Milion lat

 

Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście

 

~ Wacław Buryła

 

***

 

Nie układam się. Nie potrafię separować emocji. Jakaś nieznana siła działa wbrew logice. Wbrew zasadom. Postanowieniom. Przeczuciom. Decyzjom. Pod prąd. Nie potrafię jednocześnie. Przestać i zacząć. Racjonalnie i emocjonalnie. Być i wiedzieć. Nie potrafię przestać płynąć. Choć nie nauczyłam się pływać. Boję się, że utonę. Że uczepię się brzytwy.

Pod zamkniętymi powiekami widzę to wszystko inaczej. Spod zamkniętych powiek przelewa się uparcie deszcz. Emocje biorą górę nad chłodną analizą. Nad każdą myślą z gatunku teoretycznie nieodpowiednich. A słoność łez sprowadza na ziemię po każdej nowej nieobliczalnej fali uniesień, o które nie muszę prosić. Których nie spodziewałam się tak bardzo. Tak szybko. Tak mocno.

Pozwalam sobie czuć. I czuję jak to gdzieś głęboko rozdrapuje stare i niezasklepione. Jak pęka coś gdzieś, co zszywałam w tak niesprawiedliwym poczuciu. Ze starannością. Jak nie wiem, którędy wraca się na właściwe tory, bo zgubiłam drogę gdzieś pomiędzy pierwszym uderzeniem serca, a pierwszym prawdziwym westchnieniem.

Wszystko przestało być tak. Kurczę się. Nie wiem jak inaczej trwać. Pozwalam ciszy otulić to, co tak bardzo tęskni. Pozwalam, aby chłód innych emocji wyzwolił ten strach. I krzyk. Niech płynie. I płynie, bo nie pozostawia wyboru. Nie daje ukojenia. Nie utwierdza w żadnym przekonaniu.

Zdeptałam wszystkie granice zrozumienia. Idąc na oślep. Pozwalając zburzyć pierwszy mur. Nie mam litości. Bo nie próbuję nawet wstać z kolan. Nie mam słów. Bo nie rozumiem własnych myśli.

Uginam się pod natłokiem uczuć, których nie byłam gotowa mieć. A to co z pasją i determinacją uwrażliwiam od jakiegoś czasu nie ułatwia sprawy. I kotłuje od podstawy aż do końca. W kolorach złota. Czerwieni. Bieli. W kolorze dobra.

Gubię się. A pod powierzchnią skóry tli się coś, co nie potrafi powstrzymać. Co nie pozwala przestać. Wiję się w nocy bez snu. W dniu bez ustanku. Przystanku. Przerwy. Z zapartym tchem. W nieobliczalnej aurze. W nowym powietrzu. Obecności. Nieobecności. Niepewności.

To już przecież milion lat. Choć nie pamiętam dnia z tamtych chwil. Wiem, bo czuję. Jak inaczej płynie czas. Wiem, bo widzę w lustrze zupełnie inną twarz. Inny błysk w oku. Wiem, bo teraz ciało wibruje. Na sto tysięcy nowych sposobów. Ze zwielokrotnioną mocą. W niezrozumiałym rytmie. Zaczepia o dźwięki na nowych częstotliwościach. Przypomina zapomniane smaki i zapachy. Wwierca się w mózg wspomnieniami, których nie mam. Ugniata głęboko jakieś momenty, których sobie nie przypomnę. To było już kiedyś. Nie mogło nie być. Zbyt głośno to wiem. Zbyt dotkliwie czuję.

 

📸 Robert Mach – dziękuję 🙏🏼 ✨

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

P.

Ten post ma 3 komentarzy

Dodaj komentarz