Podsumowań czas

To był ciekawy rok. Obfitujący w wiele wzlotów i upadków. Rozpoczęty magicznym i niesamowitym Przebudzeniem.

Trzy miesiące wcześniej udało mi się zburzyć największą blokadę, jaka stała mi na drodze do szczęścia i wreszcie mogłam ruszyć do przodu. Już wspominałam, że czuję jakbym urodziła się na nowo. A żeby to się stało, musiałam się odbić. Dostrzec prawdziwą siebie. Taką jaką odkryły mnie Tamte oczy i dusza. Musiałam siebie odnaleźć.

To podsumowanie najważniejszego roku w moim życiu. Dlaczego dziś? W czerwcu? Bo można powiedzieć, że niedawno obchodziłam swoje pierwsze urodziny. Dlaczego najważniejszy rok? Chyba przede wszystkim dlatego, że przeżyty najbardziej świadomie ze wszystkich lat życia.

To był rok wewnętrznej transformacji. Na przestrzeni tych dwunastu miesięcy wydarzyło się i w zasadzie nadal dzieje się tak wiele, że nie sposób wszystkiego opisać. Nie o wszystkim też pisać bym chciała. Sama dla siebie osobiście przeprowadzę drugie, głębsze podsumowanie, bo takie rzeczy również pomagają się rozwijać.

Nie był to czas obfitujący w same dobre przeżycia. Jak wspomniałam, pełen wzlotów i upadków. Mało tego. Testy jakim byłam poddawana wielokrotnie mentalnie docisnęły mnie na tyle mocno do gleby, że autentycznie czasem zastanawiałam się, którędy się wstaje. Co nie oznacza, że nie znalazłam w nich sensu.

Żyję przekonaniem, że wszystko dzieje się po coś. Niezależnie od tego jak trudne, niewygodne, niewiarygodne, czy teoretycznie niesprawiedliwe. Staram się szukać odpowiedzi po co, zamiast tracić czas na rozpaczanie nad tym, dlaczego, bo przecież nie zasłużyłam. Każdy upadek przynosi po sobie coś nowego. Zawsze. Jeśli tylko potrafisz to dostrzec. I przecież po każdej burzy w końcu wychodzi słońce. Zaufanie w ten proces wzięło nade mną górę, dlatego dziś łatwiej akceptuje mi się lekcje, które przychodzą do odrobienia.

Jednym z podstawowych testów jakim zostałam poddana, były trzy największe podejścia do zatrzymania mnie. Przeginałam, a kiedy to robię jedynie mój własny organizm potrafi mnie skutecznie zatrzymać. Zauważyłam też, że w to przeginanie tak naprawdę uciekam. Od siebie, od niewygodnej prawdy, od nieprzyjemnych emocji, od zderzeń z tym, co trzeba przepracować. Ze strachu. Nie pozostawiono mi więc specjalnie wyboru.  

I o ile zapalenie zatok, okropna grypa, która naprawdę powodowała myśli o chęci zejścia z tego świata, czy ich chwilowe późniejsze konsekwencje, pomimo intensywności nieprzyjemnych doznań, skłoniły mocno do refleksji, o tyle to dźwięcznie przeze mnie nazwany „strzał w kolanie” otworzył mi oczy. A spadło to na mnie zupełnie znikąd i w życiu nie mogłabym się spodziewać takiego obrotu spraw. Nie było miło, a przez to, że prawie bezboleśnie była to jeszcze głębsza praca na poziomie mentalnym i emocjonalnym. I walka z najtrudniejszym przeciwnikiem – sobą samą.

Czas, który zyskałam dzięki temu starałam się wykorzystać najlepiej jak potrafiłam. Skierował mnie on w stronę regularnych sesji oddechowych, „grzebania w sobie”, głębszej, bardziej świadomej i regularnej medytacji, a przede wszystkim do ukończenia czegoś nad czym pracowałam bardzo powoli, bo zwyczajnie brakowało mi czasu.

