Tajemnica


Jeśli chcesz być szczęśliwy, po prostu nim bądź

~ Lew Tołstoj

 

***

 

Jestem namiętną słuchaczką podcastów zagranicznych o tematyce rozwoju osobistego i duchowego już chyba od ponad dwóch lat. Rozbraja mnie niekiedy prostota rzeczy jakich się z nich dowiaduję. Jak łatwymi praktykami można zmienić własne życie nie do poznania.

Większość mojej wiedzy od pewnego czasu opierała się głównie na tym, czego dowiadywałam się od tych wszystkich niesamowitych Osób, których słucham. Dlatego często udostępniam w relacjach odcinki, które dotykają mnie do głębi serca. Te, które zaklikują coś we mnie, otwierają na coś oczy.

Uparcie to robię i nie przestanę, bo może jest tam gdzieś ktoś, kto tego właśnie w tej chwili potrzebuje. Ta tajemnicza wiedza jest na wyciągniecie ręki, tyle, że nie każdy wie jak do niej dotrzeć. Właśnie dlatego się nią dzielę. To w jednym z takich podcastów poznałam największą tajemnicę bycia szczęśliwym. Jest tak prosta, że aż trudno uwierzyć. A tą tajemnicą jest…. Uwaga… ŚMIERĆ.

Patrzenie na życie z tej perspektywy naprawdę otwiera oczy. Bo wyobraź sobie, że kładziesz się dziś spać ze świadomością, że jutra nie będzie. O czym pomyślisz? Czego będziesz żałować? Najlepsze jest to, że wcale nie rzeczy, których nie kupił*ś. A przynajmniej w większości przypadków.

Ja żałowałabym, że nie zaryzykowałam. Że stchórzyłam. Nie uśmiechnęłam się. Uciekłam. Nie napisałam. Nie zadzwoniłam. Nie powiedziałam, że kocham. Nie zażegnałam kłótni. Cofnęłam dłoń, z własnej głupoty i dumy, bo foch, kiedy ktoś próbował ją uchwycić. Że nie poświęcałam wystarczającej ilości czasu Osobom, które kocham. Zamiast skupić się na własnym życiu komentowałam życie innych.

Sprawiłam komuś przykrość i wyładowałam na nim swój gorszy nastrój, choć wcale na to nie zasłużył*. Raniłam siebie i innych. Że się „sadziłam”. Że na kimś się odegrałam. Poszłam pokłócona spać. Że nie walczyłam. Nie doceniałam tego, co druga osoba dla mnie robi. Nie okazywałam wdzięczności, tylko zachowywałam się tak jakby wszystko mi się należało. Że wyżej srałam niż dupę miałam.

Nie jestem idealna. Nikt nie jest. I nikt nigdy nie będzie. Na szczęście. Jestem tylko człowiekiem. I jak każdy człowiek popełniam błędy. Ale to z czego jestem dumna, co udało mi się naprawdę mocno dopracować to świadomość. I zdecydowanawiększość wymienionych wyżej rzeczy mnie nie dotyczy.

Dlatego, że inaczej już patrzę na życie. Inaczej go doświadczam. I przede wszystkim doceniam w każdej chwili. Bo nie mam pewności, że ta nie jest ostatnią. Dlatego, że śmierć, czyli koniec, możliwy jest w każdej chwili naszego życia. I to jest coś, co może nastać w najmniej oczekiwanym momencie.

Nie możesz wiedzieć, że wychodząc dziś z domu do niego wrócisz. Nie możesz wiedzieć, że On/Ona wróci z tej delegacji, szkolenia, a nawet sklepu, czy skądkolwiek. Nie możesz mieć pewności co do tego, że nagle nie stracisz wszystkiego i wszystkich. Życie jest nieprzewidywalne.

I nie mam na celu wprowadzania jakiegoś tragizmu sytuacyjnego. Chodzi mi tylko o to, że mając świadomość, że nie wiemy tak naprawdę co nas czeka możemy mieć ogromny wpływ na własne życie. Ta śmierć to nie musi być prawdziwa śmierć, taka, że Ty, czy ktoś umiera. To najzwyczajniej w świecie koniec. Czegoś. Czegokolwiek. Śmierć jest końcem. Realna świadomość końca, może sprawić, że prawdziwie zaczniesz żyć.

Więc czy wiedząc, że coś może się w każdej chwili skończyć, nie łatwiej jest cieszyć się tym, co się ma do utraty tchu? Wzruszać, kiedy słońce wstaje i kładzie się tak kolorowo? A księżyc w każdej z faz ma coś magicznego? Być wdzięcznym za deszcz, zamiast na niego narzekać, bo on daje życie roślinom, a rośliny to natura, bez której byśmy nie istnieli? Doświadczać całym sobą magii świata i chwil, które są i przecież nigdy się już dokładnie takie nie powtórzą?

Zatrzymać się w środku lasu, zamknąć oczy i posłuchać śpiewu ptaków, odgłosu wiatru kołyszącego drzewami, poczuć zapach tego lasu? Smakować każdy kęs jedzenia czy łyk napoju bez rozpraszaczy i z takim zaangażowaniem jakby to miał być ostatni raz? Dostrzec w kimś piękno i tak zwyczajnie bezinteresownie powiedzieć to głośno? Uśmiechać się do ludzi, być życzliwym, rozdawać dobro, bo komuś właśnie może walić się świat, a ten Twój jeden gest może uratować mu życie?

Kraść pocałunki, kiedy ta druga osoba zmęczona po ciężkim dniu pracy mija się z Tobą w korytarzu? Zjeść razem posiłek, przy stole, bez zaglądania w telefon, uśmiechając do siebie i cieszyć się wzajemną obecnością i możliwością bycia obok? Zatańczyć razem spontanicznie do ulubionego utworu? Zamiast się kłócić, trzaskać drzwiami i udowadniać kto ma rację, złapać się za ręce i pójść na spacer?

Przytulać się na każde dzień dobry i do zobaczenia, bo tak? (poza tym przytulanie się przedłuża życie). Napisać wiadomość zamiast czekać „bo ja wczoraj pisał*m pierwsz*”. Ucałować czyjś bark czy plecy przebudzając się w środku nocy tylko po to, żeby okazać czułość, pokazać, że się jest? Zadzwonić w najmniej oczekiwanym momencie tylko po to, żeby powiedzieć, że najzwyczajniej w świecie kocham i tęsknię? Dotknąć policzka, pocałować w skroń, oprzeć czoło o czoło i powiedzieć „dziękuję, że jesteś”?

Nawet jeśli to nieprawda. Nawet jeśli jutro będzie. Równie ponure jak dziś. Wolę żyć świadomością, że wyciskam każdy dzień jak cytrynę, bo to daje mi szczęście. Jeśli nie potrafisz się cieszyć z tego, co masz, nigdy nie będziesz szczęśliw*. To konkretne życie masz tylko jedno. Tylko od Ciebie zależy, jak je przeżyjesz. Pomyśl, że jutro to wszystko może się skończyć i zacznij kochać każdą z chwil tak jakby była ostatnią✨

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. No ja

    Kocham bardzo!

    1. P.

      Z wzajemnością ❤️

  2. Malwina

    Proste piękne i ile może dać przyjemności ❤️😘 dziękuję za prowadzenie Love z delegacji kocham tęsknię i fajnie że jest wpis 😘❤️

Dodaj komentarz