Życie potrafi zaskoczyć. Na obydwie dostępne dla siebie możliwości. Często w najmniej oczekiwanym momencie. Niekiedy wybierając najbardziej nieprawdopodobny sposób. Tworząc i synchronizując przedziwne okoliczności.
Moje zaskakuje mnie nieustannie. Mniej lub bardziej spektakularnie. A to nauczyło mnie kochać je jeszcze mocniej. Ale też akceptować, że nie jestem go w stanie na dłuższą metę i w pewnych kwestiach kontrolować. Staram się za to jak najbardziej być. Dostrzegać szanse jakie dostaję i wykorzystywać je na tyle na ile potrafię.
Wydaje mi się, że dotarłam właśnie do pewnego etapu zrozumienia sytuacji, której długo zrozumieć nie mogłam. Oczywiście nie dostałam odpowiedzi na wszystkie pytania, ale mam wrażenie, że pogodziłam się z pewnymi kwestiami. Dziś wiem, że tak miało być. Już trochę bardziej rozumiem cel. Otworzyłam oczy. Odblokowałam się.
Swego czasu spotkało mnie coś, w co nadal niekiedy trudno mi uwierzyć. I odnoszę nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że inaczej nie byłabym w stanie sobie z tym poradzić. Chyba nie mogłam w inny sposób po prostu stanąć na nogi po tym, co mnie wcześniej zmiażdżyło. Potrzebowałam pewnego rodzaju szoku i pewnych przeżyć, żeby znów zacząć żyć. Żeby nie utracić wiary. Zrozumiałam, że tamto nie było końcem świata. A przynajmniej nie mojego. I wreszcie mogłam przebudować w sobie pewną bardzo istotną definicję.
Musiało się tak zacząć i tak zakończyć. I będąc tak w stu procentach szczerą ze sobą zmanifestowałam coś, o co okazało się – poprosiłam dosłownie dzień wcześniej. Tyle, że wniosło więcej niż chciałam, bo nie na tym mi wtedy zależało. Nie sądziłam również, że emocje będą poza moją kontrolą. Dzięki temu wiem, że muszę zwracać większą uwagę na to, czego sobie życzę, a już na pewno konkretniej komunikować potrzeby.
Musiało wydarzyć się to wszystko, w bardzo niewiarygodnych okolicznościach, żeby udowodnić mi, że niemożliwe nie istnieje. To był rodzaj potwierdzenia, że wszystko jeszcze przede mną. Że nawet nie zdaję sobie sprawy jak bardzo niewiarygodnych rzeczy mogę jeszcze doświadczyć.
Dostałam coś czego nie byłabym sobie w stanie wyobrazić. A przynajmniej nie na tyle, żeby sądzić, że może spotkać właśnie mnie. W bardzo krótkim czasie skumulowało się w moim życiu wiele magicznych chwil. Łączących w sobie niespotykane piękno, dobro, ponadprzeciętne przeżycia, swego rodzaju przebudzenie, narodziny na nowo o których już tu kiedyś wspomniałam, potwierdzenie, że droga, którą kroczę jest odpowiednia, a nawet możliwość dostrzeżenia i przepracowania czegoś w sobie, do czego teoretycznie mógłby dokopać się jedynie co najmniej bardzo dobry psycholog po kilku, albo nawet kilkunastu sesjach.
Wydaje mi się, że gdyby nie to jedno wydarzenie uczenie się na nowo zaufania nie przyszłoby mi tak łatwo. Poza poczuciem bezpieczeństwa to właśnie zaufanie wydawało mi się być tym, co najtrudniej będzie mi odbudować. Sporo mimo wszystko nadszarpnięć w tym było, a jednak coś w środku nie pozwala się poddać. Wiem, że jeszcze długa droga przede mną, ale zamierzam walczyć. Nic nie dzieje się bez przyczyny i kto jak kto, ale ja naprawdę już z coraz większą łatwością potrafię znaleźć sens w tym, co mnie spotyka. Niezależnie od tego jakim wyzwaniem dla mnie jest.
