Motyl

 

The letting go

The setting free

The bittersweet

But sweet release

A heavy sky

Hangs on the sea

Then all at once

An opening

High above the storm

Everything is

Beautiful

 

I am

Lifted

[…]

I am

Free

 

I’ve been

Holding on

I’ve been holding on

Too long

[…]

Now I’m lifted

 

~ Lifted – TRVSTFALL

 

***

 

Nie pamiętam, kiedy to było. Zupełnie nie potrafię osadzić tamtych wydarzeń w konkretnym okresie. Zauważyłam, że z biegiem czasu, czas przestał mieć dla mnie tak istotne znaczenie jak dawniej. Za to z doskonałą precyzją potrafię przypomnieć sobie to, co wtedy czułam.

Dziś obserwuję tamte wspomnienia z boku. Mam takie poczucie jakby nie do końca były moje. Jakby niezupełnie dotyczyły mnie. I na swój sposób mam w tym sporo racji, bo dziś nie jestem już tamtą Dziewczyną.

Podziwiam Ją i przytulam z nowego miejsca, w tej przyszłej wersji, która kiedyś podczas jednej z sesji z moim osobistym Aniołem wyciągnęła mnie z dość przykrego stanu. Tamta Dziewczyna cholernie się bała. I choć ogromnego progresu w zwiększeniu poczucia własnej wartości czy nabraniu odwagi nie można Jej odmówić, dziś śmiało mogę powiedzieć, że były to początki.

Urocze z jaką wręcz dziecięcą radością odkrywała tajniki pracy z Energią, z jakim zaangażowaniem podchodziła do każdej nowej rzeczy jakiej się uczyła i jaką odkrywała w sobie. Jak bardzo wydawało się Jej, że to Ona decyduje o tym jak potoczy się każdy proces.

Nie przewidziała jednak tego, pomimo świadomości jaką posiadała, że Wszechświat ma zawsze swój plan. Że bardzo lubi wrzucić nas na głęboką wodę. Ale też, że zawsze daje nam jedynie to na co jesteśmy gotowi. I czasem niestety są to sytuacje, które jak zwykliśmy powtarzać przerastają nas, które są ponad nasze siły.

Czasem strach osiąga tak niewyobrażalny poziom, że mamy wrażenie, że zginiemy. Że gramy główną rolę w filmie grozy, że na każdym rogu czyha na nas niebezpieczeństwo. Emocje potrafią być dużo silniejsze od zdrowego rozsądku i bardzo często im się podporządkowujemy. I nie dociera do nas żadne zapewnienie ze strony Przyjaciela, który ma mnóstwo argumentów na to, że nic nam nie grozi.   

Jaki jest najlepszy sposób na taką sytuację? Odpuścić. Zaufać. Odsunąć się od niej na jak największy dystans. Nie próbować forsować niczego. Uwierzyć, że przyjdzie odpowiednia pora. I na swój sposób zapomnieć.

Tamta Ja tak właśnie wtedy zrobiła. Denerwowała się, kiedy próbowano Ją wciągać w tą całą sytuację, bo podskórnie wiedziała, że nie jest gotowa. I nikt nie był w stanie Jej wmówić, że jest inaczej. Prawda jest taka, że nie do końca rozumiała co się dzieje. Brakło podstaw, fundamentów. I pomimo posiadanej wiedzy nie mogła przewidzieć, że wszystko co robiła wyniosło Ją ponad to delikatne i piękne Reiki.

A żeby wyjść z tej bezpiecznej strefy komfortu musiała się zderzyć z energią, której nie potrafiła okiełznać. I tak to właśnie było. Strach przejął kontrolę, a Ona odpuściła. Czy to źle? Nie, wszystko jest po coś.

Pewnego pięknego dnia, kompletnie nie wiadomo skąd zrozumiałam, że Jej już nie ma. Że Ja już nie jestem Nią. Zrozumiałam, że dopiero teraz czuję tak naprawdę jak silna jestem. Bo wewnętrznie krzyknęło we mnie zupełnie niespodziewanie „COŚ”, że jestem gotowa. I byłam gotowa na wszystko co ta sesja ze sobą przyniesie.

Przez Abhiego – mojego osobistego Anioła jestem cały czas prowadzona. Ufam Mu bezgranicznie. Mam nieocenione wsparcie za każdym razem jak go potrzebuję. Zostałam w ekspresowym tempie „przeszkolona” z tego jak sobie radzić. Mogłam skorzystać z Jego obecności i prowadzenia podczas sesji, ale ta nowa Ja jest już tak odważna, że wiedziała, że chce to zrobić sama.

Nie bałam się. Przez ani sekundę nie poczułam, że nie jestem gotowa, że może jednak nie, że może to nie ten czas. Miałam niezachwianą pewność siebie, po prostu wiedziałam, że sobie poradzę. I tak w zupełnie inny sposób, w innych okolicznościach, miejscu, przestrzeni zrobiłam to. I tak między Bogiem a prawdą, trudno powiedzieć, że wiedzę uzyskaną półtorej dnia wcześniej udało mi się obcykać do perfekcji, bo tak nie było. Ale to, co jest dla mnie najważniejsze, miałam do siebie pełne zaufanie. Wiedziałam, że potrafię stworzyć bezpieczną przestrzeń na ten proces, bo ostatnie lata mnie do tego przygotowały. Nikt ani nic nie byłoby w stanie sprawić, że zwątpię.

