Największe cuda wydarzają się wtedy, gdy przestajesz czekać
***
Dążyłam do niego uparcie. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że yang górowało u mnie na yin. Zdecydowanie za bardzo. Od zdecydowanie zbyt długiego czasu. Uczyłam się słuchać siebie, a siebie kierowało mnie w miejsca, które powolutku balansowały je ze sobą. Medytacja, pisanie, malowanie, rysowanie, intuicyjny taniec, koncerty solo podczas gotowania, Vipassana, KAP, TRE, Pole Dance, Exotic Dance… Wszystko jest składową mojej życiowej wewnętrznej rewolucji, która wzrusza.
Uczę się w odpuszczanie. I chyba naprawdę już potrafię. Co wcale nie jest łatwe. Podejmowanie poważnych samodzielnych decyzji, czy stawianie kropek nigdy nie było dla mnie komfortowe. Długo nie potrafiłam dostrzec, że coś lub ktoś nie ma i nie będzie mieć już nic więcej do zaoferowania. Nawet gdy dostawałam tym w twarz.
W pożegnania nigdy nie potrafiłam. Zwłaszcza w te, których nie chciałam. W samotność też i tak bardzo się jej przecież bałam. Tymczasem pierwsza najpoważniejsza i najtrudniejsza życiowa decyzja podjęta samodzielnie, z tym właśnie mnie zderzyła. I przeżyłam. Mało tego, komfortowo się w niej rozgościłam i bardzo bałam się z niej wychodzić. Musiałam postawić wiele kropek.
Balans pomiędzy tymi dwoma energiami jest w życiu bardzo ważny. Od niego wszystko się zaczyna. Kiedy zbalansujesz zaczynasz odpuszczać. To, co nie służy na dłuższą metę. To, co trzyma zbyt uparcie w tej bardziej dominującej. Tej, która rządzi. Rzeczy dzieją się tak jak mają się dziać. Twój świat zaczyna się praktycznie sam oczyszczać ze wszystkiego, co już dłużej z nim nie rezonuje. Przestajesz uciekać.
Odczepiasz się od utartych schematów, planów, z których nie można rezygnować, bo jak się zrezygnuje to się rozpadniesz. Nie rozpadasz się. Nic się nie rozpada. Żyjesz. Porzucasz wyobrażenia o tym jak codzienność powinna wyglądać. Bo teoretycznie bezpiecznie, nie zawsze oznacza dobrze. A praktycznie bardzo często ogranicza i odgradza od tego, co jest na wyciągnięcie ręki. Wymaga ogromnej odwagi, ale może być przełomem, który zmieni wszystko.
W kolejnym kroku przestajesz czekać. Szukać. Przestajesz mieć jakiekolwiek oczekiwania. Wszystko zaczyna płynąć zgodnie z własnym flow. Nawet łzy. Nawet wodospady łez. Ty po prostu na wszystko pozwalasz, bo już rozumiesz, że nie jesteś w stanie nic na dłuższą metę kontrolować. Że to nawet nie ma sensu. I szkoda marnować czas i energię.
Wtedy wszystko rusza. Ze zwiększoną mocą. Zaczyna się dziać mnóstwo teoretycznie nieistotnych synchroniczności, które w rzeczywistości mają ogromne znaczenie. Życie podsuwa proste decyzje do podjęcia, które prowadzą do tak wielkich przełomów, że czasem trudno w nie uwierzyć. Budzi się Twój magnetyzm. Zaczynasz przyciągać. Coraz bardziej i coraz mocniej.
Zaczynają dziać się cuda. Spełniają się marzenia. Dochodzi do trzęsienia ziemi. Okazuje się, że do niektórych częstotliwości po prostu dłużej się dostraja. Że poprzeczka wcale nie była zbyt wysoko zawieszona, ba, że da się nad nią z nadwyżką przeskoczyć.
Pozwalasz swojemu życiu stanąć na głowie i co lepsze, z przyjemnością przyglądasz mu się z tej perspektywy. Wychodzenie ze strefy komfortu staje się powoli codziennością, mało tego, zaczyna powodować radość. Z fascynacją przyglądasz się rzeczom, które dzieją się „same”. A spontaniczność istnieje i w sumie jest nawet fajna.
Wciąż, wciąż i wciąż niedowierzasz, że to naprawdę się dzieje. Że to Twoje życie. Że naprawdę można tak czuć. Tak być, tak mieć, tak chcieć. Że Ktoś patrzy na Ciebie tak jak nikt nigdy nie patrzył. I widzi w Tobie to, czego nigdy nikt. Że to, co kiedyś było maxem do osiągnięcia, w rzeczywistości było przystawką. Uśmiechasz się z czułością do wersji siebie z kiedyś, która myślała, że piękniej być nie może. Nadchodzi czas, aby przestać się bać. A Ty jeszcze mocniej kochasz życie.
Nie musisz czekać. Co ma być i tak będzie. Wtedy, kiedy przyjdzie odpowiednia pora. Kiedy będziesz gotow*. Odpuść. Bądź dobrym człowiekiem. Rozdawaj dobro, bo ono wraca. Czuj. Odpal magnetyzm. I przyciągaj. To na co zasługujesz. To, co najlepsze jest zawsze przed Tobą. Troszkę wiary. Odrobinę więcej zaufania. Zero kontroli.
Przyciągnęłam sobie epickie szczęście. O którym marzyłam całe życie. Które wydawało się niemożliwe do osiągnięcia. Na krótko po tym, kiedy odpuściłam. Kiedy przestałam czekać. Nie miałam obaw. Zwyczajnie wiedziałam, że jest już w drodze. Zaufałam. Z uśmiechem na ustach mówiłam to głośno. I JEST. Tyle MAGII mój świat jeszcze nie widział ✨
I życzę z serducha, aby Każdy Świat na tym świecie równie pięknej doświadczył ✨🫶🏼
P.S. Dziękuję, że jesteś ![]()
P.
Ten post ma 7 komentarzy
😘😘
😘😘
Plyń na tej fali jak najdłużej – tego Ci życzę. Cieszę się bardzo , że „WSZECHSWIAT” zdecydował odpowiednio zadziałać 😉
Dziękuję 🥺🫶🏼🩵
💙
No i pięknie 🥰
❤️