Dostałam możliwość dostrzeżenia, że świat jest zdecydowanie większy niż mi się do tej pory wydawało. Że warto było przeżyć to wszystko choćby po to, żeby poczuć. Żeby doświadczyć. Żeby zobaczyć. Żeby zrozumieć, jak pięknie może być. I w zasadzie tak w pełni w zgodzie ze sobą mogę stwierdzić, że z każdym kolejnym razem było lepiej. Choć ostatni naprawdę przerósł wszelkie oczekiwania. A skoro tendencja jest wzrostowa, to aż strach pomyśleć, co będzie dalej.
Czasem okazuje się, że „budzimy się” pewnego pięknego dnia ze świadomością życia w życiu, którego kompletnie się nie spodziewaliśmy. Słuchałam jakiś czas temu pięknie smutnej opowieści o takim przebudzeniu, z którym mocno się utożsamiam. Ten obrazek przedstawia sporo różnic, ale również kilka podobieństw. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. I nikt nie powiedział, że życie każdego człowieka będzie wyglądać tak samo.
Nie sztuką jest robić coś na siłę, a później do końca życia tego żałować. Nie sztuką jest też użalać się nad sobą, bo powinno już dawno być tak, a nie inaczej. Jest dokładnie tak jak być powinno. Widocznie czasem nasza rola na tym świecie jest inna niż nam się pierwotnie wydawało. Tacy ludzie też są potrzebni. Najważniejsze, to znaleźć tą drogę. Znaleźć ten sens. Na wszystko jest czas, bo świat się dziś nie kończy. Ani jutro. W zależności od tego w co wierzymy, ale często mamy przed sobą całą wieczność.
Nie oznacza to wszystko, że dziś będąc w miejscu, które wyobrażaliśmy sobie zupełnie inaczej, nie możemy być szczęśliwi. Że to, że jest inaczej, ma z jakiegokolwiek powodu oznaczać, że jest gorzej. Nie jest gorzej. Jest inaczej, po prostu. Wystarczy spojrzeć na świat innymi oczami. Takimi bardziej świadomymi. Wystarczy te oczy otworzyć szerzej i zacząć dostrzegać piękno, które tak trudno nam dostrzec w codzienności, kiedy jesteśmy niewystarczająco uważni.
Życie naprawdę jest piękne. I wcale nie jest tak, że to ludzie są pojebani jak zwykłam nawet sama kiedyś powtarzać. Za co biję się dziś w pierś, bo to jest totalna bzdura. Ludzie też są piękni. Tylko mają ograniczone pole widzenia. Bardzo często są też zagubieni. Mają zbyt mało uważności i samoświadomości. I to nie jest nasza wina, że tak mamy.
Żyjemy w świecie, w którym jest tak dużo wszystkiego, że czasem przysłania nam to rzeczy, które naprawdę się w tym życiu liczą i mają znaczenie. Czy mając przecieki, że jutro umrzesz naprawdę będziesz żałować czegoś, czego nie udało Ci się kupić? Czy prędzej tego, czego nie udało Ci się doświadczyć? Poczuć? Że może warto było jednak do niej/ do niego wtedy zadzwonić?
Marnujemy swój cenny czas na rzeczy, które nie mają w dłuższej perspektywie większego znaczenia. Miotamy się w świecie, w którym na dobrą sprawę nie potrafimy się do końca odnaleźć, bo wiecznie coś nam nie pasuje. Nie dostrzegamy szczęścia jakim może być ktoś, kto po prostu jest obok. Czasem lepiej się dopierdolić o coś albo zwyczajnie pokłócić o bzdurę, byleby tylko dowieść swojej racji, zamiast złapać za dłoń i powiedzieć: jestem, czego potrzebujesz?
