– „W listopadzie? Nad morze? Po co?”
– Po momenty. Po uśmiechy. Po szczęście.
***
W zakamarkach duszy to jeszcze gra i trwa. Niezliczoną ilość razy. W magiczny świat. W magiczny czas. W magicznych Nas. Czy nie zawsze rozgrywa się tak? Czy nie zawsze nie ma znaczenia, gdzie i jak? Wypowiadam każde słowo z dokładnością atomowej mikrosekundy. Wyrwanymi z kontekstu zdaniami pozornie nie mającymi sensu. Dla kogoś.
Chcę tak trwać. Jak w naszym domu. Kolejnym. Jeszcze raz. Z Tobą. Ty jesteś moim domem. Stąpam lekko nad ziemią ze wspomnieniami we włosach rozwianych przez wiatr. W ponurej aurze opuszczonego świata. Na prawie samotnym półwyspie helskim. Tam, gdzie zaczyna się Polska. Na jednej z dzikich plaż.
Naszej. Dla Ciebie. Dla mnie. Dla Nas. Wygrywam serca rytmem dźwięki, które płyną znów tym spokojnym morzem, raz po raz rozbijanym poprzez fale o miękki brzeg. Wśród śpiewu i tańca mew, wśród blasku słońca zaglądającego przez dziurki od kluczy chmur. W prywatnym spektaklu, w prezencie od Niej dla Nas.
Z dala od tętniących zbyt głośno żyć. Zbyt donośnych słów przekrzykujących spacer dwóch połączonych w jeden oddechów. Zaglądam. Do głębi blasku oczu, których piękno trudno objąć rozumem. Skąd kipi uśmiech. Skąd śpiewa szczęście. W te oczy, które widzą więcej. W te, w których płonie ogień i miłość przeplatane niespotykaną troską i szacunkiem nie z tego świata. Nie z tej Ziemi. Z Księżyca.
Otulam się ciepłem Twoich miękkich słów. Szczęśliwych warg. Silnych ramion. Przywieram całą mocą do emocji malujących na twarzy pewność i radość i wdzięczność. Zaglądam w zakamarki cichych westchnień, przyspieszonych oddechów, uderzeń serc, przeszytych dreszczy, wygranych na loterii życia chwil.
Uśmiecham się do nowo narodzonych wspomnień. W trochę opuszczonym mieście. Z migającym żółtym światłem. Zimnem, choć ciepłem. Czystym dobrem. Przepysznym jedzeniem. W zdrowiu i w chorobie. Zaopiekowana jak nigdy przedtem. W tej pewności, której nie przecina żadna rysa na szkle, na drodze, czy w głowie. Choć gdzie.
W słonecznym blasku poranka. Ale też w bajkowy deszcz. W oknach od ziemi do nieba. Z widokiem na morze, na port. W salonie, po którym można biegać. Z magicznym ciepłym światłem. W blasku świecy i zapachu Palo Santo. Zabierającej do innego świata melodii muzyki Chopina. Z cieplutką ratującą życie autorską herbatką. Z naszym Księżycem. Zadololeni. W magii, którą tworzymy sami.
Nie brakuje i nie zabraknie tu nic. Choćby nic nie było, to nie potrzeba nic. Wystarczysz Ty. Wystarczę ja. Wystarczymy My. I nawet jeśli się nie uda. To i tak się uda. To przecież My. I tak możemy sobie trwać. I płynąć. I latać. Śpiewać i raperować. Zatrzymywać czas. Przecinać Polskę w mgnieniu oczu. Z jednego końca na drugi. Tak po prostu.
P.S. Dziękuję, że jesteś
P.
Ten post ma 6 komentarzy
Uwielbiam to, jak piszesz o Nas i o Naszym wspólnym czasie tu na Ziemi. Kocham Cię Paulina♥️✨
Kocham Cię Bartek ❤️✨
Kocham Was ❤️
❤️
Pięknie napisane 🙂 Trwajcie w tej miłości
Dziękujemy 🤍