Jednak Skorpion

 

Every man is two men: one is awake in the darkness, the other asleep in the light

~ Khalil Gibran

 

***

 

Moja wiedza astrologiczna zaczynała i kończyła się głównie na świadomości tego jaki jest mój znak słoneczny, księżycowy i ascendent. Słucham też czytań tarota na YouTube, tam dowiedziałam się o astrologii wedyjskiej, troszkę o niej usłyszałam, w związku z czym brałam pod uwagę podczas tych czytań również tamten słoneczny znak. Sporo cech każdego z nich mi pasowało. Ogólnie nie zgłębiałam jakoś specjalnie wiedzy odnośnie znaków zodiaku. Miałam mniej więcej pojęcie, bo coś tam czytałam. Słuchając rozkładów też dało się wywnioskować pewne rzeczy. Utożsamiałam się tak po prostu z podstawowymi cechami Lwa, Panny, Wagi i Strzelca.

I nawet przebiegało mi kilkukrotnie przez myśl zaczepienie się o temat astrologii, bo od dłuższego czasu z różnych miejsc pojawiały się interesujące mnie kwestie związane z nią. Trafiłam na przepiękne karty Heavenly Bodies Atrology, które uwielbiam, no i przecież Księżyc, który kocham. Jego fazy. I Słońce i Gwiazdy i Planety i Kosmos. I wszystko. Tylko nie wiedziałam od czego zacząć, a jak nie wiem od czego zacząć, to łatwo zastępuję chęć nauczenia czymś innym, bo jest tyyyyyyyle do odkrycia.

Na Abhi’ego trafiłam oczywiście zupełnym nie przypadkiem. Po mojej sesji KAP zostałam dodana do grupy na Whatsapp, gdzie będące na niej Osoby dzielą się różnymi polecajkami związanymi z tematami, które mnie bardzo intrygują i interesują. Któregoś pięknego dnia, na krótko przed moją Vipassaną pojawiła się opinia jednej z Dziewczyn o czytaniu astrologicznym u Abhi’ego właśnie. I nie będzie tu raczej zaskoczeniem, że kilka dni wcześniej myślałam o tym, żeby poszukać kogoś kto takimi czytaniami się zajmuje. Od razu więc zareagowałam, że ja chcę.

Okazało się, że nasza Vicky zna Abhi’ego, to Ona poleciła Go na Grupie, której zresztą członkiem również jest. Więc do Niego napisałam. Podałam wymagane dane do odczytu i zabukowałam dość odległy majowy termin, bo On jest wręcz rozchwytywany. I tak sobie czekałam. Dziś jestem już po. Posiadam swój ponad 500 stronicowy raport, który z ogromną ciekawością będę rozpakowywać i rozkminiać, bo wygląda na to, że „od czego zacząć” spadło mi „z nieba” praktycznie na zawołanie.

Kim jest Abhi? Abhi jest chyba Aniołem 🤔  A przynajmniej jakimś jego ziemskim widzialnym odpowiednikiem. Tak mi się przynajmniej wydaje. Moje czytanie w kalendarzu ustawione było na 1h 20 minut. To kupa czasu. Tyle, że nie wiedziałam, że prawdopodobnie kilkadziesiąt dni byłoby potrzebne, żeby ten mój raport od deski do deski omówić. A może i więcej.

Denerwowałam się. Po części rozmowy po angielsku, ale również tym, czego się dowiem i przede wszystkim, kompletnie nie wiedziałam na czym taki odczyt może polegać. Czego się spodziewać. Bardzo szybko okazało się, że nie było się czego bać. Spotkanie zostało nagrane, żebym mogła sobie je odtworzyć w przyszłości, co było niezbędne ze względu na ilość informacji. Ale też po dłuższej rozkmince udało mi się włączyć napisy, które nie do końca były trafne, ale kilka razy jednak pomogły.

I? Zostałam wprowadzona w świat astrologii wedyjskiej. Czyli moje zaplecze wiedzy w postaci słonecznego Lwa – zamiast Panny zostało potwierdzone. Druga z kolei rzecz to księżycowo – Panna zamiast Wagi. Ale co chyba najważniejsze – ascendent w Skorpionie zamiast w Strzelcu. I od tego się zaczynam. I tu tak wiele się odsłoniło. Z braku wiedzy i z ignorancji własnej, bo z niczego innego, zawsze bałam się Skorpiona. Chyba ze względy na ten szpikulec 😂  A tu dzień dobry, bardzo mi miło Skorpion jednak jestem.

Abhi czytał ze mnie jak z otwartej księgi. Nie mogłam się nadziwić jak wiele z tego co o mnie mówił odzwierciedlało się w mojej rzeczywistości. Włącznie z problemem z prawym barkiem, lewym kolanem… Nie wiem, czy robiłam głupią minę, bo nie zapytałam o to, ale z każdą kolejną informacją wewnętrznie rósł we mnie szok. Z każdą chwilą wszystko czego się dowiadywałam łączyło się pięknie w całość. Dawało mi obraz siebie z zupełnie innej perspektywy. A wiem, że poruszyliśmy jedynie skrawek mnie samej. Jedynie strategiczne kwestie w kierunkach w jakie nasza rozmowa popłynęła.

Jednym pytaniem zbił mnie z tropu. A później drugim. I wtedy poczułam, że jest grubo. Że zaczynamy grzebać naprawdę głęboko i już nie o sam odczyt astrologiczny chodzi, a też o grzebanie w moich cieniach. O wyciąganie ich na światło dzienne, bo to co dziś spowodowane jest właśnie nimi. Czego uczyła mnie już przecież Vipassana. Tyle, że tam sama grzebałam, a tu? Obcy Człowiek tak naprawdę „wszedł do środka”. I w pierwszej chwili przebiegła mi owszem przez głowę myśl, że aż tak głęboko to ja Go przecież nie zapraszałam. No i przecież to było czytanie astrologiczne, a nie sesja terapeutyczna z psychologiem. Chyba byłam w błędzie.

I w tamtej chwili przypomniało mi się Full Fuck Yes z książki, którą obecnie czytam. I te quantum leaps, które są możliwe jedynie wtedy, kiedy pozwolę sobie na wyjście ze strefy komfortu. Kiedy zaufam. Poddam się. I odpuszczę. Wzięłam do tego oddech i wybrałam się na spacer z głowy do serca. Co tam odkryłam? Spokój. Bo Chłopak, który „siedział naprzeciwko mnie” miał niespotykaną Energię. I przecież dopiero co babrałam się w stanie, w którym odczuwałam dotkliwie brak ręki, która mnie poprowadzi. Dopiero przecież zderzyłam się ze świadomością, że na dobrą sprawę jestem w tym wszystkim trochę sama, bo to ja ciągnę za sobą, a mnie nie ciągnie nikt. Że ja to wszystko sama odkrywam i jedyne co mam to zaufanie do własnej intuicji, że dokonuję dobrych wyborów. Że podążam w dobrym kierunku. I teraz co? Znów się boję?

To wszystko, co teraz piszę działo się w ułamkach sekund, a ja miałam wrażenie jakby moja rozkminka trwała kilkanaście minut. Miałam początkowo obawy o to, gdzie my jesteśmy i w jakim kierunku zmierzamy. Owszem. Ale jednocześnie poczułam się absolutnie bezpiecznie. Poczułam, że naprawdę, choć to wydawało się pierwotnie trochę niewiarygodne, ale, że mogę Mu totalnie zaufać. Stworzył nam taką przestrzeń, w której naprawdę poczułam się zaopiekowana.

I ani się obejrzałam, a mój język sam się rozplątał. Odpowiadałam swobodnie na niewygodne pytania i nasza rozmowa powoli zaczepiała o bardzo trudne dla mnie sprawy, o głębokie przeżycia, choć nie do końca nazwane, bardziej do tej pory czute, ubrane w kilka zmixowanych w głowie ze sobą obrazów, bez wiedzy który jest rzeczywistym powodem i czy któryś w ogóle nim jest. Trauma. Po prostu padło pytanie, a ja odpowiedziałam, że tak. Że czuję, że mam. Nie wiem co dokładnie się wydarzyło, bo to spekulacje na podstawie wizji podczas sesji oddechowych i analiza zachowań mojego ciała w poszczególnych sytuacjach, ale tak, czuję, od dłuższego czasu, że mam. I On wiedział. Po prostu wiedział.

A potem weszliśmy w szczegóły pewnych kwestii o których chyba z niektórymi, nawet bliskimi osobami trudno byłoby mi rozmawiać, a już tym bardziej w normalnych okolicznościach z nowo poznaną osobą. A z Abhi’m? Płynęło. Czułam się trochę tak, jakby pociągał u mnie za jakieś niewidzialne sznurki. Tak pięknie wszystko tłumaczył. Zaczynałam powoli mieć świadomość z czego niektóre rzeczy mogą wynikać. Zagłębiliśmy się mocno we mnie. W problem, który ostatnimi czasy dotkliwie mi zaczął dokuczać. Jeszcze niespełna dwa dni wcześniej wyłam do Księżyca z tego powodu, a tu nagle rozkładałam to na czynniki pierwsze z jakimś Kosmitą w niesamowicie pozytywnym tego określenia znaczeniu.

Na koniec Abhi zaproponował, że przeprowadzi mnie przez ćwiczenia, które pomogą uwolnić emocje jakie zaczęły we mnie narastać podczas naszej rozmowy. Łzy kilkukrotnie cisnęły do oczu i ewidentnie coś się działo. Gdzieś były napięcia. A ja dostałam szansę, żeby z profesjonalną pomocą je z siebie uwolnić. Nasza sesja odrobinę się przeciągnęła, a po? Czułam się zdecydowanie lżej. Nawet sam Abhi powiedział, że widzi we mnie zmianę, że zaczęłam się uśmiechać.

Takiego dnia jak kolejny po sesji jeszcze u siebie chyba nie miałam. A przynajmniej nie pamiętam takiego, odkąd jestem bardziej świadoma stanów, w których się znajduję. Noc nie była jakaś wyjątkowo ciężka, za to poranek owszem. Medytacja w ogóle mi nie szła. Nie wiem, kiedy ostatnim razem było mi w niej tak niewygodnie. Pierwszy raz, odkąd wróciłam z Vipassany skróciłam ją, bo musiałam najzwyczajniej się położyć choć na chwilę. Tak jak siedziałam położyłam się na dywanie i zasnęłam naprawdę bardzo głęboko. Wybudziła mnie wibracja budzika na nadgarstku. To było 25 minut, a ja się czułam jakbym usnęła co najmniej na godzinę. W ogóle mi to nie pomogło. Miałam wrażenie, że z każdą kolejną chwilą jest mi gorzej. Cały ten dzień był wyzwaniem. Starałam się nie jojczeć w pracy, bo nikomu to nie było potrzebne, ale kurwa jak mi było źle ze sobą! Nie lubiłam się za bardzo tego dnia.

Czułam się trochę jak nie ja. Było mi niewygodnie ze sobą, ale też w sobie. Trudno tak naprawdę określić, jak się czułam. To był dziwny stan. Byłam osłabiona, zmęczona, trochę jakby zirytowana, ale też dziwnie roztrzęsiona. Pisałam do Abhi’ego rano o moim ponad 500 stronicowym raporcie, który mi wysłał, zapytał jak się czuję, więc się z Nim tym podzieliłam. Dostałam bardzo dużo wsparcia. Bardzo dokładnie wytłumaczył mi, że podczas sesji pojawiło dużo złości i frustracji, co częściowo udało się nam uwolnić ćwiczeniami, ale prawdopodobnie moje ciało potrzebuje więcej czasu.

Zaproponował sesję, ale ten dzień miałam tak wyjątkowo zapełniony, że trudno byłoby mi wygospodarować na to czas. Polecił pić dużo wody i uziemić się, co zrobiłam. Wieczorem już czułam się lepiej, ale zaczęły mi wypływać różne nowe rzeczy. Pisaliśmy o tym, Abhi polecił mi nawet jedną Kriyę z Hatha jogi, która może mi pomóc z pewnym problemem. Dostałam bardzo dużo wsparcia. I zapewnienie o tym, że kiedy tylko będę mieć jakiekolwiek pytania mogę śmiało poprosić o pomoc i zawsze ją otrzymam.

I to nie był koniec całej przygody. Okazało się, że Abhi pracuje z metodą TRE (Trauma Release Exercise). Zapytał, czy chciałabym spróbować, bo czuje, że to może mi bardzo pomóc. Oczywiście, że chciałabym i od razu zapisałam się na pierwszą sesję wprowadzającą na najbliższą sobotę. Później udało mi się również zapisać na sesję 1:1. Czuję, że w połączeniu z KAP (którą miałam dwa dni później) to wszystko co się dzieje będzie naprawdę mocno transformujące. Już widzę różnice w swojej Energii, a przecież jeszcze nawet nie minął tydzień.

Znów to powtórzę, ale życie naprawdę jest niesamowite. Fakt jakie synchroniczności potrafią się zadziać przy takim najszczerszym z serca wołaniu o pomoc zaskakuje mnie nadal. I raczej wątpię, że kiedyś przestanie. Ale to dobrze. Ostatnie wydarzenia znów nie były dla mnie łatwe. Najpierw zawiódł Ktoś, komu tak szczerze zaufałam. Później zostałam znów w przerażający sposób oszukana, żeby tylko po raz kolejny zaglądnąć w miejsca, w które już nie chciałam, w które sądziłam, że już nigdy nie będę musieć.

I nagle zderzam się z pytaniem czy jestem na tyle otwarta, pomimo tych doświadczeń, żeby zaufać. Obcej Osobie. Ale czasem już tak jest, że to coś więcej w nas, które trzeba samemu znaleźć wie lepiej. I nieważne jak niekomfortowo może się wydawać w pierwszej chwili, ono wie. Albo Ona. Intuicja.

Ludzie zawodzą. I będą zawodzić, dopóki wszyscy się nie obudzimy. Ale Abhi po raz kolejny potwierdził mi, że niezależnie od tego, ile osób nam to zrobi, naprawdę warto wierzyć w ludzi. Nie zetknęłam się jeszcze z taką bezinteresownością „twarzą w twarz”. Nie doświadczyłam na sobie takiej chęci niesienia pomocy drugiemu człowiekowi, chęci dźwigania czyichś problemów, wspierania nie oczekując nic w zamian. Z całego serca wierzę, że takie Osoby jak On posiadają magiczną moc, dzięki której mają szansę zmieniać ten świat na lepsze. Rękami i nogami podpisuję się pod tym wszystkim co robi i będę Go polecać każdemu, kto będzie potrzebował takiej pomocy. Ten świat mieści w sobie magiczne Osoby. Piękne jest to, że ja mam zaszczyt na nie trafiać.

I nie ma się czego bać. Naprawdę warto zaufać. Otworzyć się, bo to, co czeka po drugiej stronie jest warte wyjścia z miejsca, w którym jest tak wygodnie. Niespecjalnie przyjemnie, bo wiecznie się przecież narzeka, ale jednak komfortowo. Wszystko, co znane jest komfortowe. A to, co nieznane bardzo często przeraża. Zetknięcie z cieniem to nie jest zabawa. Może być nieprzyjemnie. Może boleć jeszcze raz. Jeszcze dwa. Albo jeszcze kilka. Ale tak się składa, że kiedy pojawia się światło życie smakuje inaczej.

Mam ponad 500 stronicowy raport. Jest z czym pracować. Ale chcę. Być swoim najwnikliwszym obserwatorem. I to wszystko tak pięknie się mi się łączy… I kurde, naprawdę, powoli coraz lepiej zaczynam rozumieć kim jestem.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 8 komentarzy

  1. Paparazzi

    Brawo 🙂
    💙

    1. Malina

      Dzisiaj od samego rana czekałam na ten wpis ❤️ jestem pod wrażeniem

  2. Abhi

    Thanks a lot for taking this step to share your intense inner journey Paulina. You are a very strong & courageous soul. Greatly appreciate your efforts to share your inspirational inner journey with others.

    1. P.

      Thank you for being part of my journey 🫶🏼

  3. Natalia

    Spotkałaś kogoś, na kogo zasługujesz 🩵

Dodaj komentarz