Sardynia

 

This is a wonderful day. I have never seen this one before

~ Maya Angelou

 

***

 

Jest przed 7 rano. Na zewnątrz panuje zimny półmrok. O tej porze roku nawet tu poranki są dość chłodne. Otulam się szczelniej koszulą, którą tak lubię zabierać ze sobą w to miejsce. Dookoła wszyscy śpią. Cisza głaszcze moją skórę. Każdy milimetr, którego z premedytacją nie zakryłam, bo wiem, że za kilka chwil nie miałoby to sensu.

Trawa iskrzy od rosy. W specyficzny, przyjemny sposób skrzypi pod każdym kolejnym pokonywanym przeze mnie krokiem. Do celu. Tym razem tak wybrałam witanie każdego z tych dni i jestem sobie za to niesamowicie wdzięczna.

Idę. Tą samą drogą co wczoraj. Na niewielkim murku, który mijam po drodze siedzi czarno biały kot. Patrzymy sobie głęboko w oczy. Nie spuszcza ze mnie wzroku. A ja z niego. Uśmiecham się i witam z nim. Nie odpowiada. Nie musi.

Idę dalej. Wchodzę na wąską ścieżkę prowadzącą przez roślinność, której różnorodności odcieni zieleni w świetle dziennym nie da się określić konkretnymi nazwami. Nie znam takich kolorów. Co dodaje wszystkiemu jeszcze więcej magii. Przystaję. Oczarowana. Bo niebo zaczyna nienaturalnie zmieniać kolory.

Jest nadal chłodno. Watr lekutko dodaje mi dreszczy, a wiem, że kiedy dotrę na miejsce podczas finałowej sceny spektaklu będzie ich jeszcze więcej i będą jeszcze silniejsze. To dobrze. Idę. Przyspieszam kroku. Aby nie uronić ani sekundy więcej.

Nie chcę być zbyt daleko. Chcę być naocznym świadkiem. Jeszcze tylko kilka kroków. I jestem. Zdejmuję buty i staję jak zahipnotyzowana na chłodnym piasku. Jestem tu sama. Jestem jedyną oddychającą istotą, którą da się dostrzec gołym okiem.

Ta scena jest grana dla mnie. I w tej jednej chwili nie liczy się już nic innego. Wiem, że telefon nie uchwyci tego czego uda mi się być świadkiem, jednak mimo wszystko próbuję. Rozpraszam chwilowo uwagę na nagrywanie, robienie zdjęć, ale jednocześnie staram się być jak najbardziej obecna. Z szacunku do aktorów, którzy grają główną rolę w jednym z piękniejszych spektakli jakich miałam zaszczyt doświadczać w całym swoim wcale nie tak krótkim życiu.

I dopiero teraz tak naprawdę dociera do mnie jaką szczęściarą jestem. Dopiero teraz rozumiem, że gdyby wtedy nie strzeliło mi w kolanie prawdopodobnie w tym momencie biegałabym po jakichś drogach z daleka widząc jedynie skrawek tej palety barw, której teraz namacalnie mogę doświadczać. Absolutnie wszystko w życiu dzieje się po coś. Nie żeby celem mojego tymczasowego uziemienia było doświadczanie konkretnie tego poranka, ale tak, gdyby nie to, straciłabym jedną z bardziej niewiarygodnych chwil w życiu.

Nigdy nie widziałam czegoś równie pięknego. Nigdy tak bardzo nie chciałam, aby czas naprawdę stanął w miejscu. Aby ta jedna chwila mogła trwać dokładnie taka nieustannie. Przez co najmniej godzinę. Żeby całkiem nie przesadzić. Ale choć godzinę… Bo to się nie mieści w głowie. To by się nie zmieściło nawet w najbardziej kreatywnej wyobraźni.