Dodatkowo w moim życiu pojawił się Ktoś, kto wyciągnął mnie z tego wszystkiego z ogromnym zaangażowaniem i pomógł wrócić do ukochanego świata. Ucząc nowego podejścia i szerszego spojrzenia na pewne kwestie. Wsparcie jakie otrzymałam jest nieocenione, a ja nadal nie czuję, abym podziękowała za nie adekwatnie do włożonego w nie wysiłku, bo tak wiele dla mnie znaczyło. Na to, aby „spotkać się” i „odkryć na nowo” w taki sposób, nigdy nie dostalibyśmy szansy, gdyby nie ten strzał. Myślę, że na swój sposób wzajemnie byliśmy sobie potrzebni. Sporo plusów w tym wydawać by się mogło minusie…

Nic w zasadzie z tego, co się wydarzyło na przestrzeni tego roku, nie było do przewidzenia. Czy kiedykolwiek wpadłabym na to, że zupełnie spontanicznie wejdę w skład Zespołu, który kompletnie bez jakichkolwiek złych intencji wytarga Kogoś z pudełka? Że zbuduje to relację, której praktycznie nikt nie zrozumie? Taką w której szalone pomysły spotykają się ze szczerym uznaniem, a od basenu, przez wieczorek poetycki, do czegoś niespotykanego? Gdzie występuje zdrowa „rywalizacja”, rok żegna się w stawie z Piccolo i zimnymi ogniami, a zimę przepiękną Eko Marzanną? W której „przesuwa się” drewniane obiekty, oszukuje będąc w drinku, robi schodki, morsuje w deszczu pod parasolem będąc jednocześnie w wariackim nastroju? Zakręca i odkręca licznik rozczarowań, zdobywa szczyty, nakleja naklejki, nieplanowanie rozstępuje się lód? Gdzie rano na rowerze łzawi to samo oko i gdzie istota tkwi w prostocie? No nie. Tego nie dało się przewidzieć. Ale takie niespodzianki to ja rozumiem.

To głównie wokół relacji kręcił się ten rok. Te Dwie z Trzech jakich nie ma ani Jednej? Najbardziej wyjątkowa miłość w czystej postaci. Te „stare” relacje ewoluowały na wyższe poziomy, te, wracające udowadniały, że wspólnie da się wyjść poza czas, liście zaczęły spadać z nową magiczną energią, Ktoś kto był od lat, dziś odgrywa zupełnie nową rolę. Co więcej, odkryłam, że mam Trzecią Połówkę (tak wiem, co napisałam. Tak, wiem, że nie ma takiego określenia. Nie zmienia to jednak faktu, że będę go używać, bo mogę) która „uwiązana” kroczy wzruszająco za mną i udowadnia na każdym kroku, że idę w dobrą stronę. I oczywiście Ta, która obudziła…

Zaskakujące było również to, kiedy w zupełnie nowy sposób uśmiechnęła się do mnie przeszłość. Wpuszczając znów do mojego życia Kogoś, kto odegrał ważną rolę. Choć dziś w nowej odsłonie. Mówiącego w moim języku. Kogoś, kto pokazał, że takich jak ja jest więcej. A przy okazji nie mając pojęcia, że zmieni moje życie na zawsze, dał narzędzie, dzięki któremu weszłam w świat, o którym zaczęła do mnie krzyczeć jakiś czas temu Intuicja.

Nie wiedziałam wtedy, dlaczego, po co, jak, kiedy ani gdzie. Nie rozumiałam skąd ten pomysł, z czym to się je, ale głośno mówiłam, że będę to robić. Nie będąc nawet do końca pewną jak uda mi się to osiągnąć. A teraz? Za sprawą magicznych synchroniczności od kilku miesięcy pracuję z Energią. Uparcie się uczę, oczyszczam, zdejmuję warstwy, walczę sama ze sobą, ale coś nie pozwala mi się poddać i odpuścić. Nawet na chwilę. I zaznaczam w kalendarzu dni, w których mogę ruszyć dalej i dalej.

Czasem boli, kłuje, czasem jest bardzo niemiło, czasem się płacze, ale częściej odczucia są naprawdę przyjemne. I dziś już wiem, że nic nie jest mnie w stanie powtrzymać przed rozwojem w tym kierunku. Bo chęć zobaczenia co jeszcze przede mną jest dużo silniejsza i głośniejsza od wewnętrznego głosu, który mógłby próbować mnie zatrzymać. I za ten upór bardzo się cenię, bo dzięki niemu dziś już nawet nie mogę powiedzieć, że powoli, bo zdecydowanie coraz szybciej pomagam. I to jest jeden z kolejnych cudów jakie wydarzyły się w moim życiu na przestrzeni tego roku. Dziękuję 🤍

