyle, że jest już za późno.
Wściekamy się na wszystko i wszystkich, uważamy, że to tej sytuacji wina, albo jego, albo jej, że tak się czujemy. Jedyne co to dla nas oznacza, to fakt, że oddaliśmy władzę nad sobą w cudze ręce. Że nie dzierżymy jej sami. Że oddaliśmy odpowiedzialność za własne szczęście na zewnątrz.
To nie on jest winien Twojego wkurwu. Niezależnie od tego, co zrobił. To Ty jesteś winna sama sobie, bo Twój wkurw wynika z etykiety jaką przypięłaś danemu zachowaniu, wydarzeniu, a ta etykieta spowodowała Twoje nieszczęście. Nie on, czy ona, to czy tamto. Otwórz oczy.
Ludzie są nieświadomi. Albo zwyczajnie śpią. Patrzą, ale nie widzą. Słyszą, ale nie słuchają. Czują, ale tylko powierzchownie. Ranią się wzajemnie próbując coś osiągnąć. Ostatecznie osiągając nic. Bo wszystko czym karmili świat dookoła kumulują w sobie. A to w ten czy inny sposób kiedyś wybuchnie z trudną do zatrzymania siłą. Nie lada odwagi wymaga zderzenie z prawdą o tym, że to my sami robimy krzywdę sobie każdego dnia, przerzucając odpowiedzialność i wymagania za swoją równowagę wewnętrzną na cały świat na zewnątrz.
Wszystko przemija. Reczy. Miejsca. Przeżycia. Ludzie też. A przywiązanie rodzi największy ból. Niektórzy ludzie są nam dani tylko na chwilę. A relacje kończą się, kiedy przestają nam służyć. Kiedy spełniły swoją rolę. Kiedy nie mają nam już nic więcej do zaoferowania. Bo jeśli byłoby inaczej, nie skończyłyby się. Kiedy już wyciśniemy z nich wszystko co mogliśmy i wszystko co miało sens, trzeba pozwolić im odejść. Aby zwolniły przestrzeń, którą zajmowały kolejnej, lepszej, ważniejszej. Nowym narodzinom.
Przenieśmy odpowiedzialność za siebie na siebie. Jeżeli ktoś chce odejść, pozwólmy mu na to. Jeśli ma przy nas być, to będzie. Jeśli nie to i tak odejdzie. Nie uzależniajmy własnego szczęścia od tego co lub kto jest na zewnątrz. To nie oznacza totalnej ignorancji. Czy egoizmu. Zamiast tego pomaga doceniać jeszcze bardziej to, co mamy w chwili obecnej.
Tego człowieka. Te emocje. To miejsce. Ten posiłek. To słońce. Ten deszcz. Tą chwilę. Ten jeden jedyny moment, którego miejsce jest właśnie w tej jednej, jedynej w swoim rodzaju, unikalnej chwili, która nigdy się już nie powtórzy. I choć brzmi smutno, bo przecież za chwilę się skończy i jak cieszyć się czymś czego za chwilę nie będzie prawda?
Ale przecież po tej chwili przychodzi następna. Po tym miejscu odwiedzę kolejne. Po tym posiłku skosztuję innego. Po tej emocji doświadczę lepszej. Po tym słońcu będzie księżyc. Po tym deszczu przyjdzie burza. Po tym człowieku przyjdzie kolejny…
I każda z tych chwil jest unikatowa. Jest na wagę złota. Każda czegoś uczy. Każda coś wnosi. Każda warta jest przeżycia w najgłębszy możliwy sposób. Z uśmiechem, czy bez. Ze łzami smutku czy radości. Nieważne. Bo to i tak minie. A po tym przyjdzie kolejne. Łatwiej docenia się życie, kiedy zrozumiesz, że śmierć może przyjść w każdy chwili.
Parafrazując mojego Nauczyciela. Mentora. Moje Wsparcie. Mojego osobistego na tej ziemi Anioła (![]()
): Ludzie dokonują wyborów. Bo mają wybór. I nie moją rolą jest oceniać, czy były one dobre czy złe. Ja byłam takim wyborem. Ty byłeś i Ty też byłaś. I prawdopodobnie jeszcze niejeden raz będziemy, w ten czy inny sposób.
Ale są na tym świecie ludzie, którzy będą rozumieć kim jesteśmy. Dostrzegą to jak wyjątkowi jesteśmy. I oni wiedzą. Że to nie jest wybór. Wiedzą, że to jest przeznaczenie. Będą chcieli nas obok siebie. Będą z nami, bo jesteśmy właśnie tacy jacy jesteśmy. Bo nie oczekują, że coś od nas dostaną. Bo będą z nami dlatego, że chcą z nami być. Za to kim jesteśmy. I dlatego kim jesteśmy.
Bo każdy z nas jest wyjątkowy. I zasługuje na to być kochanym takim jakim jest. Dla tych osób zawsze jesteśmy odpowiedni. Wystarczający i wystarczająco dobrzy. Pełni. I taki ktoś taki zjawi się nagle, zupełnie niespodziewanie i zobaczy w Tobie więcej niż ktokolwiek inny do tej pory.
Swoje szczęście mamy w swoich rękach. Jedyną osobą, której obecności przy nas możemy być pewni na milion procent, w momencie odejścia z tego świata jesteśmy my sami. Może warto pielęgnować bardziej tą relację, bardziej o nią zadbać, pamiętać, że trzeba o nią dbać? A możemy to zrobić będąc w niej w pełni. W sobie. Tak naprawdę. Z uważnością. I z miłością.
I jeszcze na koniec coś ode mnie dla mnie
Przepraszam
Proszę wybacz mi
Dziękuję
Kocham Cię
Hoʻoponopono ma ogromną moc. Nic nie kosztuje. I trudno nie znaleźć na nie czasu w ciągu 24 godzin jakie każdy z nas ma do dyspozycji każdego dnia.
Wysyłam miłość ![]()
P.S. Dziękuję, że jesteś ![]()
P.
Ten post ma 4 komentarzy
W punkt 🩵 to takie proste i w zasięgu ręki a jednocześnie trudne. Dzięki Paula pięknie napisane 🧚🩵
😘🩵
Zmiana na lepsze i piękne. Dziękuję za ulepszanie mnie ❤️ p.s. Bardzo czekałam na wpisik i już nawet dzisiaj rano mowie no fajnie by było jakby się pojawił i jest 🤗😊😘
Taka malutka manifestacja ✨😘 dziękuję ❤️