Wierzę, że w życiu otrzymujemy taką miłość jaką sami dajemy innym.
Pamiętajmy każdego dnia o tym, jak chcemy być kochani.
***
To już czwarty raz z dziurą i pustką w sercu. Tym razem dodatkowo powiększoną. Już nawet nie próbuję tego kontrolować. Nie próbuję udawać. Łatać. Wiem, że będzie magicznie. Zawsze, bo to jest piękny czas. Znów będziemy razem, oby w jak najliczniejszym gronie. W te dni wszystko smakuje inaczej, bo wtedy w powietrzu pachnie miłością. Pachnie Rodziną. Rodzina jest siłą i miałam doskonałą okazję się o tym przekonać w najtrudniejszym dla nas czasie. Wsparcia i ilości pomocy jakie wtedy otrzymaliśmy nie da się opowiedzieć. Co pokazało jedynie jak bardzo się kochamy. Jak ważni dla siebie wzajemnie jesteśmy. Dziękuję za wszystko, co dla nas zrobiliście. Kocham Was. Moja piękna Rodzinko. Moi Ludzie ![]()
To jest dla mnie czas na ogromną refleksję nad relacjami. Nad drugim człowiekiem. Nad tym jak niekiedy nie potrafimy docenić najbliższych nam osób. Samego faktu, że są. Jak w wirze codzienności o nich zapominamy. Jak bardzo niekiedy wydaje się nam, że są w życiu rzeczy ważniejsze od tego drugiego człowieka, który jest na wyciągnięcie ręki. Który tak bardzo chce być obok. Zapominamy o sobie wzajemnie. Albo odkładamy na potem, na kiedyś. Bo przecież mamy czas. Gówno prawda. Nie mamy czasu. Życie jest bardzo kruche. A jutra może nie być.
Unosimy się dumą z jakichś totalnie niezrozumiałych powodów. Odrzucamy osoby, które najzwyczajniej w świecie nas potrzebują. Jak ktoś mówi odrobinę innym językiem od naszego – jest be. Brakuje nam empatii. Zrozumienia. Z czego to wynika? Z zazdrości? Bo nie rozumiem. Wydaje się nam, że nasze jest ważniejsze, że to my zawsze mamy rację, nawet jak jej nie mamy. Walczymy ze sobą wzajemnie. Potrafimy się nienawidzić sami chyba nie wiedząc do końca, dlaczego. Bo nie wierzę, że przekuwanie na drugą bliską osobę takiego uczucia jak nienawiść może mieć naprawdę logiczny i realnie ważny powód.
W całym tym amoku nie zdajemy sobie sprawy, że największą krzywdę żywiąc to uczucie wyrządzamy samym sobie. I fakt, kiedy tej drugiej osobie naprawdę na nas zależy, próbuje do nas dotrzeć, coś zmienić, a w zamian za to zderza się ze ścianą, odrzuceniem, to ona cierpi. A jak jest dodatkowo bardzo wrażliwa, to potrafi cierpieć niewyobrażalnie. Czegoś takiego ja kompletnie nie rozumiem, nie zniosłabym myśli, że ktoś może cierpieć przez moje celowe działanie czy zachowanie. Ale to jestem ja, tak już mam.
Nienawiść, którą czuje się do drugiej osoby to trucizna, którą wlewamy w siebie. Nikogo tym tak bardzo nie krzywdzimy jak siebie samych. Bo mentalnie ta nienawiść przelana jest, owszem, na drugiego człowieka, ale energia zostaje w nas. Powoduje frustrację, niekończącą się złość, niesie za sobą przykre sytuacje w życiu, bo wtedy nasze wibracje spadają diametralnie nisko. Wszystko dookoła zaczyna się wykrzaczać. Przestaje się układać. Zaczynamy się częściej potykać. Spotykają nas nieprzyjemne sytuacje. Cały czas coś jest nie tak. Dlaczego? Dlatego, że wszystko dookoła nas zaczyna się dostrajać do poziomu energetycznego na jakim znajdujemy się wewnętrznie. Tak to już jest, że dobro przyciąga dobro, a zło przyciąga zło.
Święta są o relacjach, o miłości. Święta są o Rodzinie. Tej z krwi. Ale również tej z powietrza, którą wybieramy sami. Poniosłam w życiu straty w ludziach. Przechodziłam i nadal przechodzę przez żałoby po stratach „na zawsze”, bo śmierć nas rozdzieliła. Po takich, które rozdzieliło życie, wciąż nie rozumiem, dlaczego, a których naprawdę jest żal. Ale również po takich, które dobrze, że miały miejsce, bo nie niosły ze sobą nic dobrego. Niektóre decyzje musiałam podjąć sama. Przy niektórych cały Wszechświat działał tak, abym mogła się od nich uwolnić, bo tak bardzo mi nie służyły. Co nie oznacza, że taka strata boli mniej. Zwłaszcza kiedy w podziękowaniu za dobro jakie wniosło się w czyjeś życie na koniec dostaje się mocno po pysku. A najmocniej po sercu. Nie nienawidzę. Nie noszę takich uczuć. Wybaczyłam. Jestem wdzięczna za lekcje. I za odległość jaka nas dzieli. Tu, gdzie jestem nie ma miejsca na tamtą energię.
Ponosząc wszystkie te straty, obserwując coraz wnikliwiej swoje otoczenie, ludzi, relacje jakie tworzą lub ich nie tworzą, coraz bardziej doceniam w sobie otwartość na drugiego człowieka. I coraz bardziej boli mnie zachowanie, tych którzy mają w sobie niekiedy tak niewyobrażalnie dużo złości, którą potrafią odbić na kimś kto kompletnie na to nie zasłużył, że niekiedy zastanawiam się, gdzie nas to wszystkich kiedyś zaprowadzi, jeśli się nie ockniemy. Mi naprawdę szkoda jest życia i dobra jakie drugi człowiek potrafi w nie wnieść, aby nie widzieć niczego więcej poza czubkiem własnego nosa.
Tylko ktoś, kto bardzo cierpi rani. To było jedno z moich odkryć tego roku. I tak wiele wyjaśnia. Nie godzę się na takie zachowania i nie staję po tej raniącej stronie, absolutnie. Ale wypracowałam w sobie współczucie do takich ludzi. Człowiek, który nie cierpi nie wyżyje się na drugiej osobie. Nie ma na to energii. Nie wpadnie mu to nawet do głowy, bo podświadomie wie, że to jest zwyczajnie złe. Im więcej cierpienia w Tobie, tym bardziej potrzebujesz świadomości, że ktoś inny też cierpi. I robisz wszystko, żeby to osiągnąć w ten czy inny sposób. Niekiedy kompletnie nie zdając sobie z tego sprawy. Niekiedy celowo. Przecież nie zasługujesz. I jak to jest możliwe, że komuś się układa a Tobie nie? Więc wylewasz swoją frustrację na kogoś, kto nie ma nic wspólnego z Twoimi niepowodzeniami. Kogoś, kto nie jest odpowiedzialny za Ciebie, Twoje życie i wybory jakich dokonujesz. Ale na kogoś przecież trzeba to szambo wylać. Satysfakcja jest bardzo powierzchowna. A to co się pod nią kryje, to jeszcze więcej cierpienia własnego. Sam robisz sobie krzywdę. I to jest w tym najbardziej przykre.
Piszę to wszystko, bo chcę Cię skłonić do refleksji. Nie tyle nad drugim człowiekiem, co nad sobą. Bo zawsze, absolutnie zawsze powinno się zacząć od siebie. Jeśli w Tobie coś jest nie tak, Twoje otoczenie Ci to odbije. Po to abyś mógł się przyjrzeć. Problem polega na tym, że nam się tych brudnych luster nie chce przetrzeć, bo najtrudniej zderza się z prawdą. Najtrudniej staje się naprzeciw niej. Bo prawda boli. Bo ona pokazuje, że nie jesteśmy tacy idealni i nieskazitelni jak się nam do tej pory wydawało. Że mamy bardzo wiele rys, których nie chcemy widzieć. Że to nie cały świat jest pojebany i wszystko sprzysięga się przeciwko nam, tylko sami dokładamy swoją cegiełkę do takiego obrotu spraw.
Wszyscy jesteśmy połączeni. Ja naprawdę w to wierzę i tak to czuję. A w związku z tym wydaje mi się, że nienawidząc drugiego człowieka nienawidzisz w rzeczywistości na swój sposób siebie. Projektujesz to jednak na drugą osobę, bo najłatwiej obwiniać wszystko i wszystkich za swoje niepowodzenia. Projekcja jest z punktu widzenia psychologii mechanizmem obronnym naszego organizmu. Jest powszechnie stosowana przez każdego z nas. Nieświadomie.
Zacznij od siebie. Może zrób sobie taki rachunek sumienia zanim wejdziesz w ten magiczny czas Świąt. Może dokopiesz się do czegoś, co warto będzie wyprosić za drzwi zanim usiądziesz z najbliższymi do wigilijnego stołu? Może warto będzie nie emanować na zewnątrz swoją złą energią, po to, aby osoby z którymi dzielisz ten czas nie musiały mniej lub bardziej przyjąć tego wszystkiego do swojego pola? Bo zwyczajnie nie zasłużyły na to, aby nosić w sobie Twoje złe emocje. I nie po to przecież zasiadają z Tobą przy tym stole.
Moje Święta nigdy nie będą takie same. Niezależnie od tego przy którym stole usiądę to jedno z najważniejszych dla mnie miejsc nigdy nie zostanie już uzupełnione. Nigdy z tamtej strony nie popłynie urocza na swój sposób cisza, kiedy z pozostałych popłynie śpiew kolęd. Moje święta na zawsze straciły już dawny blask, bo przy opłatku nie przytulą mnie te najsilniejsze ramiona jakie znałam.
Staram się jednak w tym wszystkim czuć Cię obok Tato. Bo po prostu wiem, że z nami jesteś. Wiem również, że nadal nie śpiewasz kolęd, ale obecnością trzymasz przestrzeń dla naszych emocji w innym wymiarze, a ja to czuję bardzo mocno. I zawsze jak płynie łza, wiem, że mi ją ocierasz. Tęsknota potrafi być przepięknym uczuciem, bo pokazuje nam jak wiele Człowiek, za którym tęsknimy dla nas znaczy.
Te Święta dla mnie to też zderzenie z dodatkowym smutkiem. Z dodatkową niesprawiedliwą stratą, której musieliśmy doświadczyć przecież tak niedawno. To znów nie będą łatwe Święta. Ale będziemy razem. Z tym i w tym. Razem będziemy tęsknić. I może mimo wszystko pocieszać fakt, że Oni przecież też będą w te Święta razem. Bez nas fizycznie, ale obok nas. Bardzo blisko. Tylko błagam Cię Tato, nie sprzeczajcie się…
Tobie życzę, aby to był magiczny czas. Aby było pięknie, kolorowo, smacznie, wesoło, w gronie Najbliższych, w szczęściu, radości i bliskości. Doceniaj wszystko co masz. Doceniaj każdego Człowieka, który będzie w te dni z Tobą. Nie możesz mieć pewności, że jutro się spotkacie. Czy naprawdę cokolwiek jest warte wyrzutów sumienia do końca życia, że czegoś się nie zrobiło inaczej? Bądź dobry dla ludzi. Bo to sprawia, że jesteś dobry dla siebie. Kochaj. Najmocniej jak potrafisz. Miłość ma magiczną moc. Doceniaj każdą chwilę. Każdy gest, słowo, spojrzenie. Ale też każdą rozbitą bombkę z choinki, niedoprawione albo spalone potrawy, fałszowanie przy śpiewaniu kolęd, niedopracowane ozdoby, spóźnionych gości i wszystko co teoretycznie może wyprowadzić z równowagi. Wszystko ma swój urok. A nawet jeśli coś pójdzie niezgodnie z planem, to przecież na tym się świat nie kończy. I nie o to w tym wszystkim chodzi. A jeśli jeszcze śpisz, to życzę Ci pobudki. Wtedy życie ma zdecydowanie więcej do zaoferowania.
Dla mnie nie ma tak dużego znaczenia, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Mogę podrzeć rajstopy w ostatniej chwili i nie mieć drugich na zmianę, mogę się okidać barszczem, czy czymkolwiek innym, mogę dostać za mało uszek, bo są wyliczone, mogę czuć pierogowy niedosyt, bo nie wypada zjeść tyle ile potrafię, a prawie zawsze mam dziurę w brzuchu, mogę siedzieć przy totalnie nieprzystrojonym stole, przy świeczkach, bo padnie prąd, ale jeśli będę mieć obok siebie swoją Rodzinę to nic, absolutnie nic nie sprawi, że zabraknie we mnie wdzięczności za ten czas. I choć to smutne, bo nie będzie Ich fizycznie i namacalnie, to jednak będą za nami stać. Będą obok. Cały czas. A miłość będzie się unosić w powietrzu. I to jest w te Święta najważniejsze. Żeby tą miłość dostrzec. Docenić. I dać ją od siebie. Bo miłość zawsze wraca.
Życzę Ci magicznych Świąt ![]()
P.S. Dziękuję, że jesteś
P.
Ten post ma 2 komentarzy
Ja znowu ryczę. Pięknie napisane 🫶
Nie wiem czy kiedykolwiek w życiu czytałam coś piękniejszego.
❤️