Próbuję wtopić się w nową rzeczywistość, mierzoną ilością minut, godzin, dni, tygodni, miesięcy. Nie chcę, żeby zaczęło się w latach
Łączę kropki, których rezultat jest sumą nieprzespanych nocy, spędzonych na cięciu każdej nitki w drobny mak. I wcale nie chce mi się po tym wszystkim sprzątać
Programuję codzienność na swój wymuszony sposób, bo jeśli ode mnie miałoby zależeć, wyglądałoby nieco inaczej. Zakładam, że i tak mimo wszystko radzę sobie świetnie
Składam do kupy coraz mniej zrozumiałe zdania, chcąc ukryć wszystko, co tli się w środku. Dodaję kilka ozdobników, kręcę, zmieniam temat, udaję kogoś kim w danej chwili nie jestem
Za mało miałam czasu, żeby się nauczyć, że jest, zanim zdążyło przestać być. I tak naprawdę w pustce pomiędzy było, a jest brakuje ewidentnego zaprzeczenia, że wtedy jednak spałam
Zupełnie niesprawiedliwie atakuję samą siebie. Jakbym co najmniej to ja beztrosko sobie zakpiła z czegoś, co odbudowało poczucie bezpieczeństwa. Paradoksalnie w trakcie wielkiego wybuchu
W tym jednym miejscu usilnie trwa przez cały czas, chyba tylko po to, żeby dłużej bolało. I bawi się w kotka i myszkę, bo jakimś cudem raz jest, raz nie, w zależności od kaprysu
Staram się przyglądać coraz bardziej z boku, każdej myśli, która się zapala. Dojrzalej brzmią wraz z kolejnymi dniami. Choć wciąż pozostawiają wiele do życzenia
Nie potrafię się jednak pozbyć tego wewnętrznego kłucia, które uparcie zaprzecza logice. I gubię się, jak dziecko we mgle, bo czasem naprawdę już chciałabym do przodu
Nie pozostawia to wszystko wyboru, a jednak decyduję wbrew. Dlaczego? Bo zwyczajnie nie podoba mi się przyjęcie do wiadomości
Wolę ciosać kołki, wbijać w serce, drażnić głowę, spędzać sen, solić poduszkę, upadać co rusz, łamać postanowienia, naginać fakty, szukać drugiego dna, pisać historie, zanurzać w sobie i wylewać
I tak po prostu, najzwyczajniej w świecie już nie chcę w ten sposób. Z dziurą niewypełnioną niczym, poza jakimś nieprzyjemnym mrowieniem, którego usilnie nie daje się zniwelować
Bez zawahania chcę skoczyć tam, gdzie pasuję, nie oglądając się za siebie. Nie myśląc co będzie jutro, bo jeśli dziś będzie takie jak chcę, to jutra może już nie być
P.S. Dziękuję, że jesteś
P.