Dziękuję Wszystkim którzy, rozumieją bez słów, są uwiązani, przywiązani, którzy podążają, słuchają, ufają, kochają, z którymi każda chwila jest na wagę złota. Tym którzy dbają o dobro, wspierają, robią wszystko, żeby pojawił się uśmiech, dodają skrzydeł, są osobistym Pogotowiem Energetycznym, z którymi, gdy po pół roku zimna woda staje się zbyt ciepła powstaje wspólne, niewymuszone pytanie: co teraz? Tym którzy zatrzymują czas, udowadniają, że niemożliwe nie istnieje. Tym z którymi najlepiej smakuje, walczącym obok, nie pozwalającym się poddać. Tym których przyjaźń po latach nieobecności jest wciąż równie silna, dla których spadają liście. Tym którzy otwierają oczy i serce, którzy chcą czytać, tym którzy dają piękny feedback. Tym którzy dostrzegli więcej. Moim osobistym Cudom ❤️

A ten blog? To jest dopiero jazda. Naprawdę nie sądziłam, że kiedykolwiek się odważę. I jestem pewna, że jeśli w okolicach moich narodzin, ktoś powiedziałby mi, że za rok o tej porze będę prowadzić blog, na którym będzie już ponad 10 wpisów, wyszłabym z pomieszczenia, aby nie wyśmiać w twarz tego niesamowitego optymisty – marzyciela. I z tego miejsca z najgłębszych szczelin serducha dziękuję Tobie 🤍 Za to, że czytasz, za każde polubienie, serduszko, komentarz, wiadomość, za każde wypowiedziane i wirtualne słowo. Potrafisz niesamowicie dodać skrzydeł i sprawić, że z każdą chwilą chcę bardziej i więcej 🤍

To nie jest wszystko, co się wydarzyło. Nie wszystkim mogę się jeszcze podzielić. Nie wszystkim chcę się dzielić. Ale ten proces trwa. Kolejne kroki zaliczam już do nowego roku, bo najwyższy czas ten zakończyć. Przeszłam taką zmianę jakiej się po sobie nigdy nie spodziewałam. To czym zaczęłam się otaczać, interesować, wszystko co robię, w co się angażuję, nadal czasem mnie zaskakuje. I uśmiecham się do siebie w lustrze nie mogąc uwierzyć, że to wszystko to naprawdę ja. I pomyśleć, że to był tylko jeden rok. 365 dni. Każdy z nas ma tyle samo czasu. Ale ja mam wrażenie, że wycisnęłam ze swoich najwięcej, ile się dało. Nigdy w tak krótkim czasie nie zrobiłam ani nie przeżyłam tak wiele.

Podsumowując, to naprawdę był rok transformacji. Wewnętrznej. Wielu zmian i nowych początków. Pełen wyzwań, ale też niesamowitych chwil, miejsc, przygód, nowych i „starych” prze pięknych Istot, miłości, przyjaźni, doświadczeń, przeżyć, nauki i wielu kłód pod nogami, dzięki z którym udaje się budować coraz wyższe schody. Rok, w którym ogrom dobra zdecydowanie przewyższył ilość trudnych chwil. Wiem, że wszystko wydarzyło się w odpowiednim na to czasie. Niczego nie żałuję, z pewnymi rzeczami wciąż się nie godzę, ale przestałam już nawet próbować. Bo nie chcę. Akceptuję, bo brak akceptacji zatrzymuje w miejscu, a stanie w miejscu nigdzie nie prowadzi. I nie sprawi, że On będzie ze mnie dumny.

Wszystko musiało się stać, żebym mogła dziś być tym kim jestem. Nieustannie pogłębiam przyjaźń ze swoją Intuicją, a Ona coś mi tu szepcze, że jeszcze się zdziwię. Więc pozostaję otwarta, bo nie powiem, zapowiada się ciekawie. Dotarłam do miejsca, z którego nie chcę już wracać. Jednocześnie, nie zamierzam tu zostawać na dłużej, bo im więcej odkrywam tym więcej chcę odkrywać. I to jest najbardziej niesamowite.

Czego sobie życzę na ten kolejny rok? Jeszcze więcej pięknych podsumowań w drugie urodziny 🥳

P.S. Dziękuję, że jesteś 🤍 

P.

Ten post ma 2 komentarzy

Dodaj komentarz