2025 – I can’t wait ![]()
***
2024 był o zmianach. Zmianach, zamianach i jeszcze raz zmianach. O nowych początkach i nowych końcach. O zyskach i stratach.
Był o Nowych Duszach, które rezonują i Starych, które przestały. O wyjściach ze stref komfortu. A czasem wytarganiu z nich.
Był o transformacji. Nieopisanej. Niewiarygodnej. Nieprawdopodobnej. O cholernie szybkim wzroście, którego nikt się nie spodziewał. O leczeniu. Tworzeniu.
Był o rocznicy prowadzenia bloga i pewności, że to był strzał w dziesiątkę. Kreatywności, która się nie kończy. O pisaniu praktycznie od ręki.
Był o mojej Kundalini, czyli Wężu. Więc trochę jednak o Slytherinie zamiast o Gryffindorze. O nowej mnie, takiej jakiej sama w życiu bym się nie domyśliła, nie wymyśliła, nie wymarzyła.
Był o odwadze nie do pomyślenia. O Vipassanie, której miało nie być, a była tak dotkliwa, że przeszła wszelkie oczekiwania. O byciu na haju po. O tęsknocie za tym hajem.
Był o mnóstwie łez i bólu. Potrzebnych. O poddaniu się każdej emocji, w poczuciu pewności, że tak ma być.
Był o przełomach. Sercu na dłoni. Szczerości bez strachu. Wyrażaniu siebie lepiej niż kiedykolwiek. Bardziej niż kiedykolwiek.
Był o Aniele, który mieszka na tej Ziemi, na drugim końcu świata, a Wszechświat i tak potrafił przeciąć nasze ścieżki. O tym jak okazał się być moim osobistym Aniołem, Nauczycielem, Przyjacielem.
Był o byciu pilną uczennicą, studentką, dosłownie dogłębnie spełniającą marzenia. Był o bardzo niespodziewanych rzeczach dostępnych na wyciągnięcie ręki.
Był o cholernie głębokiej wewnętrznej pracy. O odkrywaniu nowych perspektyw. Zabawie z Kolorami, Czakrami, Energią. Zabawie i pracy jednocześnie. Wyciskającej łzy takie i takie.
Był o nieświadomym byciu inspiracją i pomimo własnego procesu na swój sposób nauczycielką. Wzorem, pomocą, wsparciem dla Innych.
Był o dawaniu i braniu na milion różnych sposobów. O zupełnie nowym spojrzeniu i czuciu Energii. Siebie. Swojej. Czyjejś.
Był o Reiki. O mówieniu głośniej. O łączeniu dobra z dobrem. Łączeniu Energii. Na własnych warunkach. Jeszcze bardziej. O delikatnych modyfikacjach, tworzeniu powolutku autorskich rzeczy.
Był o działaniu na przekór, wciąż niekiedy bez otrzymania zrozumienia. Ale bez żalu. Z niezachwianą pewnością. Z wiarą, której nie da się ugasić.
Był o mojej Siostrze. Drugiej Połówce. O naszej jeszcze głębszej miłości. Na zawsze. O jeszcze silniejszej przyjaźni i więzi. O przekraczaniu wspólnie granic. O wychodzeniu ponad własne lęki. Podejmowaniu zdrowego ryzyka. Wychodzeniu w świat z dumnie podniesionymi głowami. Robieniu rzeczy, o które siebie nie podejrzewałyśmy. O tym jak jesteśmy naprawdę nie do zatrzymania. Razem.
Był o niezapomnianym czasie w naszym kolejnym wspólnym Miejscu na Ziemi. Spełnianiu razem marzeń. O tej epickiej Wyspie, która zrobiła wszystko, aby na nią wrócić w przyszłym roku. I dobrze. O czasie spędzonym dokładnie tak jak kochamy obie jednakowo. O leżeniu plackiem, niezbyt długo. O łażeniu, łażeniu i jeszcze raz łażeniu. O dziesiątkach tysięcy kroków w jeden tydzień. Gubieniu dróg. Przedstawieniach podczas śniadań i kolacji.
Był o cudownym czasie i czasach Matczyno – Córkowych. O jeżdżeniu i lataniu. Zwiedzaniu. O posiłkach teoretycznie dla czworga, a praktycznie dla Dwóch i Pół. O miłości nie do podrobienia i przyjaźni jakiej świat nie widział. O takim głębokim byciu razem w tej cudownej Trójcy, że nie potrzebne są czasem słowa.
Był o Dawidusiu, raz jeszcze i jeszcze i pewnie tak w nieskończoność. O koncertach różnych, o Resovii kontra Jastrzębski, o przepięknych chwilach. Czuciu głębokim. Wielkich planach na 2025. Nowych nowościach. O czerpaniu z życia pełnymi garściami.
Był o zaufaniu do Wszechświata. Wierze, że wszystko dzieje się po coś. Że dokładnie tak jak powinno i w odpowiednim tempie oraz czasie.
Był o uczeniu się w spontaniczność. Chaosie, który czasem przerasta. Dostrajaniu się do nowych wibracji, pozwalając ciału to odchorować.
Był o Experience, Pathosie i Erosie. Był o Ludovico na wyciągnięcie ręki i znów o spełnianiu marzeń. O ogromnej wdzięczności.
Był o Zakopanem, Krakowie, jednym Gdańsku i drugim, Tarnicy, Lackowej, Solinie, Urodzinowej Warszawie i Rysach, drugiej Warszawie, Maderze, Barcelonie, Gdyni, Helu i jeszcze jednym Gdańsku, o Mediolanie i Brzostku wtedy i dziś.
Był o koncercie na Stawach Cyranowskich, na którym miało mnie nie być. A gdybym nie była to bym nie napisała. A jakbym nie napisała, to mogłoby nie być, jak jest.
Był o miłości, której siła mnie przestraszyła. O cierpliwości po Tamtej stronie. O demonach z przeszłości, o obawach, o wytarganiu z bezpiecznej przestrzeni zwanej samotność. O cholernie bolesnej utracie Czegoś, czego jeszcze nawet nie było. O dowodzie na to jak jest silne, jeszcze zanim się urodziło.
Był o początkach, które nie mają końca. O rozumieniu tylko przez Nas. O przewróceniu życia do góry nogami. O pierwszej przeprowadzce. O pożegnaniu z miejscem, które widziało najwięcej, przyjmowało najdotkliwiej, tuliło, kiedy było najtrudniej. O zamknięciu tamtych drzwi z pewnością, że dało już wszystko, co mogło. O otwarciu nowych. Wspólnych.
Był o skoku kwantowym w miłość z Księżyca. O każdym skoku kwantowym jaki ma miejsce. O tym, że odważyłam się pozwolić kochać siebie tak mocno jak nigdy dotąd. O miłości bezwarunkowej.
Był o decyzjach, które nie są i nie będą nigdy łatwe. O łzach szczęścia i smutku. O ramionach, które trzymają wszystkie emocje. Przestrzeni, która pozwala być sobą. O stworzeniu moich skrzydeł. Dmuchaniu w nie jeszcze zanim się pojawiły.
Był o rytuałach. Wspólnych medytacjach. Podnoszeniu wibracji, wznoszeniu się wspólnie wyżej. O feniksie z tamtego czasu, którego już nie ma, bo jest coś co pierwszy raz naprawdę odzwierciedla mnie.
Był o bólu, który wtedy nie miał przestrzeni, aby prawdziwie wybrzmieć. O 13 godzinach przeczołgania przez tamte emocje poprzez ból fizyczny, szarpanie duszy. O domknięciu rozdziału. Był o wodospadzie ze szczęścia, bo już po wszystkim. A jestem wreszcie prawdziwa ja.
Był o wewnętrznej Szamance, która chowa coraz śmielej introwertyzm do kieszeni. I znów o odwadze pokazania tego tak, że już naprawdę trudno jest ukryć. O pewności, w jakim kierunku zmierzam. Otwartości na zmiany, które zachodzą i zachodzić będą. O sesjach i praktykach przechodzących ludzkie pojęcie.
Był o jeszcze jednej zmianie, która nadchodzi małymi kroczkami. O odważnym stawaniu we własnej mocy. Trosce o siebie. O prawdziwej miłości własnej. Był o Wonder Woman.
2024 był przełomowym rokiem w moim życiu. Żaden nie przyniósł w nim tak wielu zmian. A w ostatnich latach działo się naprawdę dużo. Ale to tu był mój największy wzrost. Najwięcej Nauczycieli, najsilniejsze sesje, największe przełomy, najgłębsza transformacja.
To w 2024 podejmowałam najważniejsze decyzje. Najtrudniej mi się żegnało. I niekiedy naprawdę bardzo bolało. Ale też jak w żadnym innym roku mam niezachwiane poczucie, że jestem dokładnie w tym miejscu w jakim być powinnam. Że to co robię i to, co się dzieje pomimo niekiedy niewiarygodności jest tak naturalne, że czasem dziwi.
Zaczynałam ten rok zdaniem : Dear 2024 let’s make the magic happen. Ta magia dzieje się każdego dnia. Nawet jak jest niewygodnie, poddaję się, niech płynie, bo jest dokładnie tak jak ma być.
2025 to 365 nowych szans. Wyciśnijmy je jak cytrynę, ok?
P.S. Dziękuję, że jesteś ![]()
P.
Ten post ma 4 komentarzy
Jestem niesamowicie wdzięczny, że stałem się częścią Twojej historii, a teraz Naszej wspólnej… którą tworzymy Razem. Kocham Cię Paulina♥️
Dziękuje, że jesteś ❤️ kocham Cię mój Magiczny Chłopaku ❤️
„Są Ludzie dla których warto się roztopić” i Ty dla mnie taka jesteś. Kocham Cię 🫶 Twoją przemiana to coś niesamowitego😘 Dużo zdrówka i samych wspaniałości „ dzięki że Jesteś, dzięki że jesteś tu!”
Kocham Cię Serce ❤️ dziękuję 🥺❤️