Reiki is love
Love is wholeness
Wholeness is balance
Balance is well-being
Well-being is freedom from disease
~ Dr. Mikao Usui
***
Jakiś czas temu, czyli pewnie już ze 3 lata, w jednym z podcastów usłyszałam tajemnicze słowo „Reiki”. Doskonale pamiętam, gdzie w tamtej chwili byłam i co robiłam. Pierwszy raz miałam do czynienia z tym słowem, nie wspominając o jego znaczeniu. Ale pamiętam, że jeszcze zanim temat został rozwinięty wszystko we mnie już wrzało, choć nie do końca rozumiałam, dlaczego.
Tak jakby coś w środku wiedziało, że to jest właśnie to. Uczucie jak rażenie piorunem. Jakby otworzyły się jakieś drzwi, do których, odkąd pamiętam szukałam klucza. Jakaś przestrzeń, do której nigdy nie uzyskałam dostępu, choć była zawsze na wyciągnięcie ręki. Cała ja chciałam wiedzieć czym to magicznie brzmiące słowo jest, a z drugiej strony czułam gdzieś podświadomie, że ja to wszystko już przecież wiem.
I kiedy temat został rozwinięty wiedziałam. Nie wiem skąd. I wtedy też nie wiedziałam jak do tego dojdzie, ale czułam, że to mnie woła. I szczerze? Ten jeden odcinek podcastu, a po nim jedna strona internetowa na której przeczytałam coś więcej na temat Reiki, były wszystkim co zrobiłam w kierunku zagłębienia się bardziej. Ale od tamtej pory co jakiś czas mówiłam w różnych okolicznościach, na głos, że będę to robić. Że będę pracować z Reki na poważnie.
Najśmieszniejsze jest to, że nie robiłam absolutnie nic tym kierunku. Ale był to czas, w którym moja droga rozpoczęła się na dobre. Reiki miałam z tyłu głowy, ale bardzo głęboko. Wszystko czym się zajmowałam, co czytałam, czego słuchałam, warsztaty i kursy w jakich brałam udział, osobiste praktyki i rytuały, ale też większe i mniejsze perypetie życiowe grały pierwsze skrzypce. Nie miałam nawet czasu, żeby temat Reiki wpleść na poważnie w swoje życie, bo nawet nie wiedziałabym jak. Ale wciąż jak mantrę powtarzałam, że będę to robić.
Po ponad roku od tamtej chwili, w której Reiki zaświtało w moim życiu wrócił do niego Ktoś ważny. W zupełnie nowej odsłonie. W nowy sposób. Z nową Energią. Z miłymi wspomnieniami. A nawet niespodziewanym wspólnym mianownikiem. I nie mogłabym sobie wymyślić piękniej zatoczonego koła tej relacji i czystości w jaką się przeobraziła. Ten Ktoś na krótko po tym jak wrócił dał mi przepiękny prezent. Taki jakiego w życiu bym się nie spodziewała.
Wrócił, a w ramionach przyniósł Reiki. Za co jestem niewiarygodnie wdzięczna każdego dnia. Bo to znów potwierdziło jak wszystko, każda najdrobniejsza doświadczona rzecz, każda jedna najmniej racjonalna decyzja, każde spotkanie w naszym życiu jest po coś. I jak bardzo można się zdziwić po ponad 10 latach, że gdyby nie to co wtedy było, to co dziś naprawdę nie byłoby możliwe do osiągnięcia. I dziękuję Ci jeszcze raz, bo wiem, że tu jesteś ![]()
Nawet wtedy nie sądziłam, że ten prezent otworzy mnie na tak wiele. Początkowo wybierając Ścieżkę, a później nurt, w którym będę się uczyć, sądziłam, że będę mogła to robić tylko dla siebie. I nie powstrzymało mnie przed tym wymagane 21 dni praktyk z medytacją, która trwała prawie godzinę. 21 dni, których nie powinno się przerywać. 21 dni, w trakcie których Energia, z którą pracowałam oczyszczała mnie. A oczyszczanie to polegało na bardzo trudnych doświadczeniach bólu, którego przyczyny nie dało się znaleźć nigdzie indziej, jak tylko w praktyce.
Poza bólem, działy się takie rzeczy, które na poziomie racjonalnej analizy sytuacji nie miały sensu. To były rzeczy, których nie dało się wyjaśnić. A jednocześnie potwierdzały jedynie, że wcale nie oszalałam. Że ja naprawdę czuję przepływ tej Energii. Że kiedy Ją przywołuję Ona wibruje w moich dłoniach. Że Ona istnieje. Że jestem do Niej dostrojona. I Ona naprawdę, autentycznie przeze mnie przepływa. Że to nie jest sen. I to naprawdę się dzieje. Doświadczałam magii, w którą od dziecka wierzyłam. I doświadczałam jej na, a w zasadzie we własnym organizmie.
21 dni minęło. Bezpodstawny ból nadgarstka zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a ja mogłam kontynuować naukę i? Kolejnym etapem było dawanie sesji innym. W życiu bym się nie spodziewała, że dostanę taką szansę! Kosmos. I o ile nie miałam trudności z tym, żeby sobie ułożyć w głowie fakt, że ta Energia płynie do mnie. O tyle świadomość, że zacznę się uczyć tego, aby płynęła przeze mnie do innych nie było już tak oczywiste.
Układałam się w odwadze, wychodzeniu z oklepanej strefy komfortu, ale jednocześnie wiedziałam, że się nie zatrzymam. Szłam jak burza, przez każdy kolejny możliwy level. Akceptowałam wymagane okresy przerw pomiędzy poziomami, choć moja wewnętrzna Wojowniczka chciała jak najwięcej naraz. To też były lekcje cierpliwości.
Dziś już inaczej do tego podchodzę. Dziś minęło już ponad 1,5 roku odtąd w tym „siedzę”. Nie zatrzymuję się. Ale rozumiem też, że wszystko ma swoje miejsce i czas. Każdy rodzaj Energii, z którą pracuję ma swoje zadanie do wykonania, swoją częstotliwość, potrzebuje odpowiedniej ilości praktyki, zagłębienia się w te wibracje, ale przede wszystkim odpowiedniej ilości czasu, aby się ułożyć, zintegrować i dzięki temu pozwalać na pracę ze sobą.
Więc ta droga jest długa. Nieustannie trwa. I będzie trwać. Wcale nie jest łatwa, bo ciągle się oczyszczam na najróżniejszych poziomach, w przedziwny sposób. Ale taką podjęłam decyzję. Bo to ma na mnie ogromny wpływ. I tak jak jestem uczona z każdym kolejnym levelem wznoszę się na wyższe poziomy świadomości. I autentycznie jestem w stanie to dostrzec. Każdą najdrobniejszą zmianę w sposobie myślenia. W sposobie reagowania na rzeczywistość, na rzeczy które mnie spotykają, na sytuacje, których bywam świadkiem.
To jest kolejna rzecz, którą praktykuję regularnie, a która zmienia mnie praktycznie nie do poznania. Z perspektywy czasu naprawdę jestem zupełnie innym człowiekiem. Każdy z nas jest. Każdego dnia się zmieniamy. Tyle, że zmiana zachodząca we mnie jest na turbo przyspieszeniu. Miło się na to patrzy, bo wszystko idzie w dobrą stronę. A o odwagę jaką dziś noszę w sobie 3 lata temu bym siebie nie posądzała.
I swoją drogą ja. I moja zmiana. Ale pięknie obserwuje się jak moje otoczenie dostraja się do tych wibracji. Jak znika negatywność z mojego życia, bardzo często jakoś sama. Czasem bardziej, czasem mniej płynnie. Czasem pewne zmiany bolą, czasem okazuje się, że przywiązanie do niektórych Ludzi, rzeczy i spraw było na tyle duże, że nie jest łatwo je przeboleć, ale jednocześnie po jakimś czasie i to się udaje. I okazuje się, że wcale nie chciałoby się do tego wszystkiego wracać. W zamian za to dostaję z nawiązką, nowych Ludzi, nowe chwile, nowe miejsca, nowe emocje, nowe przeżycia. I zdecydowana większość z nich nie jest już cyklem, przez który trzeba przejść jeszcze raz, bo poprzedni niczego mnie nie nauczył.
Reiki nie jest dla mnie. To znaczy na swój filozoficzny sposób, którego nie będę teraz rozwijać jest, bo wszystko zaczyna się ode mnie, ale przede wszystkim jest dla Innych. Jest dla Ciebie, jeśli tylko zechcesz. Bo to jedna z moich misji na tym świecie, aby pomagać. Moje serce zawsze rwało się do tego. I dziś wiem, że jeśli poszłabym tym pierwszym schematem, o którym myślałam, prawdopodobnie mogłabym się nie przekonać jak wiele mogę i w jak magiczny sposób.
To kosztuje sporo odwagi. Dlatego tak długo zwlekałam z powiedzeniem o tym głośniej niż do tej pory. Bo w skromnym gronie daję sesje Reiki regularnie, odkąd ukończyłam pierwszy kurs, który dał mi taką możliwość, a było to ponad rok temu. Tyle, że wiem jak brzmi wszystko z czym się to wiąże. Wiem jakie ludzie mogą mieć do tego podejście. Wiem jakie bzdury wypisywane są na internetach na temat tego jakie to szataństwo i jak bardzo jest niebezpieczne.
Nie jest. Internet w głównej mierze nas straszy. Wystarczy wpisać jakąkolwiek dolegliwość zdrowotną w wyszukiwarkę, aby się dowiedzieć, że zdecydowana większość z nich przewiduje raka. I można się w to zaplątać, a można otworzyć oczy i zrozumieć, że coś, co jest czystą miłością, dawaną drugiej osobie z najczystszą w świecie intencją uzdrowienia nie może być niczym złym. Chyba, że chce się w to wierzyć. A taka wiara… Znów wypowiem się odważnie, ale taka wiara naprawdę może powodować raka.
Ściska mnie w brzuchu, ale cieszę się, że to napisałam. Jestem odważna. To jest moja prawda. I nigdy nie byłam bardziej szczera jak teraz głosząc wszystko, co robię. Musiałam o tym napisać. Tym bardziej, że mój Anioł uświadomił mnie, że tym, co obecnie robię przekroczyłam już granice Reiki. I pnę się jeszcze wyżej. I wchodzę jeszcze głębiej. I mogę jeszcze więcej. A to dopiero początek.
I am a Reiki Master Healer
Nie jestem Czarownicą. Jestem Czarodziejką. Pracuję z Energią, która ma magiczną moc ![]()
P.S. Dziękuję, że jesteś ![]()
P.
Ten post ma 6 komentarzy
I am your biggest fan I follow you until the end of time 🫶
🫶🏼
Gratuluję i bardzo się cieszę z takiego obrotu sprawy. Jestem tu i mocno kibicuję! 💙
🩵🩵🩵
Bardzo ciekawy post jak i blog. Dużo oryginalności, zapału i pozytywnej energii w Tobie jest😉
Dziękuję ☺️