Tego nie da się sfotografować. Namalować. Sfotoszopować. Ująć słowami. To trzeba zobaczyć. Przeżyć. W tym trzeba być. To trzeba czuć. Pozwolić tym kolorom wniknąć w głąb każdej najdrobniejszej komórki ciała. W głąb każdego najmniejszego atomu. Odkryć ramiona i ręce i jak najwięcej części ciała. Aby te kolory, to ciepło mogły je bezceremonialnie dotykać. Gładzić. Pieścić. Powodować dreszcz za dreszczem. Wyciskać łzy wzruszenia. Pozwalać falami wibracji przepływać przez całe ciało. Coraz głębiej. Na zmianę mocniej i subtelniej.

I dziś jestem tu bardziej niż gdziekolwiek kiedykolwiek. Moje stopy zanurzone są w piasku, który przyjemnie chłodzi. Skóra prawdopodobnie przejęła kilka odcieni, które niebo prosto z morza wraz ze słońcem wysyłają z niepohamowaną chęcią w świat, do mnie. Oczy są już pełne łez, wzruszenia. Wachluję powiekami co rusz, żeby nie umknęła mi choćby sekunda.

W uszach rozbrzmiewają najpiękniejsze w tej chwili dźwięki. Fale dobijają do brzegu z charakterystycznym pluśnięciem, jedna za drugą. Rozpuszczają się i robią miejsce na nowe. Poprzez ten szum przebijają się odgłosy ptaków, które witają razem ze mną ten niewiarygodny spektakl. Rozumiemy się bez słow. Tak jak każdy element tej scenografii. Tu nie potrzeba słów.

Każdy centymetr mojej skóry dotykają podmuchy wiatru, które zahaczają o mnie jakby chciały nie pozwolić mi odpłynąć zbyt mocno, bo mogę coś stracić. Nie odpłynę. Nie mogłabym tego przegapić. Nigdy nie byłam bardziej obecna, jak w tej chwili.

Nigdy nie kochałam życia mocniej niż teraz. I nigdy nie czułam większej wdzięczności za to, że po prostu mogę żyć w świecie, w którym natura ma tak nieograniczone zdolności, że potrafi w jeden poranek, jednym wschodem słońca zabrać w najpiękniejszą podróż po wszystkich możliwych wysoko wibracyjnych emocjach jednocześnie. Do świata jak z baśni, najpiękniejszej bajki.

Do miejsca, w którym nic nie boli. Żadne kolano. Żadne życiowe ograniczenie. Żaden brak czegokolwiek. Niedobór. Gdzie nie ma strachu. Nie ma ludzi, którzy chcą skrzywdzić i krzywdzą. Którzy opuszczają. Nie ma nienawiści, złości, zazdrości, zaborczości, zła, wojen, śmierci.

Jest życie. Esencja życia w najczystszej postaci. Ukryta w przepięknym miejscu. W raju. W dziczy roślinności. W magii poranków i wieczorów. W Energii tej wyspy, którą czuję całą sobą. Wśród ludzi, którzy żyją tak, jakby ta jedna chwila, którą teraz mają była jedynym co posiadają. W moim Miejscu na Ziemi.

Tak właśnie jest. Nie masz nic więcej. Nic poza tą jedną jedyną chwilą, której właśnie doświadczasz. Tym jednym zdaniem, które właśnie czytasz. Kęsie, który z takim uwielbieniem smakujesz. Drogą pod górę i z górki. Jedną sekundą.

Tą jedną łzą, która właśnie popłynęła. Jednym dreszczem, który delikatnie przeszywa. Ogromną tęsknotą, która ściska serce. Wyczekiwanym słowem i czynem. Tym jednym dotykiem dłoni. Warg. Pocałunkiem w skroń, w czoło. Uśmiechem.

Podmuchem wiatru. Zapachem lasu. Szumem fal. Wschodem słońca i zachodem. Pełnią księżyca. Kropelką deszczu na nosie. Nagłym śpiewem ptaków.

Nieważne co było. Nieważne co będzie. Wczoraj już nie ma. A jutra może nie być. Jest dziś. Jest teraz. Doceniaj. Zauważ. Kochaj. To, co masz. To, co jest. Póki jest.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Paparazzi

    Pięknie 💙

Dodaj komentarz