Jeszcze Więcej Światła

 

Pozwoliłam sobie na noc, aby mógł nastać dzień

Pozwoliłam sobie na burzę, aby mogło zaświecić słońce

Pozwoliłam sobie na ciemność, aby mogło rozbłysnąć Światło

Pozwoliłam się sobie zatrzymać, aby móc pójść dalej

***

Dziś, po tej bardzo długiej przerwie piszę do Ciebie z innego miejsca. Miejsca, do którego drogą nie wiedziałam nawet, że podążam. Nie będzie podsumowań 2025 roku. Nie będzie tego o czym on był, bo dla mnie nic się nie skończyło. Dziś piszę do Ciebie z nowego miejsca. We mnie.

A dlaczego nie będzie podsumowań? Bo 1 stycznia 2026 roku nie jest dla mnie żadnym początkiem. 31 grudnia 2025 nie różnił się niczym od 28 lutego, 31 maja, 30 września czy jakiegokolwiek innego dnia jakiegokolwiek roku. Przejście z 2025 do 2026 nie robi na mnie wrażenia, bo czas nie istnieje.

I to bez znaczenia, że bliżej mi do 39, a coraz dalej od 38 roku życia. Bo ważne jest to na ile się czuję. A czuję się na jakieś 150, albo czasem nawet 200. Nie fizycznie w ciele, które wybrałam na tę podróż. Mentalnie, emocjonalnie, duchowo.

W naturze nie środek zimy, a wiosna jest nowym cyklem, nowym początkiem. Kiedy wszystko budzi się do życia. Świat maluje się nową paletą barw. Tą cieplejszą. Przyjemniejszą dla oka. Ale ja dziś nie szukam nowych początków. Nie świętuję ich. Uczę się świętować za to każdy dzień życia, bo to każdy nowy dzień jest nowym początkiem. Jest nową szansą.

Ostatni czas w tą zimę, te krótkie dni, gdzie światła było mniej niż ciemności, dostrzegłam, mrok w sobie. W ilości jakiej się nie spodziewałam. Stopniowo, powolutku, delikatnie zderzałam się ze zmianami, których zachodzenia nie zauważałam. Tłumaczyłam sobie nasilenie objawów tym, że tak po prostu mam i taka właśnie jestem, że coś się chyba skumulowało i tyle, nie zauważając, że czymś pewne odczucia były spowodowane.

I nikogo nie winię, nie biję się w pierś za świadomie, lub trochę nieświadomie podejmowane decyzje, po prostu jestem obserwatorem tego przez co postanowiłam sama siebie przeczołgać. Bo nikt inny tego za mnie nie zrobił.

W tym wszystkim mam ogromne szczęście żyć u boku niesamowitego Mężczyzny, który ma ogrom zrozumienia do mojej pokręconej natury. I mam nieograniczone pokłady wdzięczności za przestrzeń jaką dostałam na własną rekonwalescencję. Bez ani jednego słowa sprzeciwu. Kocham Cię Bartosz ❤️

Całe te dni zaplanowałam, może nie co do godziny, ale doskonale „wiedziałam” co muszę (podkreślam muszę, bo ma to ogromne znaczenie) zrobić. Wszystko pięknie nawet rozpisałam na kartce, żeby nie zapomnieć o niczym. I byłam pewna, że doskonale wiem czego potrzebuję. I o ile początkowe dni wskazywały na to, że miałam rację o tyle po dwóch praktykach, które zastosowałam powoli zaczynałam spadać w dół. Wszystko, co wydawało mi się, że wiem w spektakularny sposób zostało rozpieprzone w drobny mak.

Do głosu doszły emocje, których nie potrafiłam nazwać, a które chaos, którym nazywałam początkowo wszystko co się działo, spotęgowały do takiego stopnia, że nie wiedziałam kompletnie co się dzieje. Te emocje z niewiadomych przyczyn, niekontrolowanie dostały przestrzeń na to, aby się wylać, a ja wcale, ale to wcale nie chciałam ani nie planowałam (!!!) niczemu takiemu przestrzeni dać. Bo nawet nie wiedziałam, że coś takiego we mnie wzbiera.

Jedyne co przychodziło mi w tych pierwszych chwilach to to, że nie wiem. Najzwyczajniej w świecie nie wiem. Nic. Na pytanie co mi jest odpowiadałam, że nie wiem. Bo naprawdę nie wiedziałam. Nie rozumiałam. Ciurem lały się łzy, a ja nie wiedziałam dlaczego. Nie miałam powodów do takiej rozpaczy. Mam fantastyczne życie. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak teraz, więc o co chodzi?! Nie wiem.

Szukałam sensu i go nie znajdowałam. Na moment wzlatywałam, a później upadałam z hukiem. Powoli się podnosiłam, a za chwilę znów byłam na kolanach. I jeszcze raz do góry, a później znów jeb. Aż w końcu postanowiłam na tych kolanach zostać. Bo nie wiedziałam którędy wstać.

Zdecydowałam resztką sił, że nie będę już dłużej uciekać. Zdejmę klapki z oczu, zdejmę różowe okulary. Zbiorę wszystkie pokłady odwagi jakie w sobie mam, dostrzegę tą ciemność, wejdę w nią, rozgoszczę się w niej i pozwolę, aby mnie pochłonęła.

