Żyjemy w świecie, w którym ludzie nadal niestety nie potrafią docenić jaką wartością jest drugi Człowiek. Nie potrafimy dostrzec, zauważyć, wyciągnąć ręki. Wciąż brakuje wzajemnego szacunku, tolerancji, a zazdrość potrafi doprowadzić do takich stanów, że czasem zastanawiam się, gdzie ten świat zmierza. Ale ja nie o tym. Nie widzimy chyba do końca jaką wartość niesie posiadanie obok, Kogoś, kto po prostu jest. Nie trzeba szukać daleko. Wiadomo, jest jak jest, ale czasem najciemniej pod latarnią.

Ja na swoje własne szczęście nie musiałam szukać Kogoś odpowiedniego dla siebie. Bo ten Ktoś był tak blisko, że bliżej się nie dało. Wtedy śpiący jeszcze ze mną w jednym łóżku. Choć na etap w jakim znajdujemy się dziś, złożyło się wiele zwrotów akcji, podziałów, rozłąk i powrotów. Sporo pracy i dopracowywania tej relacji w najdrobniejszych szczegółach. Ale właśnie dziś śmiało mogę powiedzieć, że tego dnia jakiś czas temu urodziło się moje Szczęście.

Pamiętam, kiedy mnie olśniło. Pamiętam tamte łzy na piaszczystym jeszcze parkingu w Krakowie. Pamiętam kruchość, rozdarte serca i trud podjęcia decyzji, żeby wsiąść i odjechać. Pamiętam kanapki z serkiem Almette, wędliną z indyka, pomidorem i suszoną bazylią. Pamiętam zdjęcia nad Wisłą podczas pierwszego niewiarygodnie długiego spaceru, spędzonego głównie na po prostu byciu ze sobą. Kiedy ktoś myślał, że przyjechałam po to, żeby moralizować, a ja jakby na przekór nieświadomie zrobiłam to, żeby po prostu być, najlepiej jak potrafiłam.

Nie pamiętam tego, co było przed. Pamiętam przebłyski wspólnych chwil, które później następowały. Nieustannych spacerów, lodów pistacjowych, pizzy z Pizza Hut, straconych 40 minut na oglądaniu któregoś Batmana, który nas nie wciągnął, więc skończyło się kompilacją najśmieszniejszych urywków z odcinków Przyjaciół. Pamiętam The Big Bang Theory, którego nie wolno było oglądać osobno, tylko razem chrupiąc paluszki Juniorki. Pamiętam smyranie, ćwiczenia z Mel B, Knoppersy do kawy, mikroskopijne porcje muesli z jogurtem i wspólne Dzień Dobry TVN, w tych najlepszych dniach, kiedy przyjeżdżała do domu.

Pamiętam mnóstwo rzeczy i chwil, których nie sposób tu wypisać. Tych, które zbliżały Nas do siebie coraz bardziej.  Nie pamiętam swojego życia bez tego poczucia, że była najważniejsza. Nie pamiętam też za bardzo lat, a przynajmniej nie chcę pamiętać, tych, w których nie było Jej tak, jak jest dziś. Pamiętam za to, że kiedy podjęłam pierwszą najtrudniejszą życiową decyzję była. Po prostu. Na każdą bezsensowną wiadomość, na każdy upadek w poczuciu bezsilności. Po to, żeby pogłaskać po głowie, uratować mądrym słowem i dać poczucie, że nie jestem sama. Pamiętam, że przeżyłam to dzięki Niej.

Pamiętam też pierwszy koncert, na którym byłyśmy same. Zielone światła widoczne z daleka, kiedy jechałyśmy tramwajem na miejsce. Pamiętam ogromne uczucie wzruszenia rosnące w sercu, na myśl, że najpiękniejsze chwile przeżywam właśnie z Nią i dzięki Niej. Pamiętam, jak wtedy poczułam, że już zawsze będzie dobrze, bo Ją mam. Że z Nią nic nigdy mi nie grozi. I że z Nią przeżyję jeszcze więcej niż jestem sobie w stanie na tamtą chwilę wyobrazić. Przepowiedziałam sobie przyszłość.

Z każdym kolejnym dniem, wyjazdem, przeżyciem, każdą minutą byłyśmy bliżej. Wsparcie jakie otrzymywałam przez kolejne lata w swoich najtrudniejszych chwilach jest nieocenione. Ona jest moimi skrzydłami. Wszystko ma zupełnie inne barwy z Nią u boku, nieważne czy dobre, czy złe. Każdą chwilę przeżywa się tak, jak da się przeżyć tylko z Nią.

Okazało się, że potrafimy siebie zrozumieć bez słów. Że razem najlepiej się planuje, bo zawsze praktycznie chcemy tego samego. Że z Nią inaczej i najlepiej smakuje. Wygląda na to, że czasem czytamy sobie w myślach. Czasem wystarczy, że spojrzymy sobie w oczy i po prostu wiemy. Zaczynamy i kończymy swoje wzajemne zdania. Mówimy to samo, w tym samym momencie. Nie wyraz. Zdanie. To tak oczywiście nieoczywiste jak jesteśmy podobne, że czasem aż trudno uwierzyć. I nie mam tu na myśli fizycznego podobieństwa.  A jednocześnie jesteśmy tak niewiarygodnie różne, że aż przepięknie się to gryzie ze sobą. Sama obecność wnosi tak wiele dobra i spokoju, że chwile mogłyby się nie kończyć. Z Nią wychodzi się ponad czas.

Podziwiam Ją. Za to kim się stała. Za to, jaką drogę przeszła, żeby dziś być kim jest. Za siłę i wolę walki. Za to jak pięknym Człowiekiem jest.

Jest Nim w wyjątkowo wzbogaconej wersji. Jest moją Inspiracją. Moją Siłą. Nadzieją. Wiarą. Skrzydłami. Moim osobistym Power Bankiem. Super Bohaterką. Moim Szczęściem. Drugą Połówką. Największym Cudem. Jest moim WSZYSTKIM ❤️

I mam takie poczucie, że jakby mnie kiedyś zabrakło (choć niezależnie jak to zabrzmi, trudno mi sobie wyobrazić, że nie zabraknie Nas razem, po prostu), to pozostawię po sobie zdecydowanie lepszą wersję siebie samej dla reszty tego świata.

To więcej niż krew i to więcej niż przyjaźń ❤️

Dziękuję, że Twoja Dusza wybrała właśnie Nas ❤️

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 5 komentarzy

  1. Malina

    Mam wzrusz🥹 jesteście niesamowite❤️ ciary mnie aż przeszły wielie 🫶

    1. Isia

      ♥️♥️♥️

  2. Isia

    Żaden komentarz nie wyrazi co czuję po lekturze tego wpisu. Pozostawiam więc ♥️

Dodaj komentarz