Wszechświat

Wołałem Cię. Krzyczałem do Ciebie. Z każdej możliwej strony. Budziłem w nocy, śniłem koszmary lub nie pozwalałem zasnąć. Kłułem Cię w najróżniejsze części ciała. Wywoływałem bezpodstawny ból. Zadawałem precyzyjne ciosy z nieokreślonych kierunków. Powodowałem niechciane sytuacje. Raniłem bardzo dotkliwie. Rzucałem kłody pod nogi. Materializowałem znaki. Od samego początku.

Nie słuchałaś. Nie chciałaś widzieć. Tak bardzo się jeszcze nie nauczyłaś. Tak bardzo było za wcześnie. Tak bardzo jeszcze nie doszłaś do siebie. Nie byłaś głupia. Po prostu nie potrafiłaś inaczej. Nieustannie się bałaś. Dlatego Jej nie słyszałaś.

Oboje wiemy, że od początku wiedziałaś. Od pierwszych chwil, wiadomości, sama wiesz, czego jeszcze. Od pierwszego spotkania i wszystkiego, co miało wtedy miejsce.

Przykro się patrzyło na to, jak sama sobie zadawałaś ból, próbując za wszelką cenę udowodnić, że spotkało Cię coś, co jest warte wszystkiego. Z niesłychaną precyzją kolorowałaś tą bajkę do tego stopnia, że czasem trudno było mi uwierzyć, że zrobiłaś tak wiele kroków wstecz.

Chyba nie do końca zdawałem sobie sprawę z tego jak bardzo przez te wszystkie lata się bałaś. I choć pamiętam dokładnie, kiedy powiedziałaś to zdanie pierwszy raz na głos, chyba sam nie do końca wiedziałem jak bardzo się boisz.

Dlatego wmówiłaś sobie, że wierzysz we wszystko, dopisując słowom, i gestom kilka dodatkowych ozdobników, które potrafisz pięknie wplatać, bo tego nauczyło Cię życie. Wygląda na to, że nawet Ci czasem wierzyłem, bo nie miałem pojęcia, że jesteś tak krucha.

Wpuszczając Go nie przypuszczałbym nawet, że wszystko zajdzie aż tak daleko. Bardzo tego nie chciałem, bo wiedziałem, że jeśli się nie zatrzymasz złamie Cię to niewyobrażalnie. Dlatego krzyczałem.

Moja rola na tym świecie czasem jest bardzo niewdzięczna, bo świadomość cierpienia moich Dzieci jest najtrudniejszą konsekwencją posiadania tak wielkich mocy. Próbowałem ze wszystkich sił Cię ostrzec. Ale jesteś Cholero okropnie uparta.

Miałem na Ciebie nieustannie oko. Zaznaczałem co jakiś czas, że owszem masz rację, licząc po cichu na to, że kropka po kropce połączysz wszystko w jedną całość. Nic Cię nie powstrzymywało. Pękało mi serce, bo wiedziałem, jak cierpisz, ale z drugiej strony byłem dumny z tego jak dobrym stałaś się Człowiekiem. Jak bardzo dbasz i myślisz o innych, stawiając siebie na dalszym planie. Niezależnie od tego, jak bardzo destrukcyjnie działało to na Ciebie samą, pokazywało jak wielkie masz serce i jak bardzo otwarte na ludzką krzywdę. Tym mi zaimponowałaś i udowodniłaś, że to, co zaświtało tak bardzo dawno temu, zaczęło się objawiać w niesamowity sposób, po tych wszystkich latach.

Obiecałem sobie wtedy, że kiedy uporamy się już z tym wszystkim popchnę Cię tam, gdzie powinnaś być. Ale najpierw musieliśmy sobie poradzić z drugą w Twoim życiu najtrudniejszą lekcją. Zbyt długo nie słuchałaś. Nie miałem wyjścia. Musiałem w tym wszystkim wbić Ci nóż w serce.

Ruszyłaś z ogromną siłą w stronę, w którą subtelnie starałem się Ciebie popychać co jakiś czas. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo zaczęłaś Ją słyszeć. Początkowo był to rodzaj szeptu, ale mnie napawał ogromną wiarą, że szykuje się przełom. Odniosłem w pewnym momencie wrażenie, że sytuacja wymknęła się spod kontroli, w co nawet mi trudno uwierzyć, mając świadomość posiadania tak ogromnej mocy sprawczej, ale nie wiem, może w tamtej chwili byłem już tak bardzo wyczerpany Twoim zagubieniem, że sam założyłem klapki na moment na oczy?

Nie szukam usprawiedliwienia, choć biję się w pierś, bo naprawdę uważam, że nie zasłużyłaś. Kiedy się ocknąłem widziałem już jak daleko to zaszło i wiedziałem, że muszę Cię zranić bardzo dotkliwie. Zagrałem ze sobą w kamień, nożyczki, papier i zostałem przegłosowany, bo wiedziałem, że to dźwigniesz. Wiedziałem też, że jeśli nie podejmę tak drastycznych kroków, Ty się nie wycofasz.

I zrobiłem to. Roztrzaskałem Twoje serce na odrobinę mniej kawałków niż ostatnim razem, ale jednak z perspektywy tego, że poprzednie nie miały szansy wrócić na swoje miejsce, spowodowałem niezły burdel.  Patrzyłem jak z uporem maniaka robiąc dobrą minę do złej gry walczyłaś. Nie poddałaś się do samego końca.

Przejęłaś nawet w pewnym momencie kontrolę nad całą sytuacją, a to pokazało, że jesteś silniejsza niż mi się kiedykolwiek wydawało. Nie jestem katem, nie chciałem się nad Tobą znęcać. I serce mi pęka za każdym razem, kiedy jestem zmuszony dać Ci lekcję. Czasem nie mam wyjścia. Czasem musi boleć.

Znam Cię doskonale od pierwszego uderzenia serca. Obserwowałem przez całe Twoje życie. Towarzyszyłem Ci na każdym kroku. Poznawałem Cię i kierowałem na odpowiednią ścieżkę. Nie byłaś łatwym przypadkiem. Zaliczyłbym Cię raczej do grona tych mocno zbuntowanych.

Najbardziej wkurwiało mnie to, że widziałem Twój potencjał, a Ty za wszelką cenę jak na złość przez te wszystkie lata starałaś się go w sobie zagłuszyć. Popełniałaś błąd za błędem. I kiedy wracałaś na właściwe tory, poddana kolejnej próbie znów się potykałaś. Nie dało się inaczej. Bo inaczej byś nie zrozumiała. Inaczej byś się nie obudziła.

Wiem, że wytoczyłem ostatnimi czasy najcięższe działa, ale poznałem Cię już na tyle mocno, że zwyczajnie byłem o Ciebie spokojny. Wiedziałem, że sobie poradzisz. Wiedziałem, że Ty nie upadasz tylko atakujesz podłogę. Wiedziałem, że z kłód pod nogami budujesz coraz zgrabniejsze schody. I szczerze powiedziawszy napawa mnie dumą świadomość tego, kim się stałaś. Podniosłaś się i po tej lekcji, o dziwo bardzo szybko. Odporność jaką w sobie wypracowałaś mogłaby być inspiracją dla wielu osób. Każde doświadczenie Cię czegoś uczy, a Ty potrafisz dostrzec płynący z niego morał.

Dziś jestem z Ciebie niesamowicie dumny, dostałaś potwierdzenie, o które jakiś czas temu poprosiłaś.  Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałem. Być może jeszcze nie byłaś gotowa na to, żeby je uzyskać. Całkiem normalną reakcją w podobnej sytuacji byłoby cierpienie. Bo świadomość potworności sposobu w jaki zostałaś oszukana, był kolejnym ciosem. Okazało się, natomiast, że Ty w tym wszystkim zamiast szukać bólu w sobie, odnalazłaś radość, bo konsekwencją było czyjeś dobro.

Pokazałaś po raz kolejny, że są w życiu ważniejsze rzeczy od użalania się nad własnymi doświadczeniami i zastanawiania, dlaczego mnie to spotkało. Okazało się, że jesteś ponad wszystko, co ciągnie w dół, co podcina skrzydła. A to jest Twój i mój największy sukces. I najpiękniejszy dowód na to, że wzniosłaś się wyżej niż kiedykolwiek sądziłaś, że jesteś w stanie. Z tej wysokości jest bliżej do nieba.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 2 komentarzy

  1. Malwina

    Co więcej ciągnęła za sobą mnóstwo osób uczepionych u nogi nie narzekając. Ciesząc się wręcz, że może pomóc się im rozwijać. Zawsze z dobrym nastawieniem, ciepłym słowem i sercem na dłoni.

Dodaj komentarz