To był czas, który zmusił mnie do zaglądnięcia w siebie. I poszukania w sobie miejsca dla siebie. Trąbię o bezwarunkowej miłości, a tymczasem wyrzygało mi się to, że nie mam jej przede wszystkim dla siebie. Dotarło do mnie po raz kolejny, że to nie o robienie, a właśnie o nierobienie chodzi. Że ja choć jestem tego świadoma, to sama nie praktykuję tego co głoszę. Ciągle chcę więcej i robię coraz więcej. Bo wiem, gdzie zmierzam. Tyle, że takim sposobem doszłam do ściany. I jak to pięknie zostało nazwane gotowałam sobie zupę. Ze wszystkiego. I nadal byłam niezadowolona z efektów, bo przecież wszystko się zmieszało w jednym garze. A co gorsza miałam do siebie pretensje, że wciąż robię za mało.

Dotarło do mnie, że sekret naprawdę tkwi w tym, aby najzwyczajniej w świecie się od siebie odpierdolić. Bo żeby siebie usłyszeć nie wystarczy usiąść w ciszy z zegarkiem w ręku, z planem co w kolejnych godzinach jeszcze „zrobię dla siebie”. Najlepszym co można dla siebie zrobić, to nie robić nic. Bo to, co nie jest słyszalne nie stanie się głośniejsze w kontrolowanych warunkach. A jeśli nie dasz sobie przestrzeni do tego, żeby usłyszeć co się dzieje, to stanie się tak, że padniesz na pysk i nie wstaniesz. I wtedy, jeśli sobie oczywiście pozwolisz puścić kontrolę i nie będziesz za wszelką cenę próbować wstać, to istnieje cień szansy, że usłyszysz.

I zrozumiałam. Że coś się rozpada. Że coś się rozsypuje. Coś umiera. I nie wiedziałam, że nie jestem gotowa na tą śmierć. Zdecydowałam przyjąć Światło. Na które nie miałam jeszcze miejsca. To Światło się rozpycha strasznie bezczelnie wiesz? I choć jest Światłem, to sposób jaki wybiera na rozprzestrzenienie się wcale nie wydaje się błyszczeć. Wcale nie powoduje uśmiechu i wcale, ale to wcale nie jest przyjemne w dotyku.

To Światło wyciska z Ciebie siódme poty. Wyciska najgłębiej skrywane łzy. Wyciąga największe bóle i strachy. Przypomina najtrudniejsze przeżycia. Kolekcjonowane przez Ciebie przez cały ten czas. I jest lekcją samą w sobie, bo to od Ciebie zależy, czy dasz się temu wszystkiemu zagrzebać i będziesz próbować znaleźć odpowiedzi, sens, szukać rozwiązań sytuacji, leczyć stare rany, przepracowywać ciężkie chwile, czy traumy. I zagrzebiesz się w nich wszystkich na kolejnych milion chwil. Czy zrozumiesz, że musisz najzwyczajniej w świecie odpuścić.

Ja wybrałam bycie. I odpuszczenie. A to co musiałam odpuścić to kontrola. Nad wszystkim. Choć byłam pewna, że mam to już dawno za sobą. Nie miałam. I puszczałam. Bardzo długo. Boleśnie. Nieprzyjemnie. Z każdej komórki ciała. I czułam jakby cząstka po cząstce coś we mnie powoli umierało. Rozpadało się. Na drobne kawałeczki. A później płonęło żywym ogniem, tylko po to, żebym mogła zrozumieć, że nie w tym wszystkim rzecz. Że to kolejna warstwa, której zdjęcie zrobi przestrzeń na to, kim jestem i kto się we mnie rodzi.

I w tym wszystkim mam ogromny Skarb. A tym Skarbem jest szczęście do Ludzi. I dziś jestem tu, gdzie jestem, integrująca zmiany, zebrana do kupy, bez kolejnej warstwy dzięki wsparciu osobistego Światełka, Które płonie ogniem o niewiarygodnej mocy. Które mówi jak ja Językiem Światła. Z Którym tworzymy razem Cuda. Dziękuję, bo Ty wiesz ❤️

Więc u mnie też bywa mrocznie. Ja też zapominam oddychać. Gubię lekkość. Zapraszam ciężkość i powagę. Plątam się w twardości, niewygodzie. Gubię luz i zabawę, o które tak naprawdę tutaj chodzi. Ale przecież sama to tworzę prawda? Sama w to wchodzę i sama z tego wychodzę. Bo chcę. Bo wiem, że jest coś więcej.

I być może Ty też czasem tak masz. Być może też nie wiesz. Ale nie musisz. Zwyczajnie odpuść i to wystarczy. To bardzo proste. A jednocześnie cholernie trudne. Ale da się z tego wyjść. Bo żadna ciemność nie trwa wiecznie. I żadna ciemność nie jest końcem świata. Żaden świat się nie skończy. I nigdy nie jesteś sam/sama.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 8 komentarzy

  1. Bartek

    Uśmiecham się czytając ten wpis pomimo, że wiem, że było Ci ciężko – że nie zawsze jest łatwo i lekko. Ujęłaś tu ważną rzecz: trzeba odpuścić, nie kontrolować i po prostu żyć. Najlepiej razem 😉 Kocham Cię Paulina♥️

    1. P.

      Kocham Cię Bartosz ❤️

  2. Malwina

    Paula nawet nie wiesz ile czekałam na wpis 🥰 i myślałam ostatnio kiedy, kiedy a tu niespodzianka stęskniłam się za moją lekturą ❤️ dziękuję że jesteś 🫶😘

    1. P.

      Dziękuję, że jesteś, dziękuję, że mnie czytasz ❤️

  3. To ja fizjo :P

    Jesteś tak mądra i piękna w Sobie, Kocham cię, myślę o Tobie, jestem z Tobą. Nawet jak się nie odzywam to zawsze gdzieś tą energię Ci puszczę. Mam nadzieję że ją czujesz

    1. P.

      Oczywiście, że czuję ❤️

  4. Aga

    Czyste emocje – przepięknie Paulina ❣️

Dodaj komentarz