Myśl

Teraz gdy w ruchomych piaskach tonę

I kiedy cała przeszłość przed oczami

Rozumiem

Rozumiem swój błąd

Lecz cofnąć się nie mam szans

Kiedy ziemia niknie pod nogami

I gdy już wiem, że mogłam wszystko zmienić

Rozumiem

Już rozumiem swój błąd

Lecz za późno już

 

~ Ruchome piaski – Varius Manx

 

***

 

Dla własnej wygody nie czytam pomiędzy wierszami. Bez sensownych powodów zamykam szeroko oczy. Dla połechtania ego szukam winy po przeciwnej stronie. Toczę otwarte wojny. Szukam dziury w całym. Nie nazywam rzeczy po imieniu. Liczę się tylko ja. Wydaje mi się, że praktykuję zdrowy egoizm. Jestem prawie świadomie w błędzie. Nie odpuszczam. Wywyższam się. Nie dokańczam zdań, których nie powinienem zacząć. Nie pytam i błądzę. Porzucam. Zostawiam. Nie walczę. Nie wierzę. Chcę, ale na własnych warunkach.

Nie akceptuję odmiennego zdania. Niepotrzebnie unoszę głos. Odwracam się na pięcie. Trzaskam drzwiami. Nie słucham. Czasem nawet niespecjalnie słyszę. Dbam jedynie o własne uczucia, których nawet nie potrafię nazwać. Zamiast naprawiać szukam szczęścia gdzieś indziej. Obwiniam cały świat o własne niepowodzenia. Celnie zadaję ciosy, poniżej pasa. Wbijam szpilki. Bardzo precyzyjne. Z intencją, aby bolało. Wypominam. Przeszłość. Wszystko.

Zaznaczam z dziką przyjemnością swoją pozorną wyższość. Jawnie szydzę. Wszyscy się mylą tylko nie ja. Cały świat jest głupi, tylko nie ja. Wszystko sprzysięga się przeciwko mnie. Co rusz. Takie złe życie mi się przytrafiło. Bo przecież sam go nie wybrałem. Bo przecież gdybym mógł wybrałbym inaczej. Czasem tak już mam. A częściej po prostu nikt mnie nie nauczył. I inaczej nie wiem jak. Ale też nigdy inaczej nie próbowałem.

A teraz w tej jednej sekundzie tkwię już przecież całą wieczność. W pustej przestrzeni, w której brakuje życia. Niekompletny czas przestał zupełnie płynąć. Cztery ściany odbijają echa wspomnień. Porozrzucane zdania wiercą dziurę w sercu. Minuta, godzina, dzień, tydzień, miesiąc, rok straciły sens. Miejsce na podium nie przynosi żadnej satysfakcji.

Słońce zgasło milion razy. Kiedy zapada noc brakuje jednego blasku. Zabrakło czasu, aby być i czuć. Nie ma powodów, aby przeszedł prąd. Wyrzucam sobie zmarnowane chwile. Wyrzucam nieodwzajemnione uśmiechy. Wyrzucam sobie wszystkie niepotrzebne wykrzykniki. Wyrzucam zbyt ostre słowa, które cięły jak nóż. Wyrzucam niesprawiedliwie zadane łzy, które otarł ktoś inny. Wyrzucam wspomnienia, których nie będzie. Chyba nigdy nie było tak cholernie nie warto.

 

Kruchość życia trudno jest dostrzec. Dopóki nie pęknie.

Wczoraj powiedziałem zbyt wiele. A dziś już Cię nigdy nie zobaczę.

Myśl. Zanim będzie za późno.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 2 komentarzy

Dodaj komentarz