Jesteśmy jak Niebo i Ziemia. Słońce i Księżyc. Wschód i Zachód. Nów i Pełnia. Dzień i Noc. Światło i Cień. Jak Wdech i Wydech.
Bez Siebie nie istniejemy.
***
Wygrałam w życie. Naprawdę tak czuję. A w zasadzie wygrywam w życie. Nieustannie. Ktokolwiek czegokolwiek by nie powiedział. Jakkolwiek chciałabym podchodzić do tego, co dzieje się wokół. Mam więcej niż można sobie wymarzyć.
Jestem szczęściarą. I z coraz większą łatwością i częstotliwością szczęście po prostu mnie bombarduje. Doświadczam cudu za cudem na każdym kroku. Znam i mam przy sobie najpiękniejsze Istoty chodzące po tej planecie.
Mam Ją. I to tylko z Nią możliwe jest dotykanie życia i chwil właśnie tak. Tylko z Nią Madera ma najlepszy na świecie smak, zapach, dotyk. Tylko z Nią dało się jej doświadczyć w taki sposób i na takim poziomie.
Nasza Madera. Od teraz. Na zawsze. Nowe miejsce na ziemi. I przyszła najwyższa pora na to, aby przestać się ograniczać do posiadania jednego takiego miejsca.
Dziękuję Ci. Za najpiękniejsze dotąd wakajki. Za załatwienie każdej największej i najdrobniejszej rzeczy tak, że nie musiałam się martwić o nic. Za bycie Nim w Twoim pięknym drobnym ciałku. Za to, że potrafisz sprawić, że nawet wtedy,kiedy najbardziej się boję, czuję się bezpiecznie. Za to, że chowamy wewnętrzne cykory do kieszeni i przekraczamy odważnie nasze granice nawet kiedy coś niezrozumiale pipczy. Że podejmujemy zdrowe ryzyko.
Dziękuję, że organizujesz dosłownie wszystko z taką precyzją i sercem, że chwile spędzane razem są zawsze epicko piękne i niezapomniane. Absolutnie zawsze wszystko jest dopięte na ostatni guzik. I nawet jak coś nie idzie po Twojej myśli, ostatecznie okazuje się, że tak właśnie miało być. A co by się nie działo Ty i tak zawsze coś wymyślisz i jest idealnie.
Za to, że praktycznie zawsze chcemy tego samego. Że doświadczamy na takim samym poziomie. Że zarówno ołszyn (morze, czy po prostu wodę) jak i góry kochamy obydwie równie mocno. Za to, że tak samo bardzo najlepszym dla nas odpoczynkiem jest niemiłosierne utyranie się w górach. Że obydwie tak samo bardzo kochamy leżeć plackiem na słońcu, byle nie za długo.
Za to, że jedno z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie nie było w stanie napędzić mi choćby odrobiny stracha, a lądowanie było tak delikatne jak chyba nigdy dotąd. Nie mogło wydarzyć się nic złego, bo przecież jak jesteśmy razem nic nam nie grozi. Jesteśmy chronione.
Za to, że do Krystiana wcale nie było daleko. I wcale nie było tak bardzo pod górę. Choć czasem było prawie pionowo. I tylko z Tobą mogłam po obwodnicy dla pieszych za kotem, choć to wcale nie była obwodnica, ani kot nie przelazł z nami przez te krzaki do końca.
Dziękuję, że każde wyjście na kolację mogło być przedstawieniem dla obecnych ze względu na to, że teoretycznie kolacja dla czworga jest w praktyce kolacją dla dwojga. Gdzie na pewno byłyśmy atrakcją dla przyjezdnych i obsługi, oraz przedmiotem zakładów czy na pewno będziemy w stanie to wszystko zjeść. A jeszcze przecież wchodził deserek. I chyba tylko raz udało się najeść prawie po korek.
Dziękuję, że potrafisz mnie tak płynnie wydrzeć ze strefy komfortu. Zderzyć ze strachami i obawami. Udowodnić idealnie, że nic nam nie grozi, a to co czeka na końcu zapiera dech w piersi i udowadnia najdotkliwiej, że wygrywamy w to życie wielokrotnie. Że Twoje marzenia stają się tak płynnie moimi marzeniami. Że spełniamy je razem.
Dziękuję, że z Tobą odwaga osiąga nieograniczone poziomy. Kiedy z roku na rok, z chwili na chwilę przekraczamy granice strachu, niepewności. Wynajmujemy obce auto. Takie przecież duże. W obcym kraju. Dwie dziewczyny. My. Żeby móc zobaczyć i przeżyć więcej. Że naprawdę jesteśmy nie do zatrzymania.
Dziękuję za przepiękne pomylenie trasy. Zgubienie się w doskonały sposób. A później wracanie w szale, biegnąc, byle tylko zdążyć. I choć ostatecznie czasem i to się nie udaje, to piękna takich chwil nie da się opisać odpowiednimi słowami. Bo nie cel końcowy jest najważniejszy, a to co dzieje się po drodze. A drogi przebyte z Tobą są autostradami nie tyle do nieba, co przez niebo.
Dziękuję za wspólne wschody i zachody. Magiczne poranki. Ćwiczenia powięzi. Karmienie ptaków. Niezliczoną ilość kroków. Twoje ćwiczenia na zewnętrznej siłowni. Wspólne guilty pleasure. Za Monię, Cwaniarę i ukochanego Anżeja. Pogodowy potencjał i jego brak. Każdą zabawną sytuację. Te wszystkie nasze głupoty. Najpiękniejszy na świecie Ciechocinek. Za to, że Paulinka mogła być Paulinką. Za choć kogo i choć co.
Kocham Nas ponad wszystko. Dla mnie miarą jakości chwil są westchnienia. i wzruszenie. Wiem, że zdobędziemy razem niesamowite szczyty, odwiedzimy tak wiele magicznych miejsc. Utyramy się jeszcze wielokrotnie. Zgubimy, a później odnajdziemy. Ale nie to jest najważniejsze. Przy Tobie wzdycham wielokrotnie. Przy Tobie płaczę ze szczęścia. Bo te miejsca same w sobie nie niosłyby tak wiele, gdym w chwilach w nich spędzanych nie była razem z Tobą.
Nie mam pojęcia co wydarzy się za rok, ale wiele wskazuje na to, że będzie grubo. Bo nic nas nie zatrzyma. Do zobaczenia Madero ✨
Jesteś moim szczęściem. Jesteś moim wszystkim. I kocham Cię na zawsze moja Seniorello ❤️
P.S. Dziękuję, że jesteś ![]()
P
Ten post ma 8 komentarzy
Kocham Cię na zawsze !
❤️
Ależ to piękne… 🥰
🫶🏼
Jakie to piękne 😍 Moje śliczne dziewczyny piękne dusze.
P.S. ja Was uwielbiam 🥰 🫶 i nie mogę się doczekać opowieści z wakajek ☝️
❤️❤️❤️
❤️ Cudowne obie! ❤️ Pięknie 😍
❤️