Faktycznie jestem ponad Reiki. I nie zastanawiam się już co wolno, a czego nie wolno. Czytam i słucham dużo. Nie biorę za pewnik wszystkiego. Z każdej swojej „pomocy” w rozwoju wyciągam już tylko to, co jest dla mnie odpowiednie. I nie wierzę w to, że nie powinno się łączyć pewnych rzeczy czy technik.

Mam swoją filozofię na ten temat, która uważam jest bardzo na czasie i naprawdę ma sens. Dla mnie liczy się intencja. Jeśli wchodzę w proces, który ma nieść dobro drugiej Istocie to, dlaczego miałabym nie korzystać ze wszystkich niosących dobro narzędzi do jakich mam dostęp? Jeśli chodzi o miłość dla mnie nie ma ograniczeń. Dopóki jest to prawdziwa miłość, to idzie ona w parze z dobrem. I to nie podlega dyskusji.

Nie miałam oczekiwań odnośnie tej sesji. Po prostu ufałam sobie. To moje i Jej intymne doświadczenie, dlatego nie zamierzam się dzielić szczegółami, ale jestem z Nas dumna. Zaufanie jakim siebie darzymy pozwoliło nam wejść bardzo głęboko i czuję, że to nie ostatni raz, bo zyskałam po tej sesji jeszcze większą pewność co do tego jak bardzo chcę w taki sposób pomagać. Jej pomagać.

To, co się działo było magiczne i kosmiczne na swój sposób, czasem nadal przecieram oczy ze zdumienia jak bardzo moja intuicja potrafi mnie prowadzić. Jak wiele zmieniło się we mnie od pierwszego Kursu Usui Reiki – czyli czasu w których zrobiłam pierwszy krok w kierunku pracy z Energią. I cholera nie wiem, gdzie ja zmierzam, ale jedno wiem na pewno. Dziś? Jestem nie do zatrzymania.

Stałam się kimś kim od zawsze chciałam być, choć całe swoje życie nie potrafiłam tego nazwać. Wiem, że ta mała Paulinka nigdy nie rozumiana, która w pewnym momencie nawet przestała próbować artykułować to co krzyczało w niej od środka, dziś została bardzo mocno przytulona przez Jej starszą i dojrzalszą wersję.

Że pierwszy raz naprawdę w życiu Ona została dostrzeżona, doceniona, za swoją niegasnącą wiarę niezależnie od tego jak wiele razy starano się Jej podciąć skrzydła. Dziś wiem, że gdyby nie to, że przez te wszystkie lata nie przestałam wierzyć w magię, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem. Mam moc. A mam ją tylko dlatego, że się nie poddałam.

Dlatego, że kiedyś kupiłam warsztat, na który nie było mnie stać. Że czytałam książki i słuchałam podcastów, o których nie miałam nawet za bardzo z kim porozmawiać. Dlatego, że uparcie medytowałam, pojechałam na Vipassanę, robiłam głębokie transformujące sesje oddechowe, korzystałam z sesji KAP, poprosiłam o czytanie astrologiczne dzięki któremu wkroczył w moje życie najbardziej Niesamowity Człowiek jakiego znam, zaczęłam prowadzić blog, przestałam się bać wyrażać siebie, zaczęłam się uczyć Reiki i dawać sesje, zaczęłam pisać i mówić ludziom co czuję, jak bardzo jestem za nich wdzięczna, nie bałam się mówić o trudnych emocjach, ale też rzeczach po których można by mnie posądzić o bycie niespełna rozumu, zaczęłam pracować bardzo głęboko z własną energią i tak naprawdę mogłabym nie skończyć dziś wymieniać, jeśli chciałabym nie pominąć żadnego kroku na tej ścieżce.

Co ważne, to wszystko sprawiło, że w sierpniu pojechałam na koncert na stawach nie oczekując po nim nic poza przeżyciem jako introwertyk w totalnie nieintrowertycznej sytuacji. A wyszłam z tego z Miłością Życia, jeszcze większą siłą, niewyobrażalnym wsparciem z tej właśnie strony na tych wszystkich płaszczyznach pracy ze sobą. Dziś wiem i jeszcze bardziej rozumiem, jak każda najdrobniejsza decyzja jaką w życiu podejmujemy może zmienić całą jego resztę, na zawsze.

Każda kolejna decyzja jest sumą wszystkiego co składa się na nas takich jakimi dzisiaj jesteśmy. Ja przeszłam transformację jakiej nigdy bym się po sobie nie spodziewała. Z tego małego robaczka bojącego się prawie wszystkiego schowałam się na pewien czas w kokon swojej samotności, po to, aby nabrać w nim sił, aby nabrać w nim wiary do tego, że kiedy wyjdę będę nie do zatrzymania.

I wyszłam. Wyszłam z tego kokonu, który z ogromnym wzruszeniem zostawiam za sobą, bo przyszedł już najlepszy czas, aby rozłożyć te turkusowe skrzydła i zacząć latać niosąc ze sobą pomoc Tobie i Tobie i Tobie. I komukolwiek, kto spróbuje mi zaufać. Bo ja wiem, że mam dla Ciebie coś dobrego. Mam coś, co może zmienić Twoje życie. Mam swoje serce, w którym jest taki ogrom miłości, że wystarczy dla każdego, kto będzie jej potrzebował. Mnie się już nie da zatrzymać. Na szczęście.

 

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍

 

P.

Ten post ma 4 komentarzy

  1. Bartosz

    Rozwijaj się i lataj mój Piękny Motylu. Kocham Cię Paulina♥️

    1. P.

      Kocham Cię mój Magiczny Chłopaku 😘❤️

  2. Malwina

    Przy Tobie dzieje się magia 🫶

    1. P.

      Dziękuję Serce 🥺😘❤️

Dodaj komentarz