Nie doceniamy najbliższych, przyjaciół. Zamiast tego wymagamy od ludzi więcej i więcej, a sami często w zamian nie dajemy nic. Bo przecież wszystko się nam należy. Prawda jest taka, że w życiu musi być przepływ. Jak coś dostajesz, to musisz też coś dawać od siebie. Nie mam tu na myśli, rzeczy materialnych. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Energia musi być wyrównana.
Dawaj miłość, czas i dobre słowo. To więcej niż niektórzy mogliby sobie wymarzyć. I ma największą wartość. Nauczmy się naprawdę ze sobą rozmawiać. Nauczmy się siebie naprawdę dostrzegać. Nauczmy się siebie słuchać.
W ostatnim czasie dostałam ogromną szansę doświadczenia i poznania tak pięknych Istot, że nawet mi czasem nie mieści się w głowie, że takie szczęście mogło mnie spotkać. Miejsca, które w moim życiu w brutalny i smutny sposób zostały zwolnione, dziś wypełniły się z ogromną nawiązką i jestem za to autentycznie wdzięczna każdego dnia. Stałam się już totalnie nudna w tej swojej wdzięczności, ale nie przestanę tego powtarzać.
Kocham Was, bo Wy wiecie, że to o Was. Dziękuję. Że jesteście. I za to, że będziecie, bo to jest oczywiste. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło i tak, nic nie dzieje się bez przyczyny. Choć z pewnymi rzeczami naprawdę nie da się pogodzić i choć sama mam swoje wykluczenia co do tej reguły, to jak wiadomo wyjątek potwierdza regułę. Jednak to, co się nam przytrafia, nie przytrafia się nam, tylko dla nas. Najwyższy czas zacząć szukać odpowiedzi na pytanie po co? Zamiast, dlaczego znowu?
Podsumowując, jestem ogromnie wdzięczna, że mi się przytrafiło. Że tak pięknie i tak magicznie. Że tak bardzo niespodziewanie. I tak mocno. Że tak krótko, a jednak tak intensywnie. Że z taką pasją i z taką miłością. Z taką szczerością i taką prawdą. Z taką siłą i z takim żarem. Że pokazało, że istnieje. Bo wszystko jest możliwe, choćby nie wiem jak nieprawdopodobne. Bo pewne rzeczy muszą się stać, żeby takie mogły się wydarzyć. Bo to był jedyny sposób, żeby mnie obudzić. Bo tylko tak mogłam nabrać pewności, że wybrałam odpowiednią ścieżkę. Bo to był najpiękniejszy sposób, żeby mi udowodnić. Bo tylko dzięki temu mogłam naprawdę poczuć to, co dziś czuję. Bo tylko to mogło pozwolić mi uwierzyć. Bo to dzięki temu poznałam naprawdę swoją wartość. Bo tylko w taki sposób mogłam zacząć się czuć taka, jak w tamtych oczach. Bo tylko to i tylko w taki sposób mogło zmienić moje życie na zawsze.
I ono potrafi zaskoczyć, niewyobrażalnie. Jeszcze wiele piękniejszych niespodzianek przede mną. I nie będę udawać, że nie jest mi przykro. Że nie jest mi szkoda, że nie przytrafiło się tak jak sądziłam. Ale tak widocznie miało być. Bo zwyczajnie gdzieś indziej jest jeszcze coś więcej.
Ktoś kiedyś mądrze powiedział, że niektórzy ludzie są nam dani tylko na chwilę.
Ja jestem wdzięczna za każdą taką chwilę.
P.S. Dziękuję, że jesteś
P.
Ten post ma 4 komentarzy
To ja dziękuję że jesteś ❤️ ze otwierasz oczy i piszesz o ciężkich tematach. To ważne i do mnie to dociera. Great job. Love 😘 #supergirl
Do końca świata ❤️ tego i każdego kolejnego ❤️
❤️❤️❤️❤️❤️
❤️❤️❤️